Czytam wpis z 22 lipca 2026 roku: „Niezmiernie miło było nam dzisiaj gościć Wiceministra Sprawiedliwości, Pana Arkadiusza Myrchę, wraz z małżonką, Panią Kingą Gajewską.
To była przyjacielska wizyta, podczas której nasi goście mieli okazję zobaczyć, jak powstaje ceramika bolesławiecka. Umiejętności oraz kunszt naszej załogi zrobiły na nich ogromne wrażenie.". Radosną nowiną pochwalił się na Facebooku jeden z członków kierownictwa ZCB, pan Krzysztof Huczyński.
(Ani wiceminister, ani jego małżonka nie chwalili się tą wizytą na swoich mediach. Nie ma też wzmianki o wizycie na oficjalnej stronie ZCB, w dniu 22 lipca ZCB reklamują na swojej stronie garnek do kiszenia ogórków – red.)
O co mi chodzi? Od lat pomagam ludziom skrzywdzonym przez administrację wszelkiej maści w naszym kraju. Widząc radosny obrazek z roześmianymi buźkami kierownictwa ZCB, szefa lokalnych struktur Koalicji Obywatelskiej oraz – jak czytam – wiceministra sprawiedliwości z obecnego rządu, popadam w zadumę: czy to aby radosna chwila dla wszystkich?
Wiemy, że Zarząd Spółki uwikłany jest w procesy z pracownikami ZCB, były zwolnienia, spór ze związkami zawodowymi i kwestie warunków pracy i płacy.
Co budzi moje obawy? Sama wizyta jest OK, niby nic wielkiego, lecz w mojej ocenie nieprzemyślana przez pana ministra. Jaki sygnał poszedł do załogi, która jest rzeczywistym twórcą sukcesu tej ceramiki? Zarząd przegrywa procesy, które sam sprokurował – i to we wszystkich instancjach – a teraz pan minister mniej lub bardziej świadomie legitymizuje poczynania Zarządu ZCB wobec załogi.
Samo uwikłanie się w przegrane procesy z pracownikami zakładu wyrządziło znaczne straty wizerunkowe lokalnym strukturom Koalicji Obywatelskiej, a legitymizacja tych poczynań przez obecność samego wiceministra sprawiedliwości te straty tylko pogłębiła i rozszerzyła na Koalicję Obywatelską w ogóle.
Czemu to może służyć? Puszczając wodze fantazji i wiążąc niedawne wyniki wyborów, w których w mateczniku partii „Bezpartyjni Samorządowcy" ponieśli klęskę, po powiązaniu pewnych wydarzeń politycznych trzeba wysnuć pewne wnioski i… otóż mało prawdopodobne, aby Bezpartyjni Samorządowcy złożyli broń. Na pewno będą walczyć o powrót na scenę polityczną i o powrót do gry. Co muszą zrobić? Osłabić Koalicję Obywatelską. A jak? Poprzez osłabienie jej wizerunku. Lecz jak można najskuteczniej osłabić KO? Pozwolić, czy KO zrobiła to sama.
Obecny przewodniczący struktur powiatowych to Grzegorz Przybylski, który na scenie politycznej pojawił się nagle – a zbiegło się to z końcem kadencji marszałka Dolnego Śląska Cezarego Przybylskiego, ojca Grzegorza. Bardzo szybko, mimo różnicy zdań i podziałów w lokalnej Koalicji Obywatelskiej, zostaje mimo to szefem tych struktur.
Co obserwujemy po wyborach? Nasilające się problemy w ZCB, gdzie zarząd objęli członkowie Koalicji Obywatelskiej, a pod ich zarządem rozpoczęły się straty wizerunkowe w związku z wspomnianą wojenką z pracownikami.
Fuzja szpitali nie pomogła, bo słyszymy jej echa w całym kraju. Mocne podziały w samej Koalicji Obywatelskiej w powiecie, czyli szukanie „kozła ofiarnego", którego można obwinić za problemy wewnątrz partii – i grunt pod sukces wyborczy Bezpartyjnych Samorządowców i prawicy gotowy.
To oczywiście moja teoria, ale jakże realistyczna. Aż sam się boję, że prawdziwa.
Co można zrobić? Liczyć na rozsądek społeczeństwa, że Koalicja Obywatelska jest jednak prorozwojowa i postępowa, albo na wyraźną zmianę kursu lokalnej Koalicji Obywatelskiej – ale na to ja sam nie liczę.
Niccolo Machiavelli nawet by się zaczerwienił ze wstydu.