Od kilku miesięcy w przestrzeni publicznej pojawia się informacja o połączeniu gminy Bolesławiec z miastem. Do połączenia zachęca mieszkańców głównie prezydent Bolesławca.
– Prezydent mnie o to pytał, czy bylibyśmy za, ale ja jestem przeciw i rada też jest przeciw. Większość sołtysów też jest przeciw – mówi serwisowi istotne.pl Andrzej Janiec, wójt Gminy Bolesławiec. – Przedstawialiśmy argumenty nasze, które są po stronie niełączenia gminy, bo wydaje mi się, że przede wszystkim nie jest to dla nas dobry ruch. Nie ma żadnych ruchów formalnych z naszej strony. Prezydent bardzo mocno naciska i medialnie podnosi ten temat, ale my stoimy na stanowisku, że jesteśmy przeciw – dodaje wójt Janiec.
– Chodzi raczej o wykorzystanie potencjału synergii płynącego z konsolidacji. Rzadko się zdarza, aby efekt „win win” był tak oczywisty. Obie społeczności zyskałyby bardzo wiele – mówi z kolei Piotr Roman, prezydent miasta. Na pytanie, czy prowadzi już formalne działania w sprawie połączenia miasta z gminą wiejską, także na poziomie rządowym lub wojewody, prezydent odpowiada, że nie.
Jeśli dojdzie do połączenia Bolesławiec z Gmina Bolesławiec, skutki mogą wykraczać daleko poza kwestie administracyjne. W tle pojawia się bowiem pytanie o polityczną przyszłość obecnego włodarza miasta.
Piotr Roman rządzi Bolesławcem nieprzerwanie od 2002 roku. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wprowadzającymi limit dwóch kadencji liczonych od 2018 roku, w kolejnych wyborach jego start byłby co do zasady niemożliwy. Ale – i tu zaczyna się najciekawsze – połączenie gmin może tę sytuację całkowicie zmienić.
Czy jesteś za połączeniem gminy Bolesławiec i miasta Bolesławiec?
Nowa gmina, nowe zasady?
Kluczowe jest to, jak formalnie zostanie przeprowadzona operacja. Jeśli rząd zdecyduje o utworzeniu nowej jednostki samorządu terytorialnego, pojawia się argument, że:
- powstaje „nowa gmina”,
- a więc licznik kadencji zaczyna biec od zera.
W takim wariancie obecny prezydent – mimo ponad dwóch dekad u władzy – mógłby znów stanąć do wyborów.
– Obowiązuje dwukadencyjność i w tym momencie prezydent nie może już startować kolejny raz na prezydenta, ale na burmistrza mógłby startować – zauważa Andrzej Janiec w rozmowie z istotne.pl.
– Co do kandydowania na burmistrza – nie planuję – odpowiada stanowczo Piotr Roman.
Wchłonięcie czy nowy byt?
Problem w tym, że nie każdy scenariusz daje taki efekt. Jeśli bowiem formalnie doszłoby jedynie do rozszerzenia granic miasta, czyli de facto „wchłonięcia” gminy wiejskiej, to wtedy zachowana jest ciągłość prawna, a wcześniejsze kadencje są nadal liczone. W takim przypadku Piotr Roman nie mógłby już kandydować.
Polityka w tle reformy
Dlatego właśnie sposób przeprowadzenia ewentualnego połączenia ma znaczenie nie tylko dla mieszkańców, ale też dla lokalnej sceny politycznej.
Eksperci zwracają uwagę, że decyzje administracyjne mogą mieć bezpośrednie skutki wyborcze, a kwestia kadencyjności może stać się jednym z kluczowych elementów całej operacji.
Bez decyzji – tylko scenariusze
Na dziś nie ma oficjalnych informacji, jaki wariant byłby rozważany ani czy temat rzeczywiście trafił już na biurka administracji rządowej. Nie wiadomo też, czy ewentualna decyzja byłaby poprzedzona szerokimi konsultacjami społecznymi.
Jedno jest pewne: jeśli proces ruszy, jego skutki mogą być znacznie dalej idące niż tylko zmiana granic na mapie.