Znaczenie określenia „nabyłam, nabyłem wykształcenie" – czytaj: dyplom i tym podobne – współcześnie niekoniecznie znaczy to samo i niekoniecznie ma związek ze zdobywaniem wiedzy i umiejętności. Coraz częściej sprowadza się do czystej transakcji handlowej. Kiedy czytamy i słyszymy w mediach, jak wszelkiej maści bystrzaki polskiej sceny politycznej, „biznesowej" i towarzyskiej za hajs kupują dokument potwierdzający rzekome wykształcenie i umiejętności, których w rzeczywistości nie nabyli w procesie uczenia się – trudno nie dostrzec problemu.

Superfachowiec w zarządach i radach spółek nadzorczych

To zjawisko, w mojej ocenie przestępcze, ma źródło w długoterminowym, planowanym łańcuchu przygotowanych aktów prawnych, służących zdobywaniu korzyści majątkowych. Nigdy nie zaistniałaby potrzeba tworzenia kursów czy wydziałów na uczelniach typu MBA, gdyby nie spółki prawa handlowego tworzone na publicznym majątku.

Wcześniej kształcono ekonomistów i było dobrze. Potem powoli zmieniano prawo wyborcze, oddzielając wójta od radnych, następnie powstawały spółki na publicznym imieniu – kolejność nie jest tu istotna. Wniesiono stosowne zapisy w ustawach samorządowych i mamy konieczność obsadzenia „superfachowcami" zarządów i rad nadzorczych spółek.

Z uwagi na to, że superfachowiec musi mieć płacone za eksploatację swojego umysłu w spółkach, należy mu się stosowne wynagrodzenie. No właśnie – skoro płacimy, to trzeba stworzyć system, aby byle kto do struktur spółki się nie dostał. I tak oto mamy MBA i pochodne. Co tam ekonomista? To musi być „spółkownik" z papierami.

Skoro to taka robota, a ty nie masz kwitów – załatw je sobie. Najlepiej przez nabycie stosownego dyplomu. I tu pojawia się pierwszy stopień przydatności do zasiadania w spółkach prawa handlowego w strukturze samorządowej. Skoro to prawo handlowe – to handlujemy…

Umiejętności nabywania uprawnień

To moja teoria, w której można doszukiwać się kwalifikacji: ktoś posiada umiejętność nabywania. Przechodząc do rzeczy – przyglądałem się dyskusji, w której posiadacze uprawnień do zasiadania w spółkach zapewniali się nawzajem, że mają te uprawnienia nabyte legalnie.

To żenująca i deprawująca sytuacja, którą należy przerwać na kilka sposobów. Najbardziej zdrowy i uczciwy to wyrzucenie spółek prawa handlowego z samorządów. Zanim to jednak nastąpi – bo ludzie muszą zrozumieć, że te twory to nowotwory samorządowe – powinno się opublikować wszystkie dyplomy zasiadających w spółkach, a także wójtów, burmistrzów i prezydentów.

Każdy, kto pobiera jakiekolwiek wynagrodzenie w spółkach osadzonych na mieniu publicznym, powinien opublikować swój dyplom lub inny dokument uprawniający go do zasiadania czy zatrudnienia w takiej strukturze.

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto posiada takie uprawnienia, miałby się ich wstydzić. Jestem bardzo ciekaw postaw naszych lokalnych "zasiadaczy" w spółkach.

"(...) strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych (...)"

Przesłanie Pana Cogito Zbigniew Herbert