Ależ ja wręcz (chociaż wiem, że moje zgoda jest bez znaczenia) zezwalam niniejszym byście państwo podali mój numer IP w przypadku, gdyby okazało się, że dyskusja o informacjach podanych na początku tego wątku jest bezprawna. Be, gdy będę chciał (jak Przemysław) formalnie i personalnie zaistnieć medialnie - podam swoje wszelkie dane potrzebne do zdobywania popularności. Póki co, chodzi mi o to, by redakcja II ustaliła czy informacja podane przez internautę "Ludzika" są prawdziwe, czy to tylko próba podważenia moralnej postawy w działalności publicznej pani Krystyny Boratyńskiej...
Czy to już nepotyzm
-
-
Ja też w pełni popieram Grażynkę :-))) (chociaż raz)Z mojej dalekiej perspektywy wygląda to tak.Państwowe posady należą do tych, którzy aktualnie najwięcej w mieście znaczą.Córka czy syn, synowa czy zięć to przecież na pewno bardzo zdolni ludzie. Jeśli nawet popełnili błąd to nie powód aby zwalniać ich z pracy :-)))).Demokracja ma swoje prawa i albo trzeba je akceptować albo demokrację trzeba obalić ;-)))).Hm... jest jeszcze trzecia droga. Wyjechać do Księstwa Liechtenstein i tam cieszyć się panowaniem ludzi inteligentnych rozsądnych i bynajmniej nieprzypadkowych :-)))).
-
Noir Lotus Droga. - jak mówią Anglicy - "ironiu poniał". A demokrację raczej trzeba obalić. Znany Angol powiedział kiedyś, że "demokracja to najgorszy ustrój, ale nikt nie wymyślił lepszego", ale moim zdaniem bzdury gadał, bo są lepsze ustroje - jak chociażby monarchia. A jeśli idzie o Księstwo? Cóż, pomysł wyjazdu tam jest znakomity, tylko. Jeśli wszyscy zawiedzeni polską i bolesławiecką "demokracją" tam wyjadą, to już nie będzie taki Liechtenstein, jak obecny... No i by się tam ustawić, trzeba mieć jednak urok osobisty... , a to już kwestia daru Boga, Rodziców i natury... A załatwianie posadek dla siebie i rodzinki jest jednak amoralne :).
-
Panie Marku. B -- jak Pan zauważa nikt nie jest wobec Pana wrogi. Pan pisze powyższe informacje w jakimś określonym celu. To samo robi Przemysław. Różnica jednak w dwóch szczegółach. Przemysław nie odnosi się do problemów personalnie i podpisuje swoje teksty aby podkreślić ich wiarygodność nie jak Pan był łaskaw wspomnieć dla popularności. Wystarczy Mail do redakcji i już sprawa nabierze biegu. Pozdrawiam życząc powodzenia we wspieraniu odezwy " Po pierwsze mieszkańcy ".
-
Eh ci "fyborcy" :-)))) Jak dzieci we mgle...Ciągłe pretensje do swych przedstawicieli ;-))))).
-
Jakby Bob Woodward i Carl Bernstein mieli takie podejście jak dziennikarze"istotnych" to chyba nigdy nie wyszłaby na jaw afera Watergate a oni nigdy by nie dostali nagrody Pulitzera :)
Śmieszne, że ktoś zwący się dziennikarzem, mając podany na tacy temat, nie zadaje sobie odrobiny trudu żeby sprawdzić jakość informacji. Tłumaczenie niechęci do zajęcia się "donosem", anonimością źródła, jest bezsensowne i śmieszne. Może bardziej zrozumiałbym, jakby któryś z "redaktorów' napisał, że nie zajmie się tą sprawą ze względu na interesy biznesowe z "władzą", albo na to, że nie jesteście dziennikarzami śledczymi czyli na brak na brak kwalifikacji- :) ). Spytajcie kolegów po fachu czy nie zajęliby się sprawą... po takim "donosie- :). -
Grzdylu, wieloma sprawami się zajmowaliśmy i zajmujemy. Sprawy ulotek, promocji, koncertu Blues nad Bobrem, placu przy Łokietka, dotowania telewizji... Wymieniam na szybko tylko te dotyczące Urzędu Miasta.Donos Marka B. jest po prostu niesmaczny. Nie napisał maila, tylko wrzucił na forum, by od razu zrobić aferę. I wkurza się, gdy wymagamy zwykłej przyzwoitości i porozmawiania z nami.Nie będę marnować czasu dziennikarzy na sprawdzanie pomówień z donosu. Takich anonimowych rewelacji dostajemy w tygodniu kilka i jeszcze żadną się nie zajęliśmy. Tchórze nie są dla nas partnerami. A jeśli chodzi o Watergate, to tam tchórze też nie donosili.
-
Nie muszę pytać, Grzdylu, koledzy po fachu czytają nas uważnie :) Na pewno już sprawdzili tę informację i w niedługim czasie opublikują SUPER NEWS i pokażą najwyższy poziom dziennikarskiego śledztwa. Będę sobie wtedy w brodę pluła, że nie chwyciłam się za ten "podany na tacy" temat. Porównanie Boratyńskiej do Richarda Nixona robi wrażenie, nawet na mnie, Grzdylu! A tematu nie robię nie ze względu na powiązania biznesowe, ale dlatego, że nie dają w Polsce Pulitzera, więc nie mam odpowiedniej motywacji :-) )).
-
Jeżeli nie sprawdziłeś to skąd wiesz, że to jest pomówienie? Krzysztofie, przeczytaj definicję donosu a może przestaniesz używac tego słowa na określenie zamieszczonej w treści postu informacji :).
-
" ... Anonimowym donosicielom ... "Od kiedy informacja jest donosem Grażyno ? :)
-
Nie napisałem słowa o tym, że w Polsce dają nagrodę Pulitzera. Chyba, że mi pokażesz paluszkiem, w którym miejscu to uczyniełm- :).
-
No szkoda, że nie czytasz ze zrozumieniem, nie pogadamy.
-
Nie zawsze rozumiem bełkot pseudo dziennikarzy. Wybacz- :).
-
Z doświadczenia Grzdylu, z doświadczenia wiem. Wartościowe informacje są zawsze podpisane, śmieci są anonimowe. Ludzie często do nas piszą i podpisują się, prosząc o anonimowość. I zawsze mogą na nią liczyć. Dla nas ujawnienie tożsamości przez informatora jest pierwszym punktem weryfikacji prawdziwości informacji. Jeśli ktoś się miga i ukrywa, nie zajmujemy się sprawą.Definicja donosu w SJP do postu Marka pasuje idealnie :)2011-03-24, 19:15Ostatnio zresztą mieliśmy donos w sprawie Piwnicy Paryskiej Bogusława Nowaka. Nie puściłem prawie gotowej informacji, razem z wyjaśnieniami restauracji, bo informator nie chciał się przedstawić. Co innego, gdy mamy słowa realnego informatora przeciwko słowom restauracji, a co innego, gdy mamy anonimowy donos i oficjalną wypowiedź z Paryskiej. Zawodowi dziennikarze nie zestawiają tego razem i nie nadają rangi anonimom.
-
Wybaczam :) Na poziomie gimnazjalnym tak bywa, brak szacunku dla wiedzy, czyichś umiejętności, doświadczenia... etc. Tylko negacja, bunt, pyskówki... Ale czy Ty za stary nie jesteś Grzdylu "emo" Ponury? :-) ).