We wrześniu 2025 roku prezes Arkadiusz Grzesikowski i członek zarządu Wojciech Huczyński zwolnili dyscyplinarnie chronioną pracownicę, skarbniczkę związkową. Zrobili to bez konsultacji ze związkiem. Kobieta skierowała sprawę do Sądu Pracy.
21 kwietnia 2026 roku Sąd Rejonowy w Bolesławcu przywrócił ją do pracy i zasądził na jej rzecz 31 tys. zł wynagrodzenia za czas, kiedy pozostawała bez pracy. Sąd nakazał pobrać od pracodawcy na rzecz Skarbu Państwa 1552 zł opłaty sądowej oraz zasądził dodatkowo na rzecz pracownicy 2800 zł zwrotu kosztów zastępstwa procesowego. Wyrok jest nieprawomocny.
– Jako przewodnicząca związku bardzo się cieszę z tego wyroku – mówi portalowi istotne.pl Agata Rusiecka. – Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest on nieprawomocny i na pewno zarząd spółki będzie się odwoływał, ponieważ zawsze tak robi. Prawdziwym powodem wszystkich procesów sądowych, które obecnie się toczą, jest negatywne nastawienie zarządu do funkcjonowania w zakładzie pracy związków zawodowych i braku faktycznego dialogu, który pozwoliłby wypracować rozwiązania akceptowalne przez obydwie strony – dodaje szefowa związkowców.
Poproszony o komentarz prezes odpowiada, że na obecnym etapie powstrzymuje się od jakichkolwiek dalszych komentarzy. – Postanowienie Sądu Pracy z dnia 21 kwietnia nie stanowi prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy. Sprawa ma charakter złożony i pozostaje w toku – dodaje w odpowiedzi Arkadiusz Grzesikowski.
Miażdżący wyrok dla decyzji zarządu Zakładów
W uzasadnieniu sąd zmiażdżył wszystkie powody, z jakich zarząd zwolnił pracownicę z jej winy bez wypowiedzenia. Sąd zauważył, że kobieta była zatrudniona w firmie od 1999 roku i była osobą sumienną, rzetelną i niekaraną przez pracodawcę, co potwierdziły akta osobowe.
– Sąd badał, czy przyczyny wskazane w rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika były prawdziwe – mówiła sędzia Joanna Moroz-Korycka w ustnym uzasadnieniu wyroku. – I po przeprowadzeniu postępowania dowodowego w niniejszej sprawie, po przesłuchaniu powódki, ale też po przesłuchaniu świadka, lekarza, który wystawiał zaświadczenie lekarskie o niezdolności do pracy, sąd nie miał żadnych wątpliwości, że te przyczyny nie były prawdziwe. Sąd nie stwierdził, żeby powódka wykonywała pracę w okresie niezdolności do pracy, ani też aby naruszała cel zwolnienia lekarskiego, którego w tych dniach po prostu nie było. Powódka wskazywała, że zwolnienie lekarskie miało na celu podjęcie rehabilitacji, co też nie wykluczało czynności, jakie wykonywała podczas Święta Ceramiki. Sąd stwierdza, że nastąpiły też naruszenia dotyczące rozwiązania umowy o pracę z działaczem związków zawodowych. Zgodnie z ustawą o związkach zawodowych, ustawa bardzo jednoznacznie wskazuje, jakie są obowiązki pracodawcy przy zwalnianiu działaczy związkowych objętych szczególną ochroną – podkreśliła sędzia.
Sprawę walki zarządu ze związkowcami opisywaliśmy w materiale: Zakłady Ceramiczne Bolesławiec. Po czwarte: czcij prezesa i członka zarządu swego.
– Niestety, mamy tu do czynienia z klasyczną dyskryminacją ze względu na działalność związkową – komentuje Agata Rusiecka. – Zarząd spółki podejmuje działania zmierzające do rozbicia struktur pracowniczych. Obecny zarząd nie akceptuje faktu, że jako strona społeczna, reprezentujemy pracowników, broniąc ich godności, praw oraz interesów materialnych i moralnych, zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych. Według zasady: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie, stałyśmy się obiektami bezpośredniego ataku – dodaje Rusiecka.
Sąd krytykuje działania Wojciecha Huczyńskiego wobec pracownicy
W uzasadnieniu sąd odniósł się krytycznie do działania członka zarządu spółki, który badał zwolnienie lekarskie.
– Sąd nie podziela w żadnym zakresie argumentacji przedstawionej przez Wojciecha Huczyńskiego odnośnie tego, jak strona pozwana (Huczyński – red.) sprawdzała, kiedy wizyta lekarska pracownicy się odbyła i kiedy wystawiono to zaświadczenie lekarskie. To nie jest rolą pracodawcy, aby takie działania robić i też wyciągać na podstawie takiego sprawdzania pracownika nieprawdziwe wnioski, które znalazły się w rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia – dodał sąd.
Agata Rusiecka nie ma złudzeń, że działania Wojciecha Huczyńskiego mają jeden cel. – Zwolnienia dyscyplinarne, zarówno koleżanki jak i moje, mają być elementem zastraszania i paraliżowania działalności naszego związku, mają wywołać efekt mrożący – mówi Rusiecka. – Wojciech Huczyński, członek zarządu spółki, lubi używać wobec nas zwrotu „wysoko postawione działaczki związkowe”, podkreślając w ten sposób, że to właśnie jest jego największą bolączką i prawdziwym powodem wyrzucenia nas z pracy – dodaje szefowa związkowców.
Kto za to zapłaci?
Pracownicy nie mają złudzeń. Zapłacą oni, swoją pracą.
– Pamiętajmy, że wszelkie koszty finansowe związane z bezprawnymi decyzjami zarządu obciążają spółkę – przypomina Agata Rusiecka. – Mówimy o odszkodowaniach, kosztach sądowych i niebagatelnych kosztach obsługi prawnej dwóch kancelarii. Lekką ręką wydaje się nie swoje pieniądze. W naszej opinii, jest to działanie na szkodę spółki. Zarządzanie ludźmi nie polega na demonstracji siły, tylko umiejętności rozmowy, szacunku i odpowiedzialności. Szkoda, że wszystkie wypowiedzi Zarządu o docenianiu pracowników, są tylko pustymi słowami – podsumowuje Agata Rusiecka.
Przypomnijmy, 31 marca 2026 roku zapadł w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze inny, prawomocny i przełomowy wyrok dotyczący wynagrodzeń w Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec”. Z informacji od związkowców wynika, że do dnia 23 kwietnia prezes Arkadiusz Grzesikowski go nie wykonał.
– Należne wyrównanie nieprawidłowo naliczonego wynagrodzenia nie wpłynęło na konto pracownicy – informuje Agata Rusiecka. – Pokazuje to brak szacunku do prawa. Czy naprawdę trzeba będzie ściągać należność przez komornika i zwiększać koszty? Spółka ma dość lekceważący stosunek do sądu. Podczas procesu skarbniczki związkowej przez 7 miesięcy firma nie wywiązała się z obowiązku przedstawienia wyliczeń wynagrodzenia zwolnionej dyscyplinarnie pracownicy – dodaje Rusiecka.
Kolejną sprawą będzie proces pracownika, którego prezes najpierw zwolnił, a potem pozwał o 25 tys. zł za wpis w internecie.