Zacznijmy od Szekspira: „Nie muszą być ci miłe moje słowa, ale jest prawo...". To praktycznie kluczowy cytat, który kształtuje nasze życie w społeczności. Ciągle będę przypominał, że nie jestem prawnikiem i nie posiadam tytułu naukowego. Uczyłem się prawa i jego zasad w okresie „słusznie minionym", ale nie można odmówić jakości i konsekwencji, z jaką wykładowcy podchodzili do solidności edukacji przyszłych stróżów prawa.

Prawo musi być logiczne, by je egzekwować

Przy stanowieniu przepisów regulujących nam codzienne życie musi być zachowana logika, zasadność ich wprowadzenia oraz sankcje za ich łamanie, a także to, komu powierza się ich egzekucję. Prawo ma edukować poprzez swoją skuteczność.

Teraz proszę skupić się na tym, jaką rolę ma spełniać prawo i kara za jego nieprzestrzeganie. Prawo to określenie zasad: co nam wolno, a co nie i co grozi za to, gdy zostanie nam udowodniona wina i przypisany jej element. Prawo nie może być puste, prawo musi być logiczne.

O tym, czy przepis prawa będzie przestrzegany, nie decyduje – paradoksalnie – jego srogość, lecz nieuchronność egzekucji. Nie chcę się wymądrzać, jedynie zwracam uwagę – i to nie pierwszy raz – że coraz częściej ustawodawca funduje nam prawo populistyczne, a nie praktyczne. Nadmierne sankcje i zbyt wysokie kary powodują odwrotny skutek.

Jak inne kraje rozwiązują problem przejazdów?

Od dziesiątek lat jestem kierowcą – cokolwiek by to nie znaczyło w transporcie ciężkim międzynarodowym. Zjeździłem niemal całą Europę. Różne kraje różnie rozwiązują problemy miejsc przecinania się szlaków kolejowych z samochodowymi: od wiaduktów i estakad po zwykłe przejazdy.

Nigdzie nie ma tak demonstracyjnej ignorancji z tym związanej jak w Polsce. Może i są większe bzdury związane z przejazdami kolejowymi niż w Polsce, ale ja się z nimi nie spotkałem. Objaśniam: kiedy słyszę, jak pierwsi politycy komentują ostatnie zdarzenie drogowe pod Warszawą, gdzie tak zwana betoniarka utknęła pomiędzy szlabanami i doprowadziła do poważnego wypadku z udziałem składu osobowego, to po prostu szlak mnie trafia.

Kto naprawdę odpowiada za wypadek?

Od premiera poczynając, wszyscy mówią o „zaostrzeniu kar", „utracie uprawnień" i innych populistycznych bzdurach, unikając przy tym uznania winy szeroko rozumianego państwa.

Po pierwsze, nigdzie się nie spotkałem z tym, że zamyka się ruch na „pół dnia", aby przejechała lokomotywa, drezyna lub pociąg. Wszędzie jest tak, że zamyka się ruch, za chwilę coś tam przejeżdża i wznawia się ruch. Nie u nas – czeka się długo przed i długo po.

Jeżeli – jak głoszą media i tak zwani eksperci oraz politycy – należało wyłamać rogatki, bo ich konstrukcja na to pozwala, to ręce opadają. Czy ktoś zna konsekwencje wyłamania rogatek? Czy ktoś wziął pod uwagę jakość ostrzeżeń lub ich brak? Ile razy światła ostrzegawcze były przytłumione przez promienie słoneczne i tylko doświadczenie, jakim dysponuję, uchroniło mnie przed kolizją lub zwykłym przejechaniem na tzw. czerwonym?

Antagonizmy to norma, bo z jednej strony ministrowie lamentują, że brakuje kierowców zawodowych, z drugiej strony tworzą systemy, w których zwalcza się tę grupę zawodową. Państwo, ministrowie i posłowie – zawaliliście, rozmyliście własną odpowiedzialność, a tak naprawdę w ogóle jej nie ponosicie. Ograniczyliście się do miernej twórczości literackiej w postaci wielostronicowych przepisów, które praktycznie nic nie wnoszą poza strachem i możliwością ich wykorzystania w razie niepokorności – co już jest faktem. Natomiast za waszą świadomą nieudolność płaci społeczeństwo, czego między innymi jest ten komentowany wypadek.