W polskim prawie istnieją mechanizmy pociągania do odpowiedzialności konkretnych osób, choć ich egzekwowanie w praktyce bywa skomplikowane i rzadkie.
Wbrew obiegowej opinii, przepisy o odpowiedzialności majątkowej pracowników i urzędników istnieją, choć krytycy często nazywają je „martwym prawem” z powodu długich procedur sądowych
Istnieje ustawa o odpowiedzialności majątkowej tzw funkcjonariuszy publicznych
Przyjęta Ustawa z 2011 r. o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa przewiduje, że urzędnik może odpowiedzieć finansowo za rażący błąd.
Górny limit tej kary wynosi 12 – krotność miesięcznego wynagrodzenia, chyba że udowodni się działanie umyślne – wtedy odpowiada on do pełnej kwoty szkody.
Procedura regresowa: Szpital lub organ założycielski – w tym przypadku Starostwo musi najpierw zapłacić karę, a dopiero potem może żądać zwrotu części pieniędzy od pracownika, który zawinił.
Jeśli szkoda była nieumyślna sam kodeks pracy już mu pomaga ograniczając odpowiedzialność zwykłego pracownika np. tak zwanych koderów medycznych rzadziej lekarzy 🤔do równowartości 3 pensji.
Jeśli dyrektor szpitala lub urzędnik celowo dopuścił się nadużyć np. tzw. upcodingu, czyli celowego zawyżania wycen procedur tak jak stwierdzono w ”familoku ” Barczyka, wkracza lub powinna wkroczyć prokuratura.
Odpowiedzialność karna za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków grozi karą ”pudła” do lat 3.
Wszystko to można oprawić w ramki jakie stworzyli Barczyk, Gabrysiak czy Nahorecki.
jasne to czy mam jeszcze coś wyjaśnić? 😉 może chcecie poznać pewien mechanizm jak można ”doić” lub wprost oszukiwać placówkę by napełniać własne kieszenie…