Arkadiusz Grzesiowski, prezes Zakładów Ceramicznych „Bolesławiec” (ZCB) zwolnił pracownika z 36-letnim stażem Adriana (imię zmienione) i pozwał o naruszenie dobrego imienia, żądając przeprosin i 25 tys. zł.
Inna pracownica Dagmara (imię zmienione), która przepracowała w firmie ponad 30 lat, ma wpłacić 40 tys. zł na cele społeczne i przeprosić nie tylko prezesa Grzesikowskiego, ale też członka Huczyńskiego za swoje krytyczne wypowiedzi wobec zarządu ZCB.
Pracownicy Zakładów generalnie boją się wypowiadać, ale gdy już mówią, to twierdzą, że nowy prezes hołduje zasadzie: „U mnie pracownik ma jedno życie”.
Na zbity pysk
Adrian bez wulgaryzmów w swoim wpisie na popularnym serwisie społecznościowym odniósł się do dwóch spraw: tego, jak prezes traktuje ludzi zatrudnionych w ZCB oraz jakie ma kompetencje, by kierować firmą ceramiczną.
– Kolega się tylko wypowiedział w internecie i po 36 latach wyrzucił go prezes na zbity pysk, bo skrytykował zarząd – komentuje sprawę emerytowana pracownica Zakładów.
W lipcu 2025 roku w ZCB strajkowali pracownicy. Spór dotyczył różnic w traktowaniu pracowników zatrudnionych w systemie czasowym (godzinowym) i akordowym. Emocje jeszcze buzowały, kiedy w sierpniu, w mediach społecznościowych ukazała się wypowiedź prezesa, w której chwalił się, że działania Zarządu spowodowały znaczny wzrost zakupów ceramiki.
Adrian skomentował właśnie tę wypowiedź prezesa. Krytycznie podszedł do tego, czy sprzedaż wpłynie na wypłacane pensje, jego zdaniem zbyt niskie, i dodał, że to, jak prezes traktuje ludzi, spowoduje, że jedynie miś maskotka z biurka prezesa – widoczna na zdjęciu pod wpisem prezesa – zechce się z nim teraz kolegować.
Niecały miesiąc po wpisie Adrian dostał wypowiedzenie umowy o pracę. Przyczyna? Utrata zaufania na skutek negatywnej wypowiedzi i publicznej krytyki Zarządu w mediach społecznościowych. Tego samego dnia, co wypowiedzenie, Adrian otrzymał też wezwanie do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych z wezwaniem do zapłaty zadośćuczynienia. Miał zaniechać wszelkiej krytyki, przeprosić, a przeprosiny opublikować na portalu społecznościowym oraz wpłacić 5 tys. zł na dom dziecka. Dostał na to 7 dni.
Zwolniony mężczyzna, zszokowany utratą pracy, nie miał 5 tysięcy, by je przekazać na dom dziecka, ale chciał przeprosić. – Chciałem spotkać się z prezesem porozmawiać, załatwić tę sprawę, ale nie znalazł dla mnie czasu – mówi Adrian.
Ingerencja w wolność wypowiedzi
W październiku Adrian otrzymał prywatny pozew od Arkadiusza Grzesiowskiego, w którym oprócz publikacji przeprosin, Grzesikowski zażądał dla siebie już 25 tys. zł w ramach rekompensaty.
– Dochodzone pozwem roszczenia ocenić należy jako całkowicie nieproporcjonalne – mówi radca prawny Marcin Pawelec-Jakowiecki. – Wskazać należy, że charakter potencjalnego naruszenia dobra osobistego, jak także jego forma, nie wskazują na konieczność dochodzenia tak wysokiej kwoty tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Ponadto, za zbyt daleko ingerujący w wolność wypowiedzi ocenić należy fakt, że strona powodowa domaga się opublikowania oświadczeń w dwóch przestrzeniach przy jednoczesnym roszczeniu o zaniechaniu naruszeń. Tego rodzaju postąpienie – wynikające z kierowania pozwu przez osobę publiczną, która musi wykazać się grubszą skórą i musi również być bardziej odporna na krytykę – określić można jako potencjalne strategiczne działania prawne zmierzające do tłumienia debaty publicznej czyli SLAPP – dodaje mecenas Pawelec-Jakowiecki.
Jedno życie pracownika Zakładów
Pracownicy, z którymi rozmawiała dziennikarka istotne.pl, opowiadają o działaniach prezesa, które obserwują na co dzień w ZCB.
– Wie pani, jeśli on przychodzi do pracowników na malarnię i mówi coś takiego, że jak oni się wypiszą ze związków, to będą mieli lepiej, że uruchomi fundusz wczasów pod gruszą i że on tę sprawę załatwi, a pracownicy dostaną pieniądze. No i wiadomo, że jak idzie i niesie w ręku dwadzieścia deklaracji rezygnacji ze związków, to ludzie występują… – mówi pracownica.
– Jemu chyba nie wolno czegoś takiego zrobić? – dopytuje dziennikarka.
– Jemu wszystko wolno – odpowiada z rezygnacją kobieta. – Jeśli ja pani powiem, kiedy zwalnia się normalnie pracownika w ZCB, to przewodniczący związków jest wzywany do sekretariatu i odbiera tam pismo, kwituje jego odbiór. Ale kiedy zwolnienie dotyczy tak bardziej osobiście Zarządu, to wtedy nie zajmuje się tym sekretarka. Wtedy pan Huczyński bierze takie pismo i osobiście wręcza zwolnionej osobie w obecności innych pracowników. Czyli pokazuje, demonstruje: zobaczcie, co ja z nim zrobię! A w wypowiedzeniu nie ma szablonowych trzech zdań o powodzie zwolnienia. Tylko to wypowiedzenie już się ciągnie na dwie strony. To po prostu widać, które to jest zwykłe zwolnienie z pracy, bo coś tam, a które to jest takie zwolnienie emocjonalne – dodaje pracownica.
Relacji pracowników o zachęcaniu do rezygnacji ze związków jeszcze nie potwierdziliśmy. Sprawdziliśmy jednak wypowiedzenie umowy Adriana, który został zwolniony za wpis. Uzasadnienie zwolnienia faktycznie ma dwie strony. Oprócz szeroko opisanej przyczyny zwolnienia, jest tam przedstawiona cała historia wpisu pracownika, którego dokonał w sierpniu 2025 roku oraz interpretacja tego wpisu w kontekście szkód, jakie wyrządził on Zarządowi i jego szeroko rozumianym interesom.
Czytając uzasadnienie rozwiązania umowy z – jak by nie było szeregowym pracownikiem – można dojść do wniosku, mylnego, że był to pracownik kluczowy dla tworzenia polityki wizerunkowej firmy, jak również osoba mająca tak silną pozycję, by zatrząść filarami firmy.
Filiżanka dla Amerykanki, a nie dla tych, co tworzyli Zakłady
Sposób kontaktu prezesa z pracownikiem bulwersuje osoby, które w firmie przepracowały dekady
– Wcześniej było u nas zwyczajem, że pracownicy, którzy odeszli w danym roku na emeryturę, spotykali się z zarządem, a prezes im dziękował za pracę – mówi pracownica. – Przy drobnym poczęstunku wręczał im zestaw naczyń ceramicznych do herbaty. Pan Grzesikowski zaprzestał tego zwyczaju. Tak okazuje szacunek dla ciężkiej pracy osób, które tworzą ten zakład. Więcej empatii ma dla pani Rity, która mieszka w USA i spalił się jej dom, a przetrwała tylko ceramiczna filiżanka. Jej ofiarował cały zestaw ceramiczny – dodaje gorzko pracownica.
Beneficjent
Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” to spółka Skarbu Państwa. Funkcje prezesa pełnią w niej osoby wytypowane przez partię, która w danym momencie ma największe polityczne wpływy w Polsce. Od jesieni 2024 roku spółka znów funkcjonuje pod wodzą nominata Koalicji Obywatelskiej, czyli Arkadiusza Grzesikowskiego. Wcześniej na czele firmy stali nominaci Prawa i Sprawiedliwości Sebastian Fijałkowski i Wiesław Ogrodnik, który to stanowisko objął zaraz po wygranej PiS, zastępując na nim Karola Stasika z Platformy Obywatelskiej.
Arkadiusz Grzesikowski od 2019 roku był zatrudniony w ZCB, ale wcześniej przez wiele lat świadczył usługi dla Zakładów jako właściciel firmy informatycznej. Osoby blisko związane z KO w Bolesławcu mówią, że jego kandydaturę mocno forsował Robert Kropiwnicki, w 2024 roku pełniący funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.
Grzesikowski jako pracownik ZCB odpowiadał między innymi za redakcję Biuletynu Informacji Publicznej firmy i sprawy informatyczne, w tym wdrożenie systemu ERP (oprogramowanie sterujące do kompleksowego zarządzania procesami firmy w ramach jednej bazy danych – red.).
– System ERP, który do tej pory nie został wprowadzony na całą produkcję, był odpowiedzialnością pana Grzesikowskiego – mówi jeden z pracowników firmy. – Jeszcze rok temu (w 2025 roku – red.), podczas negocjacji układu zbiorowego, prezes zapewniał, że już niedługo wszystko będzie wdrożone. Niestety, nie jest – dodaje pracownik.
Sukces być musi
2024 był fatalnym rokiem dla firmy. Zmieniała się władza i zmieniali się prezesi w Zakładach. Choć spółka uniknęła strat, to jej wynik finansowy za 2024 rok był na granicy opłacalności. Były problemy z eksportem, jakością i zatrudnieniem. Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” zakończyły rok 2024 z symbolicznym zyskiem netto w wysokości zaledwie 67 tys. zł.
Nowy prezes chciał się wykazać. Rok 2025 miał być jego rokiem sukcesu. Jednak zaczął się konflikt z pracownikami. Konflikt był na tyle silny, że zakończył się pikietą niecały rok od objęcia przez Grzesikowskiego funkcji prezesa. Uwidoczniły się napięcia związane z wdrażaniem nowych systemów wynagradzania i konieczność ich konsultacji z przedstawicielami pracowników.
Przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Zakładów Ceramicznych „Bolesławiec” Agata Rusiecka, podkreśliła w lipcu 2025 roku, że wszelkie kwestie dotyczące wynagrodzeń powinny być uzgodnione ze związkami zawodowymi. Jej zdaniem, w tym przypadku dialogu z Zarządem zabrakło, co doprowadziło do eskalacji konfliktu i organizacji pikiety.
Koledzy z partii nie komentują
Arkadiusz Grzesikowski nie jest długoletnim działaczem partii Donalda Tuska. Jego kariera przyspieszyła jednak po tym, jak z listy Koalicji Obywatelskiej wystartował w wyborach samorządowych w 2024 roku. Choć w Bolesławcu zagłosowało na niego trochę ponad 60 osób i nie zdobył mandatu do Rady Powiatu, to wygrał konkurs na prezesa najstarszej ceramiki w Bolesławcu.
Grzesikowski na swoim profilu społecznościowym promuje Michała Jarosa. W styczniu 2026 roku Jaros odwiedził Zakłady i wystawił firmie laurkę na swoich mediach społecznościowych:
Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” to jedna z najlepszych rzeczy, jakimi może pochwalić się Dolny Śląsk. To jakość, rzemiosło i ludzie, którzy od lat budują markę rozpoznawalną na całym świecie.
Michał Jaros
Karol Stasik, przewodniczący Platformy Obywatelskiej w powiecie bolesławieckim, nie chce w ogóle oficjalnie komentować sytuacji z pozwanym pracownikiem ZCB – choć z tonu jego wypowiedzi można wnioskować, że nie jest sprzymierzeńcem Grzesikowskiego.
Grzegorz Przybylski, kandydat na prezydenta z KO, oficjalnie zapytany o opinię na temat działań swojego partyjnego kolegi, odpowiedział wymijająco. – Wewnętrzne ustalenia Platformy teraz Koalicji Obywatelskiej są takie, że w pierwszej kolejności wypowiada się szef powiatu Karol Stasik – napisał Grzegorz Przybylski. – Ja jestem zwykłym członkiem, nie jestem w zarządzie powiatu, ani miasta. Ja tematu zakładu nie znam, gdyż nie rozmawiamy o sprawach zawodowych – dodał.
Może łatwiej kolegom będzie komentować sprawę po publikacji artykułu?!
Komentarz prezesa Zakładów Ceramicznych „Bolesławiec”
Zwróciliśmy się o komentarz do prezesa Arkadiusza Grzesikowskiego. Poniżej jego pełna odpowiedź na zapytanie, czy pozew w którym Arkadiusz Grzesikowski żąda 25 tysięcy złotych od byłego pracownika ZCB miał być straszakiem, czyli narzędziem mrożącym krytykę innych pracowników firmy?
W odpowiedzi na przesłane pytania uprzejmie wskazuję na poniższe okoliczności.
Przede wszystkim stanowczo podkreślam, że łączenie jakichkolwiek zdarzeń pracowniczych z wypowiedziami naruszającymi prawo jest nieuprawnione i nie ma żadnego związku z przedmiotem sprawy. Zaznaczam przy tym, że autor wpisu zadeklarował możliwość przeproszenia, co potwierdza, że dostrzega problematyczny charakter swojej wypowiedzi.
Jako osoba pełniąca funkcję Prezesa Zarządu spółki Zakłady Ceramiczne „BOLESŁAWIEC” Sp. z o.o. mam obowiązek podejmować działania na wszelkiego rodzaju sytuacje, które mogą naruszać dobra osobiste, w szczególności cześć, dobre imię oraz godność osobistą.
Pozew nie jest i nigdy nie był „narzędziem mrożącym krytykę” ani „straszakiem” wobec pracowników czy jakichkolwiek innych osób. Każdy ma prawo do wyrażania opinii oraz konstruktywnej krytyki. Granicą tej wolności jest jednak prawo – w szczególności zakaz rozpowszechniania nieprawdziwych, bezpodstawnych i zniesławiających twierdzeń. W sytuacji, gdy dochodzi do naruszenia dóbr osobistych, każdej osobie – niezależnie od pełnionej funkcji – przysługuje konstytucyjnie i ustawowo zagwarantowane prawo do ich ochrony na drodze cywilnoprawnej, bądź też karnej.
Podkreślam również, że wszelkie procesy reorganizacyjne oraz decyzje zarządcze w Spółce podejmowane są w oparciu o obowiązujące przepisy prawa i w interesie Spółki oraz jej dalszego rozwoju.
Próby przedstawiania sprawy, o którą zapytała Pani Redaktor, w kategoriach działań wymierzonych w jakiekolwiek środowiska – są nieuprawnioną nadinterpretacją.
Z poważaniem,
Arkadiusz Grzesikowski, CEO/Prezes Zarządu
Imiona bohaterów naszego reportażu zostały zmienione na ich prośbę.