Z kilkoma pracownikami ZC Bolesławiec rozmawiamy na korytarzu sądu w Bolesławcu po rozprawie ugodowej. Pozwanym były Zakłady Ceramiczne Bolesławiec, powódką pracownica Agnieszka. Rozprawa dotyczyła rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia, bez winy pracownika i zakończyła się korzystną dla powódki ugodą.

– Pani Agnieszka była pierwszą zwolnioną osobą jako osoba chroniona – mówi Agata Rusiecka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZC Bolesławiec. – Potem kolejną osobą była pani Bożena. Związek zawodowy nie wyraził na to zgody. Poglądy zarządu są takie, że związki zawodowe doprowadzają Zakłady do upadłości. Jeśli się taką tezę postawi, to trudno o jakieś partnerstwo w rozmowie czy działaniu. Polityka zarządu Zakładów jest taka, że z bardzo dużą łatwością pozbywa się pracowników z kilkudziesięcioletnim stażem. Zarząd postawił sobie niejako za punkt honoru zniszczenie związków zawodowych – dodaje przewodnicząca Związku.

Zarząd ZC Bolesławiec dba o swoje dobre imię

Od ludzi dowiadujemy się, że w relacjach między Związkami Zawodowymi Pracowników najstarszej firmy ceramicznej w Bolesławcu a zarządem reprezentowanym przez prezesa Arkadiusza Grzesikowskiego (Koalicja Obywatelska) oraz członka zarządu Wojciecha Huczyńskiego (także KO) jest poważny konflikt.

Pracownicy twierdzą, że każdy, kto pozwala sobie skrytykować sposób zarzadzania firmą przez panów Grzesikowskiego i Huczyńskiego, może liczyć się z tym, że zostanie z firmy zwolniony, a nawet pozwany. Prezes już pozwał pracownika za krytyczny wpis w internecie, żądając od niego kilkudziesięciu tysięcy złotych rekompensaty.

Do tego na naszym forum internetowym pod informacjami o ZC Bolesławiec są zgłaszane do moderacji posty, w których ktoś krytykował zarząd. Tak wygląda typowe zgłoszenie:

Wpis propaguje nieprawdziwe informacje na temat Zarządu Zakładów Ceramicznych Bolesławiec. Tym samym godzi w dobre imię Spółki i jej reputację na rynku. Wpis może stanowić podstawę do zgłoszenia sprawy do prokuratury przeciwko autorowi. Zarząd ZCB.

Pracujemy tu tyle lat, że przeżyłyśmy już pięciu prezesów

Pracownice z 30-letnim stażem w rozmowie z nami wciąż życzą dobrze firmie, której oddały nie tylko zawodowe życie. Firmie, w której zarząd zmienia się wraz z dojściem do władzy kolejnej partii.

Do wyborów parlamentarnych w 2023 roku Zakładami zarządzali politycy z partii Prawo i Sprawiedliwość, przed nimi byli politycy Platformy Obywatelskiej, od 2023 roku wraz ze zmianą rządu są znów ludzie z Koalicji Obywatelskiej (dawnej PO).

Arkadiusz Grzesikowski bez powodzenia startował do Rady Powiatu z listy KO w wyborach samorządowych w 2024 roku (zdobył 63 głosy), a Wojciech Huczyński z tej samej partii startował do Rady Miasta – też bez sukcesu (zdobył 24 głosy).

– Pracujemy tu tyle lat, że przeżyłyśmy już pięciu prezesów – mówi Rusiecka. – To nam zależy na firmie. To my poświęcamy się dla firmy, nie pracodawcy. W trudnych momentach spółki za czasów prezesa Karola Stasika (Koalicja Obywatelska – red.) część pracowników świadczyła pracę nawet na urlopach bezpłatnych, bo ratowała spółkę. Tak było. W czasie covidu związki zawodowe podpisały porozumienie z poprzednim zarządem firmy, bo sytuacja była katastrofalna i trzeba było na ten moment coś zrobić. I poszliśmy na bardzo duże ustępstwa. Przez miesiąc byliśmy na postoju za najniższą krajową, a przez dwa miesiące dostawaliśmy mniej niż najniższą krajową. Po to ratowaliśmy ten zakład, żeby teraz dobrze w nim było. Zarząd jest na umowach kontraktowych, właścicielem jest spółka Skarbu Państwa. Tu się aż prosi o audyt właścicielski – apeluje szefowa związków.

Krytykujesz – wylatujesz

Pracownicy krytykujący zarząd mówią, z czym muszą się mierzyć w pracy – zwolnienia dyscyplinarne, zakaz wstępu na teren zakładu, szukanie pretekstów do zwolnienia opartych na słowach.

– Jest wielu pracowników w takim procesie jakby zawieszenia – wyjaśnia Rusiecka. – Pracodawca już jest zdecydowany na to, żeby ich zwolnić pod różnymi zarzutami, na przykład, że podobno pracownik coś tam powiedział na zarząd i to jest tylko oparte na słowach. I tacy pracownicy też psychicznie tego nie wytrzymują. Ludzie się boją zwolnienia z pracy, bo każda krytyka może do tego doprowadzić. Widzą, że ktoś skomentował pracę zarządu i już go nie ma – dodaje przewodnicząca.

Do dyskusji włącza się emerytowana pracownica z 30-letnim stażem. – To trzeba powiedzieć bez ogródek, to działanie według zasady „daj mi człowieka, a paragraf się znajdzie” – dodaje emerytka. – Miesiąc po emeryturze przyszłam do Zakładów w sprawie wypłaty niewielkiej zaległej kwoty. I po rozmowie z zarządem dostałam zakaz wstępu na teren zakładu. I ciągnie się to do dzisiaj – dodaje kobieta.

To nie wszystko, o czym mówią zatrudnione w ZC Bolesławiec osoby. Twierdzą, że pracownicy są przenoszeni na inne, mniej korzystne stanowiska bez merytorycznego uzasadnienia.

– Nawet jak zarząd nie może kogoś wprost ukarać, to robi coś takiego, że oddelegowuje pracownika na inne stanowisko – wyjaśnia Rusiecka. – Jak pracownik pyta o powód, nie dostaje jasnej odpowiedzi. A przepisy mówią, że pracodawca może przenieść pracownika na inne stanowisko, jeśli są uzasadnione potrzeby, bo na przykład na tym stanowisku ktoś zachorował i trzeba go zastąpić. Czy na przykład gwałtownie wzrosły zamówienia i trzeba skierować ludzi do ich realizacji. Na malarni, gdzie robi się co tydzień nadgodziny i to tam są potrzebni ludzie, zarząd zabiera stamtąd człowieka i daje go inny dział, gdzie nie ma tych nadgodzin, bo chce go ukarać. I dlatego chcą zniszczyć związki, żeby się nikt absolutnie o to już nie upominał – dodaje przewodnicząca.

Zwolniona, bo przyszła do pracy

Po 27 latach pracy we wrześniu 2025 roku została zwolniona inna pracownica. – Wezwano mnie do kadr i wręczono mi zwolnienie – opowiada Bożena. – Dyscyplinarne. Za coś, czego nie zrobiłam. Zwolniono mnie za to, że rzekomo pracowałam na chorobowym, a ja na zwolnieniu lekarskim nie pracowałam. Jeszcze na dodatek pomylili daty, bo zwolnili mnie za to, że byłam 14 sierpnia u lekarza, a zwolnienie miałam od 18 sierpnia, bo 15 i 16 sierpnia pracowałam na Święcie Ceramiki jako hostessa. I za to zostałam zwolniona dyscyplinarnie. Zwolnili mnie dopiero 30 września. Tyle nad tym myśleli – dodaje rozgoryczona kobieta.

Pracownicy ratują się, szukając sprawiedliwości w sądzie pracy

– Toczyła się sprawa wobec kierownika technicznego – mówi Agata Rusiecka. – Nałożono na niego karę nagany. Wygrał w sądzie w pierwszej i w drugiej instancji. Sprawa pani Agnieszki zakończona ugodą to druga sprawa. Wielu pracowników nie decyduje się jednak na wejście na drogę sądową z obawy przed kosztami prawnymi, które mogą przewyższyć ewentualne odszkodowanie, oraz z powodu wycieńczenia psychicznego sytuacją w pracy.

Prezes i członek zarządu nie chcą się kontaktować z prasą

Odwiedziliśmy firmę 22 stycznia, chcąc porozmawiać z prezesem Grzesikowskim o zarzutach pracowników oraz o sprawach w sądzie. Człowiek z ochrony nie wpuścił dziennikarki do sekretariatu. Zeszła do niej młoda kobieta i spisała dane do kontaktu oraz pytania do prezesa. Zapytana o to, kiedy prezes znajdzie czas na rozmowę, poinformowała, że w tej chwili prezes ma spotkanie i nie znajdzie czasu.

Mija ponad 10 dni bez kontaktu ze strony zarządu ZC Bolesławiec.