Dwa świąteczne dni 100 lat temu różniła zasadnicza rzecz: brak Internetu, a co za tym idzie nie spędzano tyle czasu przed ekranami telefonów. Druga, istotna różnica brała się z faktu, że przytłaczająca większość mieszkańców miast na śląsku to byli protestanci.
Wielkanocne porządki to coś co łączy nas z gospodyniami domowymi sprzed stu lat. Porządkowaniem mieszkań i podwórek zajmowały się głównie kobiety, ale w 1920 roku wynajmowano też firmy sprzątające. Poznajemy taką firmę z działu reklam „Liegnitzer Tageblatt”. Firma Otto Angelbana oferowała dokładne sprzątanie mieszkań w sposób nieuciążliwy dla jego mieszkańców. Kosztowało to od 5 do 15 marek, czyli tyle, ile para nowych butów.
Proszek IMI – czystość na święta
Nie każdy, jak i dzisiaj, mógł sobie pozwolić na taki luksus. Była to oferta dla osób zamożnych lun samotnych kawalerów, którym ze względu na pozycję społeczną nie wypadało brać do ręki miotły. Usługa taka była w latach 20. XX wieku czasie absolutną nowością na rynku.
W tamtych czasach zamożni mieszkańcy miast na co dzień zatrudniali pomoce domowe, które zajmowały się praniem, sprzątaniem i gotowaniem. Dlatego nie wiemy, czy oferta firmy sprzątającej cieszyła się powodzeniem.
Reklamowano przed świętami środki czystości. I robiono to bardziej intensywnie niż w innych okresach. Reklamy umieszczano w prasie. W roku 1920 najlepszym produktem miał być proszek IMI do zmywania, płukania i czyszczenia. Proszek ten był również popularny w Polsce. W muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich można zobaczyć reklamujące go plakaty.
Nowe kreacje na wiosnę
Wielkanoc kojarzy się z wiosną, a ta wiązała się ze zmianą garderoby. Tu uaktywniali się kupcy i krawcy. Reklamowali intensywnie najnowsze trendy modowe z Paryża, Berlina i Mediolanu i zachęcali mieszkanki Bunzlau do zakupów nowych kreacji.
Mieszkanki Bunzlau nowe sukienki i lekkie płaszcze ubierały obowiązkowo w wielkanocny poniedziałek na obowiązkowym spacerze. Miejsc, w których robiono takie zakupy, było w Bunzlau kilka m.in. w dom handlowym Theophila Rosenthala w kamienicy w rynku (dzisiaj nr 15). Można było tam kupić kostiumy, spódnice, płaszcze, kapelusze i oczywiście bieliznę, której nie reklamowano, bo w tamtych czasach nie wypadało publicznie wspominać o tym, co kobieta nosi pod ubraniem. Wyjątkiem były gorsety, szczególnie gumowe, które – jako absolutną rewelację – dość odważnie promowano w codziennej prasie.
Wielkanocne potrawy
W okresie Wielkanocy najważniejsze było jajko. Gotowane jaja stanowiły podstawę świątecznych potraw. Z nich robiono sałatki, przekąski, faszerowano je rozmaitym nadzieniem. Przygotowane w Wielką Sobotę, na stół trafiały na zimno lub zalane gorącymi sosami.
Każda gospodyni miała swoje sposoby przyrządzania majonezów smakowych, które niczym – nawet wyglądem – nie przypominały dzisiejszych. Ich kolor, konsystencja, a przede wszystkim smak bywały różne. Używano do nich dużej ilości przypraw, czasami najbardziej egzotycznych.
Świątecznym przysmakiem jak i dzisiaj był królik w śmietanie, ale na stołach królowały też wędlin wyrabiane przez miejscowych mistrzów masarskich. Rzeźnicy dokonywali uboju zwierząt na zapleczu sklepów. Osobiście rozbierali tusze i mięso przerabiali na pyszne wędliny.
W Wielkim Tygodniu na stołach mieszkańców najczęściej gościły ryby, które nabywano w składach rybnych. Wielka Sobota była ostatnim dniem przygotowań do Wielkanocy. W sobotę wypiekano ciasta. Niemieckie gospodynie domowe piekły najczęściej babki piaskowe, polewane ręcznie ukręconym lukrem. Mało kto korzystał z proszków cukierniczych doktora Oetkera, ale już wtedy były w spzredaży.
Protestancka Wielkanoc i katolicka Wielkanoc
Dla większości mieszkańców Wielkanoc zaczynała się już w Wielki Piątek. Protestanci wyjątkowo akcent kładą w swoich obrzędach na nadzień ukrzyżowania Chrystusa. Wielki Piątek zaczynał się już przed wschodem słońca. Z każdego domu o świcie wychodziło się na spacer. W najbliższej rzece w milczeniu nabierano wodę do przyniesionego ze sobą naczynia. Był to swoisty rytuał, który nie miał nic wspólnego z naszym dyngusem. Wodą z rzeki nikt nikogo nie polewał – służyła do porannej toalety. Zwyczaj ten miał zapewnić szczęście i dostatek na cały rok.
Katolicy tego dnia pracowali, pełnili dyżury w służbach komunalnych, których działalność była konieczna dla normalnego funkcjonowania miasta. Protestanci za to "oddawali" katolikom dzień wolny w Boże Ciało.
Niedzielę, pierwszy dzień świąt, spędzano w domach. Poza udziałem w nabożeństwie nikt nie wychodził. Jedyną atrakcją przygotowaną dla dzieci były ukryte w różnych miejscach gniazdka z wielkanocnymi prezentami. Pół dnia szukano ukrytych upominków. Dorośli czas spędzali godnie, przy stole.
Za to poniedziałek był dniem niezwykłej aktywności towarzyskiej. Każda rodzina wychodziła na spacer. Odwiedzano park miejski lub pobliskie wioski, gdzie na gości czekały liczne gospody, karczmy i zajazdy. W poniedziałek wielkanocny rozpoczynano wiosenny sezon spacerowy.
Choc przez sto lat wiele się zmieniło, pewne rytuały zwyczaje pozostały niezmienne.
(Tekst powstał na podstawie artykułu w Konkretach z 2001 roku autorstwa Artura Guzickiego)