Zdrada emocjonalna

  • Cytuj Zgłoś nadużycie
    Kredka napisał(a): Zdrada emocjonalna pewnie boli bardziej niż fizyczna. To musi być straszne mieć koło siebie kochaną osobę która marzy na każdym kroku o kimś innym. Trudny musi być taki związek. Swoją drogą jak poznać że mąż kocha sie np. W koleżance z pracy? To musi być cholernie trudne do wykrycia bo przecież nikt nie siedzi u partnera w głowie.

    Jeżeli facet tylko myśli o innej to rzeczywiście nie jest łatwo odkryć co w jego głowie siedzi. Mój myślał o niej w taki sposób, że od razu zobaczyłam zmianę w zachowaniu. Był szorstki, o nic nie pytał, na pytania odpowiadał pytaniem, wmawiał mi, że jestem nieznośna, obgadał mnie do kilku osób- asekurował się przed ewentualnym obarczeniem o winę za rozpad małżeństwa. Miałam wrażenie, że chciał abym odeszła. W inteligentny sposób mnie psychicznie wykańczał i wmawiał mi, że mam traumę na swoim punkcie. Dla niego sposobem na rozwiązywanie problemów był sex i cisza, dla mnie szczera rozmowa, wyklarowanie sytuacji a potem sex. Kiedy zwróciłam mu uwagę, że ''15 minut'' nie rozwieje problemów, obraził się. Tak skutecznie, że przez 7 m-cy byliśmy obcymi sobie ludźmi. W tle była ONA, mój substytut.

  • T mogę Ci tylko współczuć.

    Sorry za wścibstwo ale jak się sprawa zakończyła,odkochał się czy brnął dalej.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie
    ~anonim napisał(a): Do ktosia-nie chcesz rozwodu więc zgadzasz się na bycie tą drugą mimo że jesteś jego żoną z tego co piszesz to ona jest numerem jeden dla niego a to się liczy a nie papierek.

    To było 5 lat temu.

  • Smutne i współczuję. I dobrze,że masz to już za sobą.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie
    Kredka napisał(a): T mogę Ci tylko współczuć. Sorry za wścibstwo ale jak się sprawa zakończyła, odkochał się czy brnął dalej.

    To było w 2009r. Rok wcześniej kryzys trzymiesięczny, rok 2010- na 3 tyg. Wylądowałam u swoich rodziców aby pokazać, że to nie żarty. W międzyczasie ONA wzięła szybki ślub z byłym chłopakiem. Uśpiło to moją czujność. Rok 2011- po wielu kłótniach i tłumaczeniu co mnie boli brnął dalej. Zaaranżował spotkanie z NIĄ we Wrocławiu. On miał wolne na uczelni, a ona przyjechała w czasie godzin pracy. Ot tak, na kawkę, mam nadzieję, że tylko na kawkę. Myślał, że się nie dowiem... Do tego doszły plotki o romansie tej pani z moim mężem. Plotki zweryfikowałam, ale na niektóre znalazłam potwierdzenie w ich smsach i mailach. Podszyłam się nawet pod swojego męża, smsowałam z nią i takiej dawki adrenaliny nie dostarczył mi nikt i nic. Miesiąc było dobrze, dwa miesiące źle. Miałam tego już dość. Ostrzegłam męża, że się z nią skontaktuję. Było już mi obojętne, że nasze problemy wyleją się z domu. Napisałam do niej w grudniu. Wszystkiego się wyparła i spanikowana zadzwoniła do mojego męża. Poskutkowało to tym, że przestała trenować z moim mężem w jednym klubie. Myślałam, że to koniec ale przeczytałam maila, w którym mój mąż pisze do niej- "... nie rezygnuj, byłaś moją podporą, nie masz się z czego i przed kim tłumaczyć" itd. Opadły mi ręce... Oczekiwałam innej reakcji. I znów rozmowa, która przerodziła się w awanturę. Mój kochany mąż, z którym mam dwoje dzieci wsadził mnie do auta i zapłakaną zawiózł do moich rodziców. Jak rzecz, która się zepsuła, zawiózł mnie do reklamacji... Po trzech latach emocjonalnych tortur chciał wszystko zwalić na mnie. Twierdził, że wszystko sobie wymyśliłam i szaleję z zazdrości. Miałam DOWODY RZECZOWE potwierdzające jego kłamstwa. Moi rodzice dowiedzieli się w końcu jakie mamy problemy. Było mu wstyd, a do mnie dotarło z jakim bezwzględnym cwaniakiem żyję. To był dla niego kubeł zimnej wody. Mija trzeci miesiąc normalności, ale jest jeden problem... , w moim sercu ogień zgasł.

  • Rany!!

    Chciałoby sie napisać "podziwiam za wytrwałość i walkę" ale jakoś nie mogę.Szok że można kogoś tak kochać,tak bardzo chcieć z kimś być mimo wszystko.Nie byłam w takiej sytuacji i moze dlatego tak pisze.Ale na dzień dzisiejszy gdyby to w moim małżeństwie przytrafiło sie cos takiego chyba dałabym na luz.Nie walczyłabym z jego uczuciem.Bo niby z jakiej racji mam zabiegać o to żeby mnie kochał,mnie po prostu sie kocha a jeśli nie to do widzenia mimo to że kocham i to bardzo w takiej sytuacji od pępniam się i tyle.

    Po takim trudzie jaki sobie zadałaś żeby uratować swój związek to normalnie że się wypaliłaś.Będzie Ci ciężej teraz z nim być po tym wszystkim, po tych kłamstwach z jego strony, po tej adrenalinie.Postawiłaś siebie w najwyższej gotowości i do normalności i spokoju ciężko będzie wrócić.

    Pozostaje mi życzyć Ci nawrotu uczuć i siły do dalszego bycia razem .(Dla mnie byłby to kosmos).

    Pozdrawiam Cię gorąco:)

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Teraz tak piszesz że mimo uczucia odchodzę i tyle, spróbuj tak napisać kochając kogoś ''nie przejdzie ci to przez gardło''.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    KREDKA... , dziękuję za życzenia. Ja też sobie życzę powrotu uczuć i siły do dalszego bycia razem. Wszystko w rękach mojego męża. Widzę, że dużo zrozumiał. Szczęści w nieszczęściu, że nie wylądowali w łóżku. Tego bym nie udźwignęła, to byłby definitywny koniec. Niestety historia moich zmagań jest jeszcze dłuższa i ma kilka wątków. W tym samym czasie były studia i zachłyśnięcie wyrywaniem się z domu co dwa tygodnie na zjazdy oraz kolejny problem, czyli odgrzana znajomość poprzez portal społecznościowy z koleżanką, która jako nastolatka podkochiwała się w moim mężu. Obecnie- pani doktor, biolog mieszkająca w Szwajcarii. To również moja znajoma i chętnie bym się z nią spotkała. Niestety mąż nie powiedział mi, że nawiązał z nią kontakt i spotkał się niby przypadkowo na mieście kiedy była w kraju. Pisała- '' Czy masz ochotę na spotkanie po latach... '' W jej tekstach i tekstach mojego męża do niej nie było mnie. W planowanym spotkaniu moja osoba nie była brana w ogóle pod uwagę i wszystko działo się za moimi plecami. Wystarczyło być szczerym wobec mnie i byłoby ok. Dla mnie to był jakiś koszmar. Mój szanowany, poważny mąż, introwertyk okazał się być... bawidamkiem.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie
    ~anonim napisał(a): Teraz tak piszesz że mimo uczucia odchodzę i tyle, spróbuj tak napisać kochając kogoś ''nie przejdzie ci to przez gardło''.

    Jest to bardzo trudne, cholernie trudne. Kiedy byłam nastolatką zakładałam, że jak w życiu nie będzie mi się układać, to spakuję manatki i po prostu odejdę. Obecnie jestem w długoletnim związku z dziećmi, które potrzebują i kochają nas oboje. Byliśmy szczęśliwą rodziną i myślę, że warto spróbować jeszcze raz odbudować relacje. Ale ile starczy mi jeszcze sił? Nie wiem... Czuję, że już dopadło mnie zmęczenie...

  • Wszystkie sytuacje tego typu są strasznie ciężkie. Jak w greckiej tragedii, każde wyjście jest złe. Dla jednej bądź drugiej strony a gdy do tego dochodzą jeszcze dzieci, to chciałoby się zrobić wszystko żeby je chronić. Tylko czy dzieci naprawdę będą szczęśliwe, jeśli mama nie jest? Często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele dzieci potrafią zrozumieć i znieść. Nie ma żadnej recepty na to i każdy powinien robić według własnego sumienia.Tylko Ty wiesz, co będzie dla Ciebie dobre i rób tak jak czujesz, żeby potem móc powiedzieć sobie, że próbowałaś wszystkiego.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    T... co tu pisać, kiedy już wszystko napisane. Warto probowac, bo rodzina jest najwazniejsza, nic nie dzieje się przypadkiem, ale odbiegając od metafizyki musisz poradzic sobie i uswiadomic, że najbardziej skopane zostalo Twoje poczucie bezpieczenstwa, nie twoja milosc wlasna, nie ego, nie szacunek, czy lojalnosc. On mial dac ci dom, opokę, ostoje i zabrał to wszystko, chcąc dodac kolorow do swojego zycia. Nie będę tu pisac o bezwględnosci kobiet, bo 80 % winy, ze faceci zdradzaja, jest niestety naszą winą. Omamiamy ich, nagle do wszystkiego potrzebujemy, wmawiamy im teksty, jacy sa cudowni, pomocni, jak to tylko oni nas rozumieją, po to by osiagnac swoj egoistyczny cel, nie patrzac na rodziny tychże facetow. To jest fakt, nie ma co na ten temat dyskutowac. Zaraz podniesie sie larum, ze bronie facetow, że oni tez maja mózgi... no maja, ale inaczej zbudowane i nie lapia sie w intrygach, po prostu.
    Z mezem, bez owijania w bawełne musicie siąsc i porozmawiac, mozna z tzw. Przedmiotem, np pilotem w reku, ten, kto ma pilot mówi, druga strona milczy. Do tego musiscie zdac sobie sprawe, że bez gruntownego wybaczenia, nic Wam sie nie uda... Piszesz o sobie... na ile starczy mi sil... dopadło mnie zmeczenie... jesli naprawdę chcecie byc razem. Przestan myslec JA, pomysl raczej... na ile starczy NAM sil... zacznijcie walczyc razem... powiedz męzowi, jak bardzo go kochasz, oceniaj jego zachowanie a nie jego, jako osobę... powiedz mu to, żeby czul sie akceptowany jako partner, mimo nieakceptowalnego zachowania. Nie oskarzaj. Nazwij swoje obawy, nie mów, bo TY... tylko. Bo Ja w tej sytuacji czuje sie tak i tak... nie zdrada boli tak naprawde, tylko mysl, że jest ktos wazniejszy w glowie partnera, myslach i sercu, niz ty i dzieci. To musicie sobie uswiadomic. Bez szczerej rozmowy i przebaczenia, Ty bedziesz dalej podejrzliwa, sprawdzajaca maile i komorke a on ciagle na swieczniku, winny z poczucie... '', no tak do konca zycia tego nie odpokutuję. ''.
    Dalej bedziesz uwazana za wariatke, ktora sobie wszystko wymysla. On też musi sobie zdac sprawe z koniecznosci zmian, czesto pomaga szczera, spokojna rozmowa z odwróceniem ról... wieczor, lampka wina... i danie do zrozumienia... kochanie, wiem, ze trudno ci mnie zrozumiec, ale powiedz, jakbys sie czul, gdybym nagle wszystkie decyzje zaczela konsultowac z np. Krzyskiem, jego wolala do drobnych napraw, bez wieczornej rozmowy z nim nie umialabym zasnac. Wiesz, nie, żebym cie nie kochala, ale oddalilismy sie, a ja potrzebuje bratniej duszy. Wiec kiedy by Ci to zaczelo przeszkadzac, ze ten krzysiek jest w moim swiecie...
    Faceci są egoistami, szumnie krzycza o swoich prawach, rozwijaniu skrzydel, a czesto patrzac na sprawe z drugiej strony, uswiadamiaja sobie, że takiego krzyska by nie zniesli, i przestaja sie dziwic, ze zona robi jazdy, bo on pomaga zdzisi, bo ona sama jest i tak dalej...
    Jesli jestes osobą o szerszych horyzontach polecam masaże duchowe, terapie Berta Hellingera a na pewno jakąs terapię dla par. Jesli Ty nie nazwiesz swoich uczuc, jesli nie przejdziecie tego razem z wybaczeniem i wiarą w to, że jestescie nadal szczesliwi, za rok, dwa, kilka lat wszystko i tak sie rozleci. Rozleci, bo Ty sama nie odbudujesz poczucia bezpieczenstwa w zwiazku, on nie bedzie chcial ciagle sluchac, że to on nawalil i teraz jest zle, a bylo cudownie. Zblizaja sie wakacje, dobrym pomyslem jest wyjazd, cala rodzina, gdzies daleko, problemy z innej perspektywy naprawde wydaja sie duzo mniejsze, wasz powrot do domu moze byc poczatkiem nowego, szczesliwego zycia ;)

    Szczerze trzymam za Ciebie kciuki i gdybys chciala ze mna porozmawiac, chetnie pomogę ;) ).

  • Pięknie i mądrze napisane.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Napisane dobrze, ale w praktyce nie zawsze się to sprawdza :( Niestety wielka szkoda, że nie wszyscy potrafimy być tacy żeby się przemóc i powiedzieć że to MY przebrniemy przez "gówno(przepraszam za określenie) jakie stworzył nam partner.
    Rusałka napisała bardzo mądrze i bardzo ładnie nakreśliła całą sytuację. Najgorsze w tym wszystkim jest to jak pisze, że poczucie bezpieczeństwa jest już mocno zachwiane a co za tym idzie brak zaufania.
    Można jechać na wycieczkę poza dom, ale do tego domu trzeba wrócić i do codzienności. A przeszłość drepnie nam po piętach w najmniej oczekiwanym momencie.
    Wybaczyć można, ale zapomnieć nie.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Refleksja mojego męza dzis rano odnosnie sytuacji miedzyludzkich, naszych błędow w komunikacji, naszego ego, ktore każe nam sie nad sobą użalac, jacy to my jestesmy nieszczesliwi itd.... ''Dlaczego to wszystko nie może byc proste. '' Hmm... moja odpowiedz... gdyby milosc byla prosta, św. Paweł nie pisałby w Psalmie o miłosci, że miłosc wszystko zniesie, wszystko wybaczy, nie pamieta złego, we wszystkim poklada nadzieję. Doswiadczenia, ktore zbieramy sa nam potrzebne do rozwoju i musimy ich doswiadczyc, żeby poznac, że kochamy naprawdę. Gdyby swiat był prosty nie rodziłyby sie dzieci chore na raka, nie przychodziłyby na swiat w rodzinach patologicznych, gdzie od poczatku sa skazane na przemoc i głód, nie byłoby dzieci w Afryce... świat nie jest prosty, miłosc też nie, związki oprócz tych z amerykanskiego filmu też nie.
    Skad wiec siła i pokora do tego by zyc, mimo złego?
    Własnie stad... jak juz skopie cie zycie, nie maz, nie dzieci, nie szef... po prostu zycie, to trzeba sobie uswiadomic LOS jak cie juz tak skopie, że zapominasz o tym, ze jako dziewczyna, czy chlopak mówiles(as) sobie--niee, tego nie zniose, tego nie wybacze, ja bym tak nie mogla, ja bym pogonił(a)... jak juz skopie cie ten los i wstajesz z kolan powoli, to juz tak wysoko nigdy głowy nie zadzierasz... i to jest wlasnie ta pokora do losu, zycia i Boga :) ) :)

    Ot i cała tajemnica ;) ).

    Miłego dnia wszystkim :).

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Rusalka jesteś wielka.