Do naszej redakcji napisała pracownica sklepu przy ul. Starzyńskiego w Bolesławcu. Skarżąc się na warunki w pomieszczeniach socjalnych. Jej zdaniem wspólna toaleta i szatnia dla kobiet i mężczyzn to sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Ma też wątpliwości co do sprzątania tych pomieszczeń.
– Chodzi mi o to, czy jest dopuszczalne, aby personel miał wspólną łazienkę, tzn. toaletę, wraz ze szatnią dla kobiet i mężczyzn. I dlaczego niektórzy pracownicy się na to godzą? Nie wyobrażam sobie przebierania się w obecności kolegi, gdy szatnia jest wspólna dla mężczyzn i kobiet – czytamy w mailu.
Autorka zgłoszenia dodaje: – Sprzątanie pomieszczeń socjalnych należy do obowiązków osób, które pracują na dziale mięsnym.
Na tym etapie to wyłącznie relacja pracowników. Nie udało nam się jej niezależnie potwierdzić – nie wiemy, czy taki stan faktycznie panuje w tym sklepie, ani jak wygląda to w innych placówkach sieci. Dino nie odpowiedziało na naszego maila z dnia 7 października.
Nie wiemy też, czy wspólne pomieszczenia wynikają z konkretnego regulaminu tej placówki, z układu pomieszczeń w budynku, czy z decyzji kierownictwa. Pytania w tej sprawie skierowaliśmy do sieci Dino – czekamy na odpowiedź. Jeśli ją otrzymamy, opublikujemy ją w całości.
Co mówią przepisy?
Warto rozdzielić dwie sprawy: co jest niezgodne z prawem, a co jest po prostu złym, niekomfortowym rozwiązaniem.
Wspólna toaleta dla pracowników nie jest sama w sobie zabroniona. Przepisy nie nakazują wprost, by toalety były rozdzielone na damską i męską – istotniejsze są warunki higieniczne i poszanowanie prywatności. Inaczej wygląda natomiast kwestia szatni. Przepisy bhp mówią wyraźnie o odrębnych szatniach dla kobiet i mężczyzn – jeśli w danym zakładzie pracują osoby obu płci. Wspólna szatnia, w której trzeba się przebrać, to rozwiązanie, które w świetle tych regulacji jest co najmniej problematyczne – o ile faktycznie tak jest.
Druga sprawa: sprzątanie. To, czy pracownicy działu mięsnego mają sprzątać pomieszczenia socjalne, zależy od zakresu obowiązków i wewnętrznych ustaleń. Jeśli ktoś sprząta „po godzinach", bez dodatkowej zapłaty i poza umową, to nie jest już tylko kwestia organizacyjna, lecz coś, co może naruszać prawo pracy. Ale znów – to trzeba sprawdzić w konkretnym miejscu, a nie zakładać z góry.
„Dlaczego niektórzy się na to godzą?"
To zdanie z maila jest chyba najsmutniejsze w całym zgłoszeniu. Bo odpowiedź jest zwykle prosta: bo boją się stracić pracę. W małych miastach, gdzie o etat niełatwo, pracownik rzadko ma siłę kłócić się o szatnię czy o to, kto myje podłogę w pokoju socjalnym. Milczenie nie oznacza zgody – oznacza brak wyboru. I to jest istota problemu, niezależnie od tego, jak dokładnie wygląda sytuacja w Bolesławcu.
Jeśli zgłoszenie się potwierdzi, mamy do czynienia z czymś więcej niż „niedogodnością". Z sygnałem, że w firmie, która w reklamach stawia na rodzinne, ciepłe wizerunki, ktoś nie zadbał o najbardziej podstawową rzecz: o to, żeby ludzie mogli się przebrać bez wstydu i odpocząć w czystym miejscu, którego nie muszą sami szorować po nocach.
A jeśli się nie potwierdzi – tym bardziej warto to jasno napisać. Bo oskarżenia rzucane bez sprawdzenia krzywdzą także tych, którzy niczego nie zawinili.
O co pytamy sieć Dino
- Czy w sklepie przy ul. Starzyńskiego w Bolesławcu toaleta i szatnia dla pracowników są wspólne dla kobiet i mężczyzn?
- Czy pracownicy działu mięsnego mają obowiązek sprzątania pomieszczeń socjalnych – i czy jest to zapisane w ich zakresie obowiązków lub regulaminie?
- Czy jest to praktyka stosowana w całej sieci, czy rozwiązanie charakterystyczne dla tej placówki?
- Jak firma odnosi się do sygnałów o dyskomforcie pracowników i czy planuje zmiany?
Czekamy na odpowiedź.