@Rusałka: ''we wszystkim poklada nadzieję''.
Tą kwestię jednak uznałabym za sporną ;) Pewnie dlatego, że wiąże się z OCZEKIWANIEM-to moim zdaniem podstawowy błąd w związkach(przynajmniej moich). O wiele łatwiej jest NIE oczekiwać niczego, gdyż gdy NIE MA tego czego NIE oczekujemy -NIE wiemy o tym i nikt nie jest w stanie nas zranić ;) Właściwie o ''znoszeniu'' mam takie samo zdanie, ajaj. O wybaczaniu zresztą też (hihihi) -no bo jak to rozumieć ''wszystko wybacza''-znaczy -coś w/g mnie robi źle i wybaczam? A kiedy robi źle? Wtedy gdy OCZEKUJĘ czegoś innego? Hehee :D.
Zdrada emocjonalna
-
-
Sure :) kwestia indywidualnego rozumienia tekstu i jego interpretacji(mam na mysli list do Koryntian). Skoro niczego nie oczekujesz w związku, to na co ci on? Do czego jest ci potrzebny? Nie oczekujesz naprawdę niczego? Siedzisz na kanapie i trwasz w bezruchu? Twoj partner jest niemą, gumową lalką? ;) chyba nie ;)
Nie bawię sie w filozofie, wszystko o czym pisze, wiem z własnego doswiadczenia i to najbardziej bolesnego. I dalej kocham. I tak, wlasnie tak, pokładam nadzieje, że to wszystko ma jakis głeboki sens, dlatego nie musze sie zastanawiac, za co kochac czy nienawidziec, bo kocham mimo wszystko :) )Zastanów sie co jest problemem w twoich związkach, jak piszesz, czy oczekiwania, czy tez ich brak, ;) wszystko w przyrodzie dązy do równowagi, granice sa po to, by czuć sie bezpiecznie ;)
Wybaczajac pokazujesz, że ze inni maja prawo do swoich decyzji, słow, czynów, nawet kosztem twojej krzywdy, bo nie sa doskonali a wybaczasz czyny i słowa, a nie zalewasz swoja ogromna łaska człowieka, żeby wiedział jak wielkiej łaskawosci dostąpił ;)Pytasz kiedy wybaczasz? Kiedy wg ciebie robi zle? Nie musisz patrzec wg siebie. Dziesięc przykazan masz po to, bys wiedziala i Ty i inni ludzie na ziemi, co jest złe. A zreszta w kazdej religii, w kazdym spoleczenstwie jest taki ''dekalog'' ogólnie przyjetych norm i zachowan akceptowanych i nieakceptowanych.
Chyba, że zyjesz na pustyni samotnie, to Ciebie nie dotyczy :) ) :)Pozdrawiam serdecznie... mniej filozofii i więcej słonca w sercu życzę :)
I za oknem też :) ).
-
A właśnie, (dopiero teraz)uważam że, związek nie jest do czegoś ani po coś, związek JEST -a w nim jest też DRUGA osoba która też NIE oczekuje :D Wtedy nazywa się to MIŁOŚCIĄ BEZWARUNKOWĄ -kochasz bo chcesz, jesteś kochana bo ON tak chce :) ) Do filozofa mi daleko, mam tylko ''bagaż'' i siłą rzeczy przemyślałam nie raz i nie dwa -co poszło nie tak. Pozdrawiam :).
-
No własnie. Traditore est traditur... milosc bezwarunkowa, bo nie oczekujesz, czy po prostu bezwarunkowa, bo nawet gdy jest cos nie tak to kochasz... to roznica... rozumiem, ze nie zyjecie naprawde, dom prowadzicie ot tak, ktos tam sprzatnie, ktos tam zrobi jesc, ktos po dzieci pojdzie, nie uzgadniacie kto, bo przecież NIC NIE OCZEKUJECIE, jak nikt nie pojdzie, trudno, zero oczekiwan dzieci wobez was. Cud po prostu... swieta są. On ma prawo nachlac sie przed telewizorem, bo przecież NIC NIE OCZEKUJESZ... ech... moze w harlequinach tak sie da; )) i w amerykanskich filmach, bo tam dzieci same zasypiaja, dom sie sam prowadzi, a wy przytuleni na kanapie wsuwacie popcorn ;) )
Kochasz, bo chcesz, nic nie oczekujesz... wtedy jemu wolno zdradzac, bic, brac na ciebie kredyty, a ty zachwycona mowisz... jestes cudny, innego nie oczekiwalam... wybacz, ale to co piszesz to nie jest zycie, tym bardziej kogos, kto ma bagaz :) )
Konczac polemike, nie jest to moj poziom duchowego rozwoju i niestety musze wrocic do rzeczywistosci w ktorej dzieci oczekuja jedzenia, dom oczekuje ogarniecia a ja oczekuje z utesknieniem na swojego meża trwajac w nadziei, że wieczor skonczy sie tak, jak ja tego wlasnie oczekuję... bo mam odnosnie jego osoby całe mnostwo oczekiwan ;) )).
Pozdrawiam wszystkich zdradzonych... z tym da sie zyc. To i tak lepsze, niz nowotwór i AIDS, tsunami, trzesienia ziemi i inne cuda natury ;) ).
-
~rusalka napisał(a): Konczac polemike, nie jest to moj poziom duchowego rozwoju i niestety musze wrocic do rzeczywistosci w ktorej dzieci oczekuja jedzenia, dom oczekuje ogarniecia a ja oczekuje z utesknieniem na swojego meża trwajac w nadziei, że wieczor skonczy sie tak, jak ja tego wlasnie oczekuję... bo mam odnosnie jego osoby całe mnostwo oczekiwan ;) )). Pozdrawiam wszystkich zdradzonych... z tym da sie zyc. To i tak lepsze, niz nowotwór i AIDS, tsunami, trzesienia ziemi i inne cuda natury ;) ).
Święta racja...ja względem miłości i ukochanego też mam mnóstwo oczekiwań. I chociaż nikogo nie mam to nie będę ich weryfikować. Bo kochać to też oczekiwać... oczekiwać na jego powrót do domu, oczekiwać na jego pocałunki, objęcia...oczekiwać uśmiechu na dzień dobry i mnóstwo innych drobnych rzeczy, które składają się na codzienne życie...życzę wszystkim takiej miłości.
-
Hhhee no tak, ''mieć prawo'', ale tego nie robić, dotyczy obu stron. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć wszystkim takich związków. Nie żebym patrzyła na świat w różowych okularach, bo taki związek wymaga wiele pracy, ''dokładania '' do ognia i o tym też jest mowa w cytowanej przez Ciebie Biblii jest to: ''Panowanie nad sobą'', wiele sytuacji w życiu wyprowadza nas z równowagi, ale kto jest nas w stanie zdenerwować bardziej niż my sami? :) ) Dokładniej mówiąc: nie zdenerwuje mnie nic, czego sama nie uznam za denerwujące ;) ) Uciekam już - Miłego Dnia Rusałko :) A dla wszystkich zdradzonych (też się do nich zaliczam) -WYBACZAJCIE - ale róbcie to dla SIEBIE :) ).
2012-04-11, 11:50 Święta racja... ja względem miłości i ukochanego też mam mnóstwo oczekiwań. I chociaż nikogo nie mam to nie będę ich weryfikować. Bo kochać to też oczekiwać... oczekiwać na jego powrót do domu, oczekiwać na jego pocałunki, objęcia... oczekiwać uśmiechu na dzień dobry i mnóstwo innych drobnych rzeczy, które składają się na codzienne życie... życzę wszystkim takiej miłości.Tak, dopiero zorientowałam się, że pisząc o oczekiwaniu -nie miałam na myśli spraw materialnych, a o duchowych to o takich oczekiwaniach które w razie nie spełnienia -mogłyby by zranić. W żadnym wypadku oczekiwanie pocałunków, pieszczot, powrotów do domu, nie mieści się w tych kryteriach gdy OBIE STRONY tego pragną- to nazywam TĘSKNOTĄ. Może ja jakaś inna jestem? :D.
-
Bardzo mądra i ciekawa dyskusja.
-
Dokładnie.
-
~T. Napisał(a): Kiedy kończy się przyjaźń, a zaczyna się romans?
To proste wtedy kiedy myślisz o bzykanku z przyjaciółką.
-
Żeby to było takie proste, nie tylko seks się liczy.
-
asieńka napisał(a): Żeby to było takie proste, nie tylko seks się liczy.
A do czego dąży facet poznający kobietę lub na odwrót co od razu myślą że będą z sobą do końca życia nie pierwsze co to chcą się bzykać i każdy o tym wie tylko pali głupa a to czy coś z tego będzie czy nie to czas pokarze.
-
Kobietom się wydaje, że facet, który je bałamuci (mówię tu o mężatkach) jest taki wspaniały, myśli tylko o miłości, sex nie jest dla niego ważny. Wazny jest natomiast związek emocjonalny. Facet potrafi tak poprowadzić rozmowę aby kobieta nieświadomie powiedziała mu jaki jest jej ideał mężczyzny. Koleś to później perfidnie wykorzystuje rozkochując w sobie naiwną. No i dupa sprzedana. Gdy się pobawi to żegnaj... i wtedy jest płacz, zniszczone życie, rozwalone małżeństwo, stary mąż jawi się jednak jako osoba dobra- tylko już za późno.
-
To ja znam innych mężczyzn na szczęście.
-
Ja nie mówię o wszystkich facetach tylko o tych co włażą z buciorami do związków wykorzyztując chwilowy kryzys.
-
No fakt, są osoby, które kryzys w czyimś związku próbują wykorzystac do swoich celów. To zwykłe świństwo.