mnie się wydaje,że felietony muszą się wpisać w jakąś cykliczną zaczepną ramę, a żeby było raz po raz na poziomie to mamy Maroko:) To ciekawe co piszesz Kacho, ale nie uważasz,że pisanie felietonów tylko sprowadzających się do jakiejś kontrowersji staje się po czasie nudne jak flaki z olejem? Czy jeśli felietonista jest poważny - to jego dorobek ma się ograniczać do "walki", "manipulacji" i "klienteli"? mnie bardziej swego czasu rajcowały prześmiewcze felietony Skiby, przynajmniej wiadomo było, kto komu we Wprost oddawał przysługę pisząc felietony.
Klient nasz pan
Dyskusja dla wiadomości: Klient nasz pan.
-
-
Ale sam, adamie. M, widzisz, że "rama" felietonów Skiby jest bardzo luźna. To pewien styl i prześmiewczość. No i kontrowersja! Ot i cała rama. Felieton może być doraźny. Tak jak zresztą jest ze Skibą. Mnie trochę w tych tu felietonach brakuje tego, że nie są w mocniejszy sposób związane z Bolcem, ale z drugiej strony to tylko moja potrzeba. Nie każdy musi szukać czegoś takiego i nie każdy tu piszący musi spełniać moje zachcianki.
-
Oj Trumf, Trumf :) Nieładnie :).
-
Ależ Kacho, one są związane z bolcem, tylko między wierszami:P
-
Wiem, że między wierszami, ale rzecz w tym, że może lepiej by było, gdyby były bardziej konkretne. Ale wtedy może byłoby właśnie źle, bo o czym tu pisać - o kupach na trawnikach? Może jednak takie wpisanie się w kontekst lokalny byłoby nudne i banalne. Oto jest pytanie: jak znaleźć formułę felietonu, by sprawdzał się w Bolesławcu, a nie był zaściankowy?
-
Bolesławiec jest zaściankowy, czy tak czy siak :(.
-
Jak ktoś oczekuje większej dawki wrażeń, to zawsze może zmienić "ten" zaściankowy Bolesławiec, na "ekstra" metropolię. Przecież żyjemy w państwie demokratycznym. I nikt tu nikogo nie trzyma na siłę :).
-
Stwierdzenie faktu niekoniecznie zaraz musi być oczekiwaniem :).
-
Czy Bolesławiec jest zaściankowy? Zależy, jak to rozumieć, skoro prowincja to przede wszystkim stan umysłu. Zaścianek to rzecz indywidualna. I w związku z tym myślę jedynie, że nasze miasto zaściankowe bywa, a nie jest.
-
Nie bywa, ale jest. Prowincja to nie jest stan umysłu, szafujesz Foreignerko gdzieś zasłyszanymi słowami. To jest to co się dzieje w naszym mieście obecnie, brak miejsc pracy, brak perspektyw na rozwój, układy i układziki, kolesiostwo, nepotyzm, coraz większy odpływ młodych ludzi, którzy wyjeżdżając na studia do większego miasta, nie chcą już tutaj wracać - ucieka się wszak z prowincji :) Ale taki to już jego urok :) To wcale nie oznacza, że miasto jest złe, bo wielu ludzi lubi senność małego miasteczka, to, że ma blisko do pracy i do sklepu - duże miasto męczy, jeśli ktoś lubi spokój. W prowincjonalnym miasteczku są prowincjonalne sprawy - jak na przykład ten felieton, jeśli rzeczywiście dotyczy jakiegoś konkretnego pana urzędnika, to wydaje mi się, że jeżeli nie spełnia on swoich obowiązków jak należy to są do tego powołane instytucje, które takim chachmęcącym panem powinny się zająć, ale w prowincjonalnym mieście nikt go nie ruszy, bo ów pan ma układy i znajomości i wrósł w urzędowy folklor jak porządna lipa. Można więc tylko napisać zawoalowany artykuł, który chyba ma tylko służyć temu, żeby ów pan się sam przestraszył, bo nie wiem czemu jeszcze miałby służyć. Ale druga sprawa, to o banałach też można pisać ciekawie, na przykład Agata Passent pisała o banałach i całkiem zgrabnie jej to wychodziło :).
-
To ja W dopisuję to, czego z felietonu nie doczytałąś - chodzi o Piotra Romana w pierwszym rzędzie.
-
No i co, Migotko?
-
W i Foreignerko, mnie się wydaje, że oboje możecie mieć rację jednocześnie. Chodzi tylko o różne pojmowanie słowa prowincja. Właściwie o trzy definicje - Stan umysłu czyli głupota, która zdarza się wszystkim, niezależnie od miejsca zamieszkania. Przykład mojej koleżanki, która urząd miejski małej miejscowości zamieniła na ministerstwo. W pierwszym była tylko samotną kobietą, która pewnie sypia z wiceburmistrzem (lubił ją i cenił jako jedyny w całym urzędzie za trzy fakultety, znajomość języków, skuteczne pozyskiwanie pieniędzy z unii i jako jedyny chyba się jej nie bał jako potencjalnej konkurencji), w drugim zaś trafiła na szefa z politycznego nadania, który na niczym się nie znał, woził się samochodami po Warszawie i starał się usunąć ze swojego departamentu wszystkie osoby, które wytykały mu nieudolność. Koleżanka już załatwiła sobie przeniesienie do innego departamentu, żeby uniknąć zwolnienia, ale szczęściem zmieniła się władza i szef. Tamten na razie ma na głowie prokuraturę za jakieś finansowe przekręty. Prowincja to np. wyobrażenie, że urząd jest MÓJ i DLA MNIE. Kolejne dwie, W, świetnie przedstawiłeś - jedna negatywna, druga pozytywna, więc nie będę się rozpisywać. Dodam tylko że wiem i wierzę, że naszym mieście są jednak tacy ludzie, którzy ponad prowincję umysłową wyrastają. Mój typ to np. Muzeum Ceramiki Bolesławieckiej z jego szefową. Upieram się, że felieton nie musi dotyczyć PR, jest na to za uniwersalny, każdy może sobie nazwać urzędnikiem, kogo tam ma akurat na myśli. Moja znajoma swojego byłego burmistrza i sekretarza gminy zapewne, choć nie jest z Bolca. Moim zdaniem felieton ma raczej nie urzędnikom, a innym ludziom go czytającym. Felietonami świata się z nie zmienia, w felietonach możemy raczej poczytać, jak inni o czymś myślą. Poznanie czyjegoś spojrzenia i własna refleksja to jest nadrzędny cel felietonu. Myślę, że to niemało.
-
Ano to, że dystansu Ci brak. Masz go jedynie do osoby felietonistki, ale za grosz do tematu i włąsnej osoby. Może jesteś "umoczona"?2009-02-10, 12:35"Przez jakiś czas widziałam to właśnie z drugiej strony i wielu klientów przychodząc na przykład do urzędu wchodzi od razu z naburmuszoną miną, żąda nie wiadomo czego, nie rozumie co się do niego mówi, a kiedy ma jakąś złożoną sprawę to wydaje mu się, że urzędnik powinien potrząsnąć całą instytucją, żeby załatwić własnie jego sprawę"- oświeć nas Moja Droga gdzie dawałaś nam odczuć jaką jesteś uprzejmą i zapracowaną urzędniczką, tylko naburmuszony nic nie rozumiejący petent czegoś złożonego chciał. Błagam.
-
Migotko, pisałam o naszym mieście, że prowincja, czy wszystko z Tobą jest w porządku?