Raz w roku samorząd ma obowiązek publicznie rozliczyć się przed mieszkańcami ze swojej działalności. Temu właśnie służy raport o stanie gminy i debata, która poprzedza głosowanie nad wotum zaufania dla prezydenta miasta.
To jedno z najważniejszych wydarzeń w lokalnej demokracji. Mieszkańcy mogą nie tylko wysłuchać władz i radnych, ale również sami zabrać głos. Przynajmniej w teorii.
Podczas tegorocznej sesji Rady Miasta Bolesławiec po raz pierwszy w historii znalazł się mieszkaniec, który postanowił skorzystać z tego prawa. To dziennikarz istotne.pl Krzysztof Gwizdała. Złożył zgłoszenie, zebrał ponad wymagane 50 podpisów mieszkańców i dostarczył dokumenty w terminie. Chciał zwrócić uwagę na kwestie, które – jego zdaniem – zostały pominięte w raporcie o stanie miasta.
Jednak do głosu nie został dopuszczony.
Przewodniczący rady Łukasz Jaźwiec uznał, że zgłoszenie nie spełnia wymogów formalnych. Problem polegał na tym, że oficjalne ogłoszenie opublikowane przez urząd miasta w Biuletynie Informacji Publicznej wymieniało jedynie trzy warunki: złożenie zgłoszenia, zebranie co najmniej 50 podpisów mieszkańców oraz dotrzymanie terminu.
Dopiero podczas sesji okazało się, że w statucie miasta znajdują się dodatkowe wymagania, o których w ogłoszeniu nie wspomniano. Chodziło między innymi o podanie adresów osób popierających zgłoszenie oraz zastosowanie określonych formuł związanych z przetwarzaniem danych osobowych.
To właśnie brak tych elementów miał być podstawą odmowy dopuszczenia mieszkańca do debaty.
Trudno nie odnieść wrażenia, że w całej sprawie zwyciężył formalizm, a przegrała idea udziału mieszkańców w życiu publicznym. Tym bardziej że statut miasta przewiduje również możliwość udzielenia głosu osobom obecnym na sali przez przewodniczącego sesji. Łukasz Jaźwiec mógł więc umożliwić wypowiedź mieszkańcowi nawet niezależnie od sporu dotyczącego zgłoszenia. Nie zdecydował się jednak na taki krok.
W efekcie debata nad raportem o stanie miasta odbyła się bez udziału mieszkańców.
To sytuacja paradoksalna. Samorząd zachęca obywateli do aktywności, organizacje społeczne i eksperci przypominają o znaczeniu raportu o stanie gminy, a gdy pojawia się osoba gotowa poświęcić czas, przygotować wystąpienie i zebrać podpisy mieszkańców, zostaje zatrzymana przez formalne przeszkody.
Niezależnie od tego, jak oceniane są poglądy czy działalność osoby, która chciała zabrać głos, trudno uznać taki finał za sukces lokalnej demokracji.
– Łukasz Jaźwiec zniszczył święto demokracji. Debata nad raportem o stanie miasta miała być uczczeniem samorządności i okazją do rozmowy mieszkańców z władzami. Zamiast tego zapamiętamy ją przede wszystkim z tego, że pierwszy mieszkaniec, który postanowił skorzystać z przysługującego mu prawa, nie został dopuszczony do głosu. A jeśli mieszkańcy nie mogą zabierać głosu podczas najważniejszej debaty o stanie swojego miasta, to dla kogo właściwie organizowana jest ta debata? – podsumowuje Krzysztof Gwizdała.
Dziennikarz zapowiada kroki prawne w sprawie niedopuszczenia go do głosu.
Gdy opisujemy niewygodne sprawy, nie zawsze podoba się to władzy. Niezależne media tracą wówczas ogłoszenia z instytucji publicznych. Dlatego przyszłość lokalnego dziennikarstwa zależy przede wszystkim od czytelników. Jeśli cenisz nasze materiały, możesz nas wesprzeć.