Skutki zakończenia programu są wyraźnie widoczne. Na lokalnych stacjach ceny paliw wzrosły z dnia na dzień o około 1 zł na litrze. Na stacji Orlen przy ulicy Zgorzeleckiej benzyna Pb95 kosztuje obecnie 7,64 zł/l, Pb98 – 8,49 zł/l, a olej napędowy 8,39 zł/l (wzbogacony 8,59 zł/l) LPG kosztuje 3,09 zł/l.

Na stacji Amic przy rondzie Solidarności ceny są niemal identyczne (wyjątek stanowi LPG): benzyna Pb95 kosztuje obecnie 7,64 zł/l, Pb98 – 8,49 zł/l, a olej napędowy 8,39 zł/l (wzbogacony 8,59 zł/l). LPG kosztuje 3,07 zł/l.

Dla kierowców oznacza to koniec wakacyjnej ulgi na stacjach. Tankowanie samochodu jest wyraźnie droższe, a przy większym baku różnica w kosztach jednego tankowania może wynieść kilkadziesiąt złotych.

Opozycja uderza w rząd

Politycy opozycji, przede wszystkim PiS, przekonują, że za wysokie ceny odpowiada rząd Donalda Tuska. Przemysław Czarnek już wcześniej zarzucał rządowi opóźnianie działań mających obniżyć ceny paliw i twierdził, że zwłoka kosztowała kierowców około 2 mld zł. Politycy PiS wskazywali również, że rząd zbyt późno zareagował na rosnące ceny.

Opozycja krytykowała również decyzję o zakończeniu programu CPN. W jej ocenie skoro rozwiązanie pozwalało obniżyć ceny na stacjach, powinno być utrzymane dłużej.

Koalicja odpowiada: to nie rząd zdecydował o końcu programu

Politycy koalicji rządzącej przedstawiają jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przekonuje, że dalsze finansowanie programu miało być związane m.in. z ustawą dotyczącą nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych.

Według rządu problemem stała się decyzja prezydenta Karola Nawrockiego, który skierował ustawę dotyczącą podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych do Trybunału Konstytucyjnego. Domański twierdzi, że tym samym prezydent uniemożliwił dalsze finansowanie programu CPN.

Prezydent i jego otoczenie odpierają te zarzuty. Argumentują, że decyzja dotycząca ustawy miała chronić zasady konkurencji oraz konsumentów i przedsiębiorców, a nie interesy koncernów paliwowych.

Polityczna wojna o ceny przy dystrybutorach

W efekcie kierowcy obserwują dziś nie tylko gwałtowny wzrost cen, ale również polityczne rozliczanie odpowiedzialności za tę sytuację.

Rząd wskazuje na prezydenta i brak możliwości finansowania programu. Opozycja odpowiada, że to rząd odpowiada za politykę podatkową i powinien zrobić więcej, aby chronić kierowców przed podwyżkami.

Czy ceny zatrzymają się na obecnym poziomie? To jeszcze nie jest przesądzone. Wpływ na kolejne zmiany będą miały m.in. ceny ropy na światowych rynkach oraz sytuacja geopolityczna.