Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że to dzieło natury. Dojrzały owocnik przypomina czerwoną ośmiornicę, która próbuje wydostać się spod ziemi. Jego charakterystyczne ramiona mogą kojarzyć się z palcami tajemniczej istoty. Stąd właśnie wzięła się złowrogo brzmiąca nazwa – palce diabła.
Grzyb, który wygląda jak z horroru
Okratek australijski (Clathrus archeri) należy do rodziny sromotnikowatych. Nazywany jest również kwiatowcem australijskim, a ze względu na swój wygląd i odrażający zapach bywa określany mianem cuchnącej ośmiornicy.
Jego rozwój jest równie niezwykły jak wygląd. Początkowo grzyb przypomina białawe lub szarawe jajo, częściowo ukryte w ściółce. Z czasem osłona pęka, a ze środka wyrastają charakterystyczne ramiona. Zwykle jest ich od czterech do sześciu, choć liczba może być większa. Mają intensywnie czerwone lub różowoczerwone zabarwienie i mogą osiągać kilkanaście centymetrów długości.
Dopiero wtedy w pełni widać, skąd wzięły się skojarzenia z diabelskimi palcami albo mackami ośmiornicy.
Największy problem? Zapach padliny
Czy jest się czego obawiać, gdy podczas spaceru natrafimy na taki okaz? Wygląda groźnie, ale jego obecność nie oznacza, że w lesie czai się niebezpieczeństwo.
Najbardziej uciążliwą cechą okratka jest zapach. Dojrzały grzyb wydziela bardzo intensywną woń przypominającą gnijące mięso lub padlinę. W pobliżu owocnika może być ona wyczuwalna z kilku metrów, zanim jeszcze uda się dostrzec jego charakterystyczne czerwone ramiona.
Nieprzyjemny odór nie jest jednak przypadkowy. To sprytny mechanizm, dzięki któremu grzyb może się rozprzestrzeniać. Zapach przyciąga muchy i inne owady, które przenoszą zarodniki w kolejne miejsca. To, co dla człowieka jest odrażające, dla grzyba okazuje się skutecznym sposobem na zasiedlanie nowych terenów.
Przybysz z Australii, który zadomowił się w Europie
Jak wskazuje jego nazwa, okratek australijski pochodzi z południowej części świata, przede wszystkim z Australii, Tasmanii i Nowej Zelandii. W Europie pojawił się na początku XX wieku. W Polsce jego obecność odnotowano po raz pierwszy w 1975 roku.
Do Europy mógł trafić przypadkowo, między innymi wraz z transportowanymi roślinami, ziemią lub innymi materiałami. Z czasem zaczął pojawiać się w kolejnych krajach, również w Polsce.
Grzyb ten można spotkać przede wszystkim w lasach liściastych i mieszanych, na terenach bogatych w rozkładającą się materię organiczną. Nie jest typowym grzybem jadalnym zbieranym podczas jesiennych wypraw do lasu.
Czy palce diabła są trujące?
Wygląd okratka może budzić niepokój, ale sam grzyb nie jest uznawany za trujący. Nie oznacza to jednak, że warto go zbierać i próbować. Dojrzałe owocniki pokryte są śluzowatą, zarodnikonośną substancją, która odpowiada za ich charakterystyczny odór.
Okratek pełni też swoją rolę w przyrodzie. Jako grzyb saprotroficzny uczestniczy w rozkładzie martwej materii organicznej, wspomagając obieg składników odżywczych w środowisku.
Jeśli więc podczas spaceru w okolicach Bolesławca natrafimy na czerwone, przypominające macki ramiona wystające z leśnej ściółki, nie ma powodu do paniki. Warto jednak zachować ostrożność, nie zrywać nieznanych grzybów i nie brać ich do ust.
Palce diabła mogą wyglądać jak przybysz z innego świata. Największe zagrożenie dla komfortu spacerowiczów stanowi jednak nie ich wygląd, lecz zapach, który potrafi skutecznie zniechęcić do dalszego grzybobrania.

