Rodzic opisał realia, które – jak przekonuje – znają wszyscy rodzice, choć nie każdy chce o nich mówić głośno.
Przede wszystkim podkreślił, że rodzice z Bolesławca mają dość wysokich opłat za korepetycje. Niektórzy płaca nawet 2 500 złotych miesięcznie, najlepsi nauczyciele pracują „hurtowo”, a dzieci z biedniejszych domów – jak twierdzą – są bez szans.
Korepetycje hurtem i "nikt nie bierze blika"
Najbardziej dosadny obraz dotyczy finansów. Zdaniem rodzica, nauczyciele w Bolesławcu i okolicach prowadzą działalność udzielania korepetycji na niemal przemysłową skalę:
– Nauczyciele są jak firmy. Korepetycje do matury kosztuje 100 zł za godzinę, a biorą po 4 dziennie. Koszt dobrego przygotowania do matury to nawet 2,5 tys. złotych miesięcznie. Każdy z nas płaci– informuje rodzic.
Jak dodaje, część z nauczycieli wynajmuje nawet mieszkania, w których urządza pokoje z tablicami, by jak to pisze: "walić hurt".
I tu pojawia się najbardziej kontrowersyjne określenie na taka formę dorabiania do pensji. Rodzic w mailu porównał branżę korepetycji do innej, nielegalnej działalności.
– Dla mnie korki to większa i bardziej dochodowa branża niż burdele obecnie – napisał rodzic, dodając, że w przeciwieństwie do tamtej, ta pozostaje całkowicie poza kontrolą. – Nie mam nic przeciwko korepetycjom. Ale nich nauczyciele założą firmy. Wtedy ma się kontrolę nad tą branżą – postuluje.
Korepetycje online zabierają kawałek tego tortu
Rodzic stwierdził, że popularność zajęć online mocno nadwyrężyła pozycję tradycyjnych korepetytorów. Przyznaje, że wysłał zapytanie do innych rodziców, których dzieci zrobiły z chemii wynik powyżej 80 proc. I okazało się, że wszystkie brały korepetycje online.
– Kiedyś, jak chciałeś zrobić wynik, zapisy na korki były na 2 lata w przód. Dzisiaj masz tysiące aplikacji, platform i indywidualnych zajęć. Odpalasz neta i masz ludzi z tytułami i osiągnięciami, statystyki, ilu przygotowali z jakim wynikiem, a studenci oferują tę samą usługę za połowę ceny. Wszystko do weryfikacji. Efekt? Nikt do słabych lokalnych nauczycieli już nie chce chodzić – dodaje rodzic.
Najbardziej niepokojący wątek dotyczy atmosfery w szkołach. – Nauczyciele wymieniają się uczniami. Mój do ciebie, twój u mnie i piątki są – opisuje rodzic. Dodaje, że w jednym z liceów dzieci chodzą na korepetycje już od września w pierwszej klasie.
Czy dzieci z dobrymi ocenami to dzieci bogatych rodziców?
Rodzic wyciąga gorzkie wnioski. – Dzieciaki z biedniejszych domów są bez szans. Ci średniacy to krew sobie z żył wypruwają. A żaden rodzic się nie poskarży, bo boi się, że konsekwencje poniesie dziecko.
Rodzic ostro ocenia opinię Ministerstwa Edukacji o kondycji szkolnictwa w Polsce.
– Słucham minister Nowackiej, która mówi, że edukacja w Polsce jest na poziomie, że nauczycielom należą się podwyżki i szacunek. Za co? – pyta, twierdząc, że dzieci bez pieniędzy są w najtrudniejszej sytuacji.
Najostrzejsze słowa padają jednak o samych pedagogach. – Nauczyciele to lenie i cwaniaki i nic im zrobisz, bo trzymają nas za gardła. Mają nasze dzieci – dodaje na koniec maila.
Głos nauczycieli: jak w publicznej szkole pomagać dzieciom i młodzieży?
Zapytaliśmy dziewięciu bolesławieckich nauczycieli o ich opinię na temat rynku korepetycji w Bolesławcu, czy zgadzają się z tym, co twierdzi rodzic, czy mają inną wiedzę na ten temat. Odpowiedziało troje. Nauczyciele widzą temat z zupełnie innej strony i dodają do głosu rodzica inne wątki.
–- Młodzi dorośli często skarżą się na... brak kontaktu z rodzicami – pisze Zuzanna Królak. – Rodzice często nie wiedzą o ich problemach albo zwyczajnie o zainteresowaniach, co przekłada się na wybierane na maturze przedmioty. Oczywiście: są nauczyciele dobrzy i źli, są też chciwi, ale też często korepetycje wykupują rodzice dzieciom, które ich nie potrzebują, tak na "na wszelki wypadek" i z mojego osobistego doświadczenia, jeszcze jak sama byłam uczennicą, uczniowie "korkowi" często przeszkadzali i nie uważali na lekcjach, bo uważali, że omówią temat na korepetycjach – mówi nauczycielka.
Dodaje też, że problem z korepetycjami to problem ogólnopolski. Związek Nauczycieli Polskich przygotował protest na 31 sierpnia.
– Podobne problemy mają rodzice z Warszawy, Jeleniej Góry i wielu miast i miasteczek -wyjaśnia nauczycielka Zuzanna Królak. – Klasy są przepełnione, nauczyciele są przytłoczeni zadaniami i obowiązkami. Średnia wieku w zawodzie też jest wysoka, a to skutkuje częstszymi absencjami nauczycieli z powodów zdrowotnych. Zarobki nie są atrakcyjne na tyle, by przyciągnąć młodych nauczycieli i zapewnić odpowiednią wymianę pokoleń w kadrach. To też sprawia, że selekcja w zawodzie jest negatywna. Ministerstwo przeprowadza reformy zupełnie ignorując głosy nauczycieli. Z drugiej strony jako nauczyciele zauważamy, że nie tylko do nas, ale również do rodziców należy motywowanie i monitorowanie wyników ucznia na bieżąco – dodaje nauczycielka.
Mamy gospodarkę wolnorynkową, korepetycje to jej część
Inny nauczyciel, który chciał pozostać anonimowy. Zapytał, czy rodzic zarzuca nauczycielom, że są pracowici i dorabiają po godzinach w szkole?
– Co do samej formy korepetycji, to te zdalne mogą być zwyczajnie wygodniejsze i tańsze, choć trudno mi powiedzieć, bo nie śledzę tego rynku – mówi nauczyciel, który chciał pozostać anonimowy. – Nie mam też żadnych informacji na temat wymieniania się uczniami. Pracuję w podstawówce na wiosce, tam tylko jakiś niewielki procent korzysta z korepetycji. Zresztą w miejskiej podstawówce też nie było takiego problemu. Jako wychowawca i pedagog specjalny, który ma stały kontakt z wieloma rodzicami, nigdy nie usłyszałem podobnych skarg dotyczących korepetycji – dodał.
Trzecia nauczycielka też prosząca o anonimowość uważa, że wątek dotyczący korepetycji jest istotny, ale należy spojrzeć na niego wielostronnie, przypomina, że żyjemy w kraju, w którym, póki co, obowiązuje gospodarka wolnorynkowa, a w tym układzie popyt warunkuje podaż.
– Nieprawdą jest też, jakoby nauczyciele powszechnie z użyciem różnych form nacisku podsyłali sobie uczniów na prywatne lekcje – mówi nauczycielka. – Jeżeli tak się zdarza, są to wypadki jednostkowe, na podstawie których nie można oceniać wszystkich. Większość nauczycieli cieszy się, jeśli ich uczniowie są niezależni i samodzielni w myśleniu i działaniu, potrafią przygotować się do zajęć, egzaminów, uczą się systematycznie. Inny problem to brak wiary ze strony rodziców w to, że ich dzieci są w stanie samodzielnie przygotować się do egzaminów. Możliwe, że jest to również brak wiary w to, że szkoła właściwie do tego przygotowała. A jeśli tak, to dlaczego rodzic wcześniej nie podjął rozmowy z uczącymi nauczycielami. Poważnie, rzeczowo, spokojnie. Nie w tonie pretensji, będącej personalnym atakiem, hejtem, interwencją u dyrektora bądź w kuratorium, ale rozmowy. Każdy mądry nauczyciel, a stanowią oni większość, przyjmie ją z otwartością i zrozumieniem – dodaje nauczycielka.
Za duże klasy i potrzeba zmian w samym nauczaniu
Nauczycielka dodaje, że pozostaje ważna kwestia, jak w publicznej szkole pomagać dzieciom i młodzieży. Tej, która tego potrzebuje z powodu różnych dysfunkcji i tej, która znajduje się w trudnej sytuacji materialnej.
– Taka pomoc dla tych pierwszych od lat funkcjonuje – mówi nauczycielka. – Trzeba tylko chcieć z niej skorzystać. W szkołach, również średnich, funkcjonują dodatkowe zajęcia. Trzeba tylko chcieć z nich skorzystać. Nie znam też nauczyciela, który odmówiłby uczniowi pomocy, jeśli ten do niego się zwróci. Jeśli chodzi o pomoc dzieciom i młodzieży znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej, to jest to w tej chwili skomplikowane. Z prostego powodu, szkoła nie ma wiedzy na temat sytuacji finansowej poszczególnych rodzin. To jest prywatna sprawa ucznia i rodzica – dodaje.
Wszyscy nauczyciele mówią jednym głosem o tym, że trzeba wielu zmian systemowych, zmiany formy niektórych przedmiotów, ograniczenia liczebności oddziałów, bo tylko tak można dotrzeć do wszystkich uczniów. Potrzebni też są nauczyciele lubiący swój zawód, profesjonalni, mający poczucie bezpieczeństwa, aktywni i gotowi do rozwoju, a przy tym niezależni finansowo. I tutaj ogrom pracy do wykonania ma państwo polskie.