Krzemiński, naucz się dziennikarstwa, proszę…

Krzemiński, naucz się dziennikarstwa, proszę…
fot. Krzysztof Gwizdała Zwykłe zestawianie cytatów nie wystarczy, by stworzyć rzetelną wiadomość. Praca redaktora polega na weryfikowaniu, analizowaniu i wybieraniu istotnych informacji.
istotne.pl bolec.info, krzysztof krzemiński

Tak sobie pomyślałem, że znajdę anonimowe źródło, które powie, że Krzysztof Krzemiński, piszący dla Bolec.Info, pracował u nich kiedyś na czarno, a Katarzyna Bodzioch (wydawca Bolec.Info) nie odprowadzała za tę pracę podatków. Potem dołożę cytat z Krzemińskiego i Bodzioch, którzy będą oczywiście zaprzeczać. Zapytam też jakiegoś urzędnika skarbowego, co grozi za takie przestępstwo. A na koniec zachęcę czytelników, by sami sobie odpowiedzieli, kto ma rację…

To oczywiście żart i wprost niewiarygodne, że można tak zrobić. Okazuje się jednak, że można. Na dowód informacja napisana przez Krzysztofa Krzemińskiego o mojej koleżance, Grażynie Hanaf. Krzemiński posłuchał pewnie swojego redakcyjnego kolegi, Marcina Marczewskiego, który twierdzi, że wystarczy, jak w tekście wypowiadają się wszystkie zainteresowane strony. Taki argument to wymówka dla tych, którym nie chce się weryfikować informacji, i – jak można się przekonać – idealnie pasuje Krzemińskiemu. Opublikował on bowiem anonima, zestawił kilka cytatów, postawił otwarte pytanie i umył ręce. On przecież stworzył „obiektywną” informację. A że wyszła mu bzdura, w dodatku szkodliwa, to nie jest ważne.

Założenie, że „wystarczy, jak w tekście są wszystkie strony” i wrzucenie wszystkiego do jednego wora, że niby wszystko jednakowo ważne, to pierwszy błąd w warsztacie dziennikarza.

Drugi błąd to oparcie informacji na fałszywej tezie. Wystarczy choćby pobieżne sprawdzenie faktów, by przekonać się, że anonim podaje fałszywe informacje. Krzemiński nie sprawdza, dzwoni tylko po cytaty. W rozmowie ze mną przyznał nawet, że nie potwierdził tożsamości swojego informatora – ktoś mógł podszyć się za kogoś. Puścił donos, jak leci.

Trzeci błąd warsztatowy, to wklejanie różnych cytatów i umieszczanie ich w opozycji do siebie. Bez zrozumienia tego, co właściwie znaczą te cytaty. Krzemińskiemu wystarczyło, że wyrazy były podobne. Tym razem poszło o „kontrowersyjność”. Krzysztof najpierw zacytował Grażynę. Według niej treści pokazywane w filmach a także wynikające z tego wykłady, są kontrowersyjne (ostatnio opowiadała gimnazjalistom o nieletnich prostytutkach z filmu pt. „Przeznaczone do burdelu”). Potem Krzemiński, chcąc chyba wykazać nieprawdomówność Hanaf, cytuje dwie kolejne osoby. Najpierw mężczyzna odpowiedzialny za edukację filmową mówi, że nie pokazują treści kontrowersyjnych. Ale zaraz potem dodaje, że o filmach, które puszczają, mówi się kontrowersyjne, jednak nie ma w nich nic, co szkodziłoby młodym widzom. Piszący dla Bolec.Info chyba zapomniał wyciąć drugą część cytatu. Potem wkleja wypowiedź dyrektorki kina, też jakby w opozycji do Hanaf. Dyrektorka też mówi, że nie ma nic kontrowersyjnego… ale w zachowaniu Hanaf. Nie mówiła o filmach i treści wykładów Grażyny. Albo Krzemiński faktycznie nie widzi różnicy, albo widzi i liczy na to, że ludzie tego nie dostrzegą.

W ogóle to Krzysztof mógł ruszyć się sprzed biurka i pójść na poniedziałkowy wykład, by osobiście posłuchać, co mówi Hanaf. Nie zrobił tego. To czwarty błąd. Pisze o czymś, czego sam w życiu nie doświadczył, choć mógł.

Krzemiński wrzucił kilka cytatów i schował głowę w piasek. I czuje się pewnie dobrze, bo tam obok druga głowa redakcyjnego kolegi powtarza mu, że wystarczy, jak w tekście wypowiadają się wszystkie strony. Że to wystarczy…

Nie, nie wystarczy. Krzemińskiemu wyszła bzdura, choć zapewne wynagrodzenie za nią zostanie prawidłowo opodatkowane.

Krzysztof Gwizdała