16 listopada 2023 roku ks. Andrzej Jarosiewicz zwrócił się do biskupa z prośbą o odwołanie go z funkcji proboszcza parafii pw. Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja w Bolesławcu. Powodem miało być wewnętrzne wypalenie duchownego.

Biskup przychylił się do jego prośby i w grudniu ks. Jarosiewicz objął parafię w Węglińcu. Jednak już we wrześniu 2025 roku ks. Andrzej Jarosiewicz został oddalony z tej parafii. Wciąż ma funkcję proboszcza, ale nie może sprawować posługi w związku z postępowaniem w sprawie podejrzenia nieprawidłowości w jego poprzedniej parafii w Bolesławcu.

– Przed sądem kościelnym toczy się proces dotyczący możliwych nieprawidłowości w zarządzaniu poprzednią parafią. Ksiądz Jarosiewicz został oddalony do miejsca, gdzie będzie czekał na zakończenie procesu – informował w zeszłym roku rzecznik biskupa ks. Waldemar Wesołowski.

Procesy, prasowe doniesienia o księdzu i zniknięcie

W tym samym czasie odbywało się kilka procesów, jakie ksiądz Andrzej Jarosiewicz i Adrian Drankowski wytoczyli w sądach w Bolesławcu i Jeleniej Górze dziennikarzom istotne.pl oskarżając ich o to, że opublikowali materiały zniesławiające ich i narażające na utratę zaufania.

Ksiądz Andrzej Jarosiewicz nie schodził też z łam ogólnopolskich gazet. Nazywany był przez dziennikarzy „skandalistą” i łączony z zakazanymi „mszami wieczystymi” i pytaniem o to, co zrobił z zebranymi pieniędzmi. Pisały o księdzu Onet, Wirtualna Polska, Wprost, Wyborcza, TokFM i Polska Agencja Prasowa.

Po oddaleniu księdza Jarosiewicza z parafii w Węglińcu nikt nie wiedział, gdzie duchowny przebywa.

– Pod koniec stycznia 2026 roku na sądowym korytarzu zapytałam biskupa Andrzeja Siemieniowskiego, który był świadkiem w procesie przeciw redaktorowi naczelnemu istotne.pl, gdzie aktualnie znajduje się ksiądz Andrzej po opuszczeniu Węglińca. Biskup odpowiedział, że nie ma pojęcia i miejsce pobytu duchownego jest mu nieznane – mówi Grażyna Hanaf, dziennikarka istotne.pl.

Niewiarygodny przypadek

Z informacji, jakie spływały do redakcji (ludzie wysyłali zdjęcia), wiedzieliśmy, że ksiądz Andrzej i celebryta Adrian wciąż są widywani wspólnie w różnych miejscach i miejscowościach. Ale były to zazwyczaj sklepy i restauracje.

W mediach społecznościowych Adrian Drankowski chwalił się swoją pracą jako menadżer w restauracji Biały Jar w Karpaczu.

W piątek 22 maja, po usłyszeniu wyroku oddalającego powództwo księdza wobec dziennikarza istotne.pl, postanowiliśmy sami odwiedzić restaurację i zapytać u źródła. Jak wiadomo, Adrian Drankowski znów zaistniał w internecie w programie popularnego wśród młodzieży influencera Frizza, gdzie w jego programie walczy o główną nagrodę 50 tysięcy złotych.

Z wizytą w Białym Jarze ociągaliśmy się. Najpierw odwiedziliśmy inną restaurację, potem spotkaliśmy się ze znajomymi. I wspólnie pojechaliśmy do Białego Jaru.

Po przyjeździe do restauracji nie tylko zastaliśmy Adriana Drankowskiego w pracy, ale również… udało się nam spotkać księdza Andrzeja Jarosiewicza, gdy szedł od restauracji do swojego samochodu zaparkowanego tuż obok. To taki przypadek, jak jeden na milion! Długo nie mogliśmy w to uwierzyć, tym bardziej, że księdza nie było w sądzie na ogłoszeniu wyroku.

Korzystając z okazji porozmawialiśmy z obsługą kelnerską w Białym Jarze. Potwierdzili, że Adrian Drankowski pracuje jako menadżer restauracji i hotelu Biały Jar od trzech lat i jest bardzo dobrym szefem, dostępnym dla pracowników siedem dni w tygodniu 24 godziny na dobę. Twierdzili też, że księdza Jarosiewicza nigdy w restauracji nie widzieli.

Nie odnieśli się do sytuacji, że ksiądz chwilę wcześniej wsiadał do auta zaparkowanego pod Białym Jarem.