Leszek Socha komentuje ostatnie doniesienia w związku z artykułem „Były szef Telewizji Bolesławiec zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Śledztwo dotyczy milionów z pomocy powodziowej”.
Jak się dowiadujemy, pisze Socha, były szef Telewizji Bolesławiec, miał się poczuć dotknięty klęską naturalną, co też przysporzyło mu policyjnych ozdób na nadgarstkach.
Ludzie są częścią natury, więc w sposób naturalny chcą mieć majątek przy możliwie jak najmniejszym wysiłku. Takie dążenia coraz częściej widać także w środowisku polityczno-urzędniczym. Dlaczego łączę te dwie grupy zawodowe? Bo coraz mniej osób dostaje się do pracy w administracji publicznej bez nadania politycznego. Co prawda słyszymy hasła o odejściu od nepotyzmu, kolesiostwa i rodzinnych układów, ale to jedynie deklaracje. Jednocześnie moim zdaniem zaangażowanie służb kontrolnych, w tym ABW i policji, jest obniżone. Przepisy prawa stwarzają możliwości zachowań korupcyjnych i równocześnie usprawiedliwiania wyprowadzania publicznych pieniędzy w miejsca bardziej przyjazne prywatnym kieszeniom, oczywiście pod hasłem „pro publico bono”.
Od lat twierdzę, że zacierają się granice między tym, co prywatne, a tym, co publiczne. Powstają organizacje i firmy niemal specjalizujące się w wykorzystywaniu środków publicznych w sposób, delikatnie mówiąc, mało transparentny. Spółki prawa handlowego, fundacje i stowarzyszenia absorbuje środki publiczne i pozostają poza ścisłą kontrolą społeczną oraz instytucji kontrolnych. W tych instytucjach znaczna część personelu pochodzi z nominacji politycznych. Nie określam barw politycznych, ponieważ problem dotyczy całej sceny politycznej. Jeśli natomiast pojawi się osoba lub grupa sprzeciwiająca się takiemu stanowi rzeczy, automatycznie spotyka się z ostracyzmem.
Jak wspominałem, pracowałem jako policjant zajmujący się przestępczością gospodarczą z niemałymi sukcesami. Jako praktyk wiem też, że z natury tego rodzaju przestępczości nie jest możliwe, by popełniała ją jedna osoba. Z czym mamy więc do czynienia w tym przypadku? Gdy słyszę, że były szef Telewizji Bolesławiec jest jedynym uwikłanym, tracę wiarę w system państwowych zabezpieczeń społeczeństwa przed tego rodzaju procederami – choć tak naprawdę już dawno jej nie mam.
Bo zupełnie inaczej traktuje się zwykłego obywatela. Ostatnio poczyniłem większy zakup i musiałem część oszczędności wpłacić na konto. Pani w okienku dokładnie przepytała mnie, skąd je mam, tłumacząc, że to z powodu ustawy o praniu brudnych pieniędzy.
Jeżdżę tirem, a to brudna robota – człowiek się ubrudzi przy załadunkach i rozładunkach, więc rzeczywiście pieniądze mogą się „pobrać”. Nie prałem kasy, chyba że przypadkowo zostawiłem ją w spodniach roboczych i poszła do pralki. W przypadku powodzi pieniądze są czyste, bo wymyła je woda, więc nie trzeba ich sprawdzać.
Gdzie by się Polak nie obejrzał, ktoś gdzieś przytula publiczne pieniądze. Mam pytanie: gdzie one są? Jeśli organy ścigania i wymiar sprawiedliwości ustaliły, że ktoś zarządzał kasą publiczną i ją przywłaszczył, to dlaczego nie wraca ona do kasy państwa czy samorządu? Dlaczego zasady dla zwykłego człowieka nie dotyczą polityków i urzędników? Ktoś tę kasę przytulił i ją ma. Lud ma pracować, płacić podatki – i to kilka razy od tej samej zarobionej złotówki, a tam kasa znika, a złoczyńca ma adwokatów i pretensje.
Prawda, że zabawna sytuacja? Mimo ubawu proszę o przebudzenie społeczeństwa i potraktowanie swoich pieniędzy poważnie. Polityków zaś należy oceniać po tym, co zrobili, a nie po tym, co mówią, że zrobią.