Bolesławiecka ceramika od dekad kojarzona jest przede wszystkim z charakterystycznymi, stemplowanymi wzorami. Tymczasem w pracowni Manufaktury powstają prototypy naczyń dekorowanych pistoletem natryskowym.

– Jedna malarka maluje na zmianie 60 naczyń, metoda natryskowa pozwala na pomalowanie 100 naczyń – mówił Paweł Zwierz w wywiadzie dla Forbesa z lipca 2026 roku.

Szef jednej z największych ceramik w Bolesławcu zapowiedział też, że masowa produkcja takich naczyń ma ruszyć od stycznia 2027 roku. Choć nie oczekuje, że w manufakturze będzie się malowało wyłącznie taką metodą, chciałby, by dość szybko nowości stanowiły 20% sprzedaży głównej.

– Otwieramy się na nowego klienta, bo musimy jakoś przetrwać – dodał Paweł Zwierz.

Natrysk zamiast stempla. Czy to na pewno nowa twarz bolesławieckiej ceramiki?

Jak tłumaczy autorka projektu, Magdalena Gazur, impulsem do eksperymentu były zabytkowe naczynia ceramiczne z Bolesławca z subtelnymi przejściami tonalnymi – dowód na to, że regionalna tradycja jest znacznie bogatsza, niż mogłoby się wydawać, a historia regionu nie ogranicza się wyłącznie do motywów stempelkowych.

– W świadomości ludzi istnieje przekonanie, że zdobienie stemplami ma w Bolesławcu wielowiekową tradycję, a jest wręcz przeciwnie – mówi główna projektantka Manufaktury. – Stempelki, na tle bogatej historii ceramiki bolesławieckiej, są całkiem nowym pomysłem, który w rękach polskich twórców spopularyzował się i rozwinął po 1945 roku. W czasach niemieckich, w początkach ceramiki bolesławieckiej, używano różnego rodzaju zdobień. I między innymi pojawiły się naczynia, które mnie zaintrygowały właśnie takimi przejściami tonalnymi, z natryskami, które w ogóle nie mają stempli i są z różnych okresów – wyjaśnia Gazur.

To odkrycie jakiego dokonała pracując nad własnym doktoratem zaprowadziło projektantkę Manufaktury do stworzenia pierwszych prototypów naczyń malowanych natryskiem.

Ceramika Manufaktury malowana natryskowoCeramika Manufaktury malowana natryskowo • Autor zdjęcia: Manufaktura w Bolesałwcu

Precyzyjna i pracochłonna metoda

Proces ich malowania jest niezwykle pracochłonny i precyzyjny, ponieważ wymaga stosowania specjalnych papierowych szablonów oraz zachowania sterylnej czystości, aby nie zostawić śladów palców na delikatnej powłoce.

– Muszę przygotować odpowiedni szablon, muszę trzymać ten szablon w odpowiedni sposób – wyjaśnia Projektantka. – Natryskuję to z różnych stron i za każdym razem po jednym tryśnięciu muszę umyć ręce, zamoczyć w wodzie i wytrzeć. Do szablonów na razie stosuję odpady introligatorskie. Staram się korzystać z recyklingowanego papieru. Papier musi być dobrany tak, żeby farba dobrze się na nim układała. Musi mieć odpowiednią powierzchni w kontakcie z farbą. Jeżeli wpadnie mi w ręce jakiś ciekawy materiał, być może odkryję coś, co pozwoli zastąpić papier czymś zupełnie innym. Bo w przeszłości wydaje mi się, że stosowano raczej metalowe szablony. Ale przy moich wazonach, na które farba jest natryskiwana, metalowy szablon by się nie spełnił swojej funkcji, bo to dość skomplikowany kształt i potrzebny jest materiał elastyczny, żeby te szablony dało się po prostu odpowiednio dopasować – dodaje Magdalena Gazur.

Areograf, czy pistolet?

Choć metoda może i kojarzy się z nowoczesnością, jej wdrożenie na szerszą skalę wiąże się z wyzwaniami technicznymi, takimi jak choćby potrzeba stworzenia oddzielnej linii produkcyjnej.

– Zależnie od tego, jaka jest potrzebna precyzja wykonania stosuję albo aerograf, albo pistolet natryskowy. Aerograf trochę ciężko znosi farbę ceramiczną, bo jest przeznaczony do graficznych farb wodnych. Natomiast farby ceramiczne mają inny skład, w wyniku którego powstaje osad i może on zapychać aerograf. I dlatego obecnie testuję pistolety natryskowe. I zależnie od tego, czego potrzebuję, ustawiam odpowiednie ciśnienie oraz natężenie strumienia – dodaje Gazur.

Trudności się mnożą.

– Dodatkowo to nowa rzecz na produkcji, którą musimy odizolować od innych produktów – wyjaśnia Gazur. – Trzeba zachować sterylność i odpowiednio przygotować miejsce pracy. Niejako wprowadzić nową linię produkcyjną. Już niedługo wprowadzimy malowanie natryskowe na produkty codziennego użytku jak serwisy, kubki, talerze etc., ale obecnie powstają głównie unikatowe wazony autorskie, malowane przeze mnie, których premiera odbyła się w 2025 roku podczas prezentacji nowego wzornictwa ceramiki bolesławieckiej na świecie ceramiki – mówi projektantka.

W tej chwili jest kilka unikatowych dzbanów w wysokiej cenie

W Manufakturze przy ulicy Gdańskiej jest do kupienia niewiele dzbanów malowanych tą wyjątkową techniką. Najtańszy i najmniejszy (około 17 cm) kosztuje około 500 złotych, a najwyższy (ok. 40 cm) jest najdroższy – ok. 1600 złotych.

– W naszym sklepie stacjonarnym będzie wystawionych nie więcej niż 20 sztuk – informuje projektantka. – Ze względu na cenę na pewno nie sprzeda się ich dużo. Natomiast oficjalna, poszerzona premiera dopiero na 35-lecie manufaktury w 2027 roku.

Jak informuje Magdalena Gazur w 2027 roku pojawią się też produkty dostępne w niższej cenie, do codziennego użytku. Na przykład talerze, kubki i inne kształty, które da się wymalować w tej technice.