To niesamowite, jak wiosna wpływa na ludzi i przyrodę. Wszystko kwitnie, zieleni się, ludzie i zwierzątka się łączą, spółkują, a politycy zakładają „spółki z o.o.” Politycy to taka grupa ludzi, co wszystko łączy: politykę z uczciwością, prawdę z naiwnością, obietnicę z nadzieją, honor z fałszem, budżety publiczne i POZ‑y ze spółkami, pieniądze publiczne z prywatnymi. Wiosna czyni cuda, ale jak Państwo widzicie, nasi dobroczyńcy mają tyle do łączenia, że przeważnie im się to wszystko myli. Stąd zamiast „jest lepiej” – mówi się, że jest gorzej.
Spółki w samorządach – synekura czy konieczność?
Jako praktyk i teoretyk systemu samorządowego nijak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wprowadzono jakiekolwiek spółki prawa handlowego do samorządów, skoro to nic nie zmienia poza droższymi usługami świadczonymi przez te formacje gospodarcze. Praktycznie zamyka się też kontrolę społeczną nad tą częścią działalności samorządowej, w tym nad obiegiem finansów. Nad spółkami nadzór sprawuje wójt, ale odkąd oddzielono ustawowego wójta od rady gminnej i miejskiej, to i jemu z trudem przychodzi współpraca z radą. Postarano się, aby rolę radnych sprowadzono do statystów.
No dobrze. Spółki na mieniu publicznym to w mojej ocenie czyste synekury i pochłaniacze pieniędzy – od samorządów po szpitale. Zarówno samorządy, jak i publiczna opieka zdrowotna przechodzą w ręce prywatne, obchodząc przy tym zabezpieczenia zawarte w przepisach prawa, które określają rygorystyczne kwalifikacje medyczne i funkcjonowanie POZ-ów. Wprowadzenie „tylnymi drzwiami” spółek do życia publicznego zafundowaliśmy sobie niemal niekontrolowany wypływ publicznych środków, czego przykładem jest POZ. Przy takiej liczbie spółek w publicznej służbie zdrowia „dosypywanie” pieniędzy do tej instytucji pozbawione jest sensu. Kolejne rządy podwajają i potrajają nakłady na POZ, a i tak stoimy w dusznych kolejkach miesiącami. Ogłoszono nawet powód utraty pieniędzy w POZ – pacjent nie zgłasza się na umówioną wizytę. Lud winien.
Miasto Bolesławiec łączy się z gminą – deweloperzy zacierają ręce
Kolejne wiosenne łączenie – prezydent chce być wójtem, łącząc gminę wiejską Bolesławiec z miastem Bolesławiec. Genialne! Tu może przyjść na pomoc tylko armia amerykańska, a zatroskani urzędnicy i politycy ogłoszą, że to ze względu na bezpieczeństwo państwa.
W mojej ocenie powodem jest mizeria w branży deweloperskiej. Można oczywiście budować na wsi, ale: niska cena ziemi i kto chce mieszkać na wsi w bloku? I jaki deweloper zarobi na tym miliony? Jeżeli moja teoria ma się sprawdzić, to za chwilę właściciele gruntów na wsiach gminy wiejskiej Bolesławiec otrzymają atrakcyjne oferty sprzedaży, ale one i tak będą niewielkie, zwłaszcza te położone blisko miasta. To scenariusz pojawiający się za każdym razem, gdy planowane są inwestycje typu autostrady, strefy ekonomiczne i podobne.
Kto tu kogo nabiera?
Troska o społeczeństwo, jak widać, jest ogromna – dlatego też grzebie się przy prawie wyborczym, subtelnie zapewniając sobie ciągłość władzy, a społeczeństwo odnosi wrażenie, że wybiera. Zdarza się, że pojawia się ktoś inny na kandydata – obstawia się gościa słupami i przepadł. Nie zaklinam rzeczywistości, to wynika z obserwacji. Kiedyś pisałem żartem, że niedługo będzie zasada dziedziczenia stanowisk w administracji publicznej, a teraz myślę, że nie powinienem żartować, bo może podsunąłem pomysł.
Jeżeli wiosna z łączeniem się stref miejskich z wiejskimi się ziści, to nowi bolesławianie obudzą się z opłatami miejskimi i szybko zaczną pozbywać się nieruchomości. Ciekawe, czy w pytaniach referendalnych pojawi się coś takiego: „Czy chcesz więcej płacić za bycie mieszczuchem?”. Tak sobie myślę – na co można zamienić i z czym połączyć prawdę i lojalność wobec wyborców?
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem Dantego. W „Boskiej komedii” pisał: „…to kłamstwo buduje rzeczywistość…” i to było tyle lat temu. Ciekawe, ile mam racji. Jeżeli rządzą nami elity… to kim my jesteśmy w ich oczach?