Rocznica prezydencka to wymarzona okazja do ogólnokrajowej zadymy. Każdy pretekst jest dobry, by wypełnić godziny antenowe mediów publicznych i ogólnokrajowych – to prawdziwa uczta dla polityków. Gdy powiat bolesławiecki szykuje się do kolejnej "Parady z miłości do gliny" (miłe mi to określenie, bo sam jestem emerytowanym gliniarzem) z okazji Święta Ceramiki, a raczej prezentacji lokalnych władz, na szczeblu krajowym politycy obrzucają się błotem i słownymi ekskrementami.
Karol "mocny chłop", co nas dzieli
Z jednej strony słuchamy i czytamy o "mocnym chłopie", który o nas będzie walczył. Widzimy filmowe migawki odnoszące się do siły fizycznej "wodza" (Putin podobnie kształtował swój etos mocarza). Przeciwnicy ukazują go zaś zupełnie odwrotnie. Jak pisał Wyspiański: "a to Polska właśnie". I tu ładu trudno się doszukać. Skupmy się na tym, co ważne dla Polski i Polaków. Prawda, i tu zdania są podzielone – bo w Polsce nawet to, co podzielone, i tak można jeszcze podzielić. Nie ma bowiem rzeczy tak podzielonej, której nie można podzielić, ponieważ skupiamy się na tym, co nas dzieli, a dzieli nas wszystko, omijając to, co nas łączy. Nawet to, co nas łączy, też nas dzieli. Myślę, że jasno to wyłożyłem i mogę przejść do własnej oceny sytuacji.
Nie będę faworyzował żadnej konkretnej partii. Kiedyś zapytany przez jednego z lokalnych dziennikarzy, z którą partią polityczną jestem po drodze, odpowiedziałem, że póki co nie darzę żadnej partii na tyle zaufaniem, aby powierzyć jej pilnowanie parkingu z rozbitymi samochodami. Nie chcę nikogo urazić, chcę jedynie wyrazić swoją bieżącą ocenę polskiej sceny politycznej. Tak się złożyło, że zwykłem oceniać polityków nie po tym, co mówią, lecz po tym, co i jak robią – stąd ten "parking".
Czy ja, jako zwykły obywatel tego kraju, mam Prezydenta RP z wyboru?
Wracając do rocznicy "prezydentury" Karola Nawrockiego, zwanego dalej Prezydentem RP. Kiedyś na spotkaniu z panią wicemarszałek Sejmu RP Moniką Wielichowską oraz wiceministrem Piotrem Borysem zadałem im pytanie wraz z uzasadnieniem powodu jego postawienia: czy ja, jako zwykły obywatel tego kraju, mam Prezydenta RP z wyboru? (Tu wyraźnie zdziwione oczy wymienionych i nie tylko.)
Uzasadniłem: skoro są poważne wątpliwości prawne co do wyników rozstrzygających o wyborze kandydatów, skoro ani PKW, ani Sąd Najwyższy nie określiły się w tej materii w sposób jednoznaczny, to czy mogło dojść do zaprzysiężenia kogokolwiek na tę funkcję państwową? A skoro doszło, to czy mamy Prezydenta RP jedynie z zaprzysiężenia, czy też z wyboru?
Aby kandydat mógł pełnić urząd Prezydenta i mieć realny wpływ na procesy prawne zachodzące w Polsce, muszą – w dużym uproszczeniu – zaistnieć dwa zdarzenia prawne: zostać zakończona procedura prawna wyboru (a nie jest) oraz nastąpić zaprzysiężenie. Odpowiedzi nie otrzymałem. To samo pytanie, ale znacznie rozszerzone, zadałem Marszałkowi Sejmu RP, dopytując jednocześnie, czy dobrze się stało, że pan Nawrocki nie podpisuje ustaw. W mojej ocenie tak – bo dzięki temu nie będzie trzeba wycofywać ich z obiegu prawnego, skoro podpisała je osoba nieuprawniona. Odpowiedzi oczywiście nie otrzymałem, co potwierdza tylko, że prawo, jak wszędzie, po prostu nie działa.
Słabe prawo dało nam prezydenta "mocarza"
Nie ma znaczenia, czy ktoś lubi pana Nawrockiego, czy przeciwnie – chodzi o polskie prawo. Polskie prawo jest w ogromnym chaosie, w większości pozbawione logiki, niespójne z obowiązującymi zasadami prawnymi, a tym samym nieegzekwowalne. To właśnie o tym piszę i mówię. Skoro ja – zwykły obywatel, który orientuje się w tej dziedzinie tylko trochę – mam wątpliwość graniczącą z pewnością co do świadomego błędu prawnego, to gdzie są prawnicy? Pytanie następne, pomijając marszałka Hołownię, na którego – jak donoszą niektóre media – mógł ktoś naciskać: a co z tak zwanym Zgromadzeniem Narodowym? Czy ktoś zmusił jego członków, aby stawili się w czasie i miejscu? Mieli wybór i opór – zarówno czynny, i bierny. Zatem możemy snuć domysły co do tego, co się wydarzyło.
Parking wraków
Wracamy do potwierdzenia mojej teorii o "parkingu wraków". Po prostu partie i ludzie z nimi związani w wyższych strukturach tych organizacji trwają w tak zwanej zmowie i udają zarówno troskę o kraj, jak i wzajemne spory. Mamy przykłady mniej lub bardziej jawne powszechnych przypadków łamania zapisów Konstytucji RP oraz prawa powszechnego. Mamy przykłady zawłaszczenia organów Państwa Polskiego przez dolne struktury władzy samorządowej. Mamy przykłady absurdalnej penalizacji naszego życia prywatnego i majątku własnego, zadaniowania społeczeństwa obowiązkami przypisanymi instytucjom samorządowym i rządowym, nakładania obciążeń podatkowych mogących doprowadzić do upadku własności prywatnych i gospodarstw domowych.
"Nawalanie się po buziach" piąstkami dla przyjemności
Skutki? Skutki są już tragiczne, a mianowicie: odpływ młodych ludzi z kraju, bo młodzi nie chcą się "tłuc" z bezkarnym betonem urzędniczym i skomplikowanym, antyspołecznym prawem. Skutkiem też jest – i już praktycznie bywa – stworzenie warunków dla środowisk przemocowych, akceptowanych praktycznie przez wszystkie strony polityczne. Widzą to wszyscy, jest tylko jedna różnica: jedni to uzasadniają, akceptują i usprawiedliwiają, drudzy ganią, straszą i nic nie robią.
Wracam zaś do roli tak zwanego Prezydenta RP. Jeśli mieni się "Strażnikiem Konstytucji RP", to jest taki art. 13 w Konstytucji. Gdyby go zastosować, ów "strażnik" – chcąc pozostać w zgodzie z jego zapisami – poza delegalizacją połowy ugrupowań partyjnych w Polsce sam musiałby się usunąć ze stanowiska.
Osobiście jestem pasjonatem historii i wiem, że podobny sposób zarządzania państwem doprowadził do największej tragedii w historii ludzkości. Jeżeli siła fizyczna zastąpi edukację czy inteligencję, mamy przemoc i rozpacz. Także "nawalanie się po buziach" piąstkami dla przyjemności, strzelanie do dzikich zwierząt dla rozrywki czy inne formy rozrywki przemocowej są dla mnie niezrozumiałe. O ocenę takich zachowań należałoby się zwrócić do psychiatrów.
Nie wiem, jak to ująć: mamy podsumowanie rocznicowe pana Nawrockiego czy też Prezydenta RP? Jak mogę to pogodzić? Nie wiem i nie muszę się z tym godzić. Jak to pisał Szekspir: "Nie muszą być ci miłe moje słowa, ale jest prawo..."