Codziennie lub niemal codziennie media bombardują nas informacjami o tragicznych wydarzeniach na polskich drogach. Wielokrotnie już wypowiadałem się na temat naszej polskiej sytuacji na drogach. Zarówno jako emerytowany policjant, kierowca policyjny, kierowca Straży Pożarnej, a obecnie kierowca ciężarówki w transporcie międzynarodowym, obserwuję i wyrabiam sobie obraz oraz wnioski co do rozwiązań – zarówno w samych przepisach, jak i w inżynierii ruchu drogowego.

Zamiast prewencji jest populizm

Od lat obserwuję nowelizacje prawa o ruchu drogowym i nie zawsze wydają mi się one słuszne. Pojęcie „prewencji w ruchu drogowym" odeszło do lamusa. Nowelizacje nic nie wnoszą poza pogorszeniem i dezorganizacją ruchu oraz pogorszeniem stanu bezpieczeństwa na drogach.

Ustawodawca nie dostrzega lub nie chce dostrzegać rzeczywistych problemów związanych z natężeniem ruchu drogowego i koniecznych w tym zakresie rozwiązań. Nie działa dla rozwiązania rzeczywistego problemu, jedynie bazuje na populizmie. Gdzie w innych dziedzinach populizm jest szkodliwy, ale w mniejszym stopniu, to w ruchu drogowym stanowi śmiertelne zagrożenie – co akurat obserwujemy.

Jazda pod wpływem: bezkarności i produkcja pzrestępców

Podlizywaniem się wyborcom nowelami przepisów bezpieczeństwa na drogach nie zwiększymy. A już na pewno nie rozbudową infrastruktury drogowej. Pamiętam, kiedy rozluźniono przepis związany z jazdą pod wpływem alkoholu, po jego użyciu lub podobnie działającego środka. Dopóki rozwiązanie tego problemu pozostawało w gestii Kodeksu wykroczeń, zjawisko było w miarę opanowane.
Gdy przyszło komuś do głowy przenieść ten przepis do Kodeksu karnego, zaczęło się eldorado dla pijanych kierowców. Gdy problem rozwiązywał Kodeks wykroczeń, orzeczenia zapadały szybko i opatrzone były dotkliwymi karami, bez możliwości lawirowania i popisywania się adwokatów. Obecnie wolty prawne przewidziane w Kodeksie postępowania karnego pozwalają na przeciąganie procesów, a warunki powrotu do przestępstwa są powszechne. Poza produkowaniem przestępców paradoksalnie wzrosło jeszcze poczucie bezkarności.

Piesi i rowerzyści w konflikcie z autami

Następnym niezrozumiałym ruchem ustawodawcy są mało czytelne przepisy dla pieszych i rowerzystów. Konflikt tych dwóch grup uczestników ruchu drogowego z kierowcami samochodów jest czytelny od lat. Puszczanie oka do rowerzystów i pieszych (moda na zdrowy styl życia) skutkuje zwiększeniem zdarzeń, w tym poważnych.
Jakimi zasadami logiki kierował się prawodawca, zakładając, że kierowca to automat, a samochód jest zrobiony z gąbki? Z okna TIRa widzę, że zarówno kierowcy aut, jak i ci drudzy nie radzą sobie z enigmatycznymi rozwiązaniami. Wzrasta natężenie ruchu, lecz nie przybywa dróg ani pasów ruchu, są za to kolejne obostrzenia, które nie mają nic wspólnego z rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa na drogach. Same kary to tylko większe dochody dla skarbu państwa – tylko ten efekt dostrzegam.

Represje i limity to nie rozwiązanie

Działania ustawodawcy nie uwzględniają tego, co sam sprowokował, czyli rozwoju inicjatyw gospodarczych, regulacji w tej dziedzinie, a tym samym terminowości wszelkich dostaw i rygorów związanych z opóźnieniami.
Zabrał się ustawodawca za spowalnianie ruchu, lecz tylko w kwestii represji i limitów. Brakuje rozwiązań proobywatelskich, i to kompleksowych. Zarzucono całkowicie prewencję w ruchu drogowym, pojawiły się natomiast szybkie nieoznakowane radiowozy, polujące a nie dyscyplinujące do poprawnej jazdy.
Kiedy w zachodniej Europie oznakowany radiowóz na drodze jest normą, to w Polsce jedynie czasami i tylko jako uczestnik ruchu drogowego. Przekonywanie społeczeństwa, że odbieranie praw jazdy jest rozwiązaniem, to zwykłe oszustwo propagandowe.

Już nie ma znaczenia, że ktoś wiózł umierającego człowieka do szpitala – jest tylko tabela i wynik pomiaru. Są też „zbawcze" odcinkowe pomiary prędkości, stojące w sprzeczności z polskim prawem i jego zasadami.
Kto wymyślił wprowadzenie hulajnogi do ruchu drogowego?
Chaos prawny w Polsce to fakt, a w ruchu drogowym to Himalaje absurdu. Komu przyszło na myśl wprowadzić do ruchu drogowego hulajnogi, nierozpoznawalnych rowerzystów, samochody połączone z kosiarkami i inne dziwolągi? Kto weryfikuje ich uprawnienia do uczestniczenia w ruchu drogowym? Modne są pasy ciągłe przez małe miejscowości i wioski – jak to się ma do samochodów, które musza na czas dowieść gdzieś towar?

Dlaczego na zachodzie potrafią rozwiązać te problemy, a u nas poza karami nic się nie dzieje? W zachodniej Europie są odcinkowe i czasowe zakazy wyprzedzania się ciężarówek, a u nas całkowity zakaz – nawet w nocy, gdy drogi są niemal puste. To kolejny przepis populistyczny. Jeżeli ustawodawca spowalnia ciężki transport, to trzeba zwiększyć liczbę miejsc parkingowych, bo taka jest konsekwencja tej głupoty – a co mamy? Drony, mandaty i propagandę antyciężarówkową.

Wielkie braki nas spowalniają

Ciekaw jestem, kto doradza ustawodawcy. Brak oznakowania przejść dla pieszych i wyznaczania nowych; powstają osiedla mieszkalne, a brak jest oznakowania nowych skrzyżowań. Powstają spowalniacze na drogach powiatowych i wojewódzkich prowadzących przez miejscowości.

Proszę teraz wejść w położenie osoby oczekującej na Straż Pożarną czy Pogotowie Ratunkowe, które musi niemal do zera wyhamować na spowalniaczu. Wiem, o czym mówię, bo przez lata prowadziłem pojazdy uprzywilejowane. Zbyt wielkie ograniczenia to oznaka słabości systemu i brak pomysłu na rozwiązywanie problemów. Kary nie załatwią problemów, a wręcz przeciwnie – ich wysokość powoduje desperację u sprawcy. Jako uczestnik pościgu nieraz odpuszczałem, widząc, że dalszy pościg może być śmiertelnym zagrożeniem dla osób w ściganym samochodzie.

Rozsądna prewencja i rozsądne regulacje to przepis na bezpieczeństwo w ruchu drogowym, a nie akcyjność i populizm.

Oczywiście można wszystko wyśmiać i skrytykować, można też przemyśleć. Nie chcę zbawiać świata, chcę jedynie, by ci, którym zaufaliśmy, byli godni tego zaufania. Budowa dróg czy ich rozbudowa to nie sukces ani łaska polityka – to jego obowiązek, bo bierze za to wynagrodzenie, a wcześniej nam to ślubował.