W końcu trafiasz na krótki komentarz: „Mam dwa koty, ogólnie rzecz biorąc, daje radę, tylko filtr ciężko doczyścić”. Nareszcie coś przydatnego. Czy właśnie takich głosów będzie w internecie coraz trudniej szukać?
Dużo słów, niewiele doświadczenia
Sztuczna inteligencja pozwala szybko przygotować opis produktu, poradnik lub odpowiedź na pytanie. Dla kogoś, kto prowadzi małą firmę i sam zajmuje się stroną, to spore ułatwienie. Problem zaczyna się wtedy, gdy gotowy tekst trafia do publikacji bez sprawdzenia, a potem kolejny i następny. Strona zapełnia się materiałami, za którymi nie stoi ani własna wiedza, ani rozmowa z kimś, kto zna ten temat.
Czytelnik przecież nie zawsze potrzebuje obszernego opracowania. Czasem chce wiedzieć, czy przy restauracji można zaparkować albo czy wejście do urzędu jest dostępne dla osoby z wózkiem. Takie informacje trzeba zdobyć, a później je aktualizować. Samo sprawne układanie zdań nie wystarczy.
Dochodzi do tego kwestia błędów. Rządowy materiał poświęconypułapkom związanym z wykorzystywaniem sztucznej inteligencji zwraca między innymi uwagę na generowanie nieprawdziwych informacji. Odpowiedź może brzmieć przekonująco, nawet jeśli zawiera pomyłkę. Pewny ton nie jest dowodem na to, że ktoś sprawdził fakty.
Kto właściwie do nas mówi?
Podpis autora kiedyś też nie dawał gwarancji rzetelności. Ludzie przepisywali cudze teksty, publikowali zmyślone opinie i udawali ekspertów na długo przed upowszechnieniem się chatbotów. Teraz jednak przygotowanie wielu podobnych materiałów wymaga mniej pracy.
Najbardziej przeszkadza chyba nie sama obecność AI, ale brak jasności. Jeśli sklep informuje, że odpowiada automat, wiadomo, czego się spodziewać. Gorzej, gdy przedstawia go jako konsultanta, a klient przez kilkanaście minut próbuje wyjaśnić nietypową sytuację. Dostaje uprzejme odpowiedzi, lecz sprawa ani trochę nie posuwa się do przodu.
Podobnie z recenzją. Można zaakceptować, że autor poprawił jej język przy pomocy programu. Co innego, gdy opowiada o tygodniu spędzonym w hotelu, którego nigdy nie odwiedził. Odbiorca powinien być świadomy tego, czy czyta relację, reklamę, czy zestawienie cudzych informacji.
Prywatność to osobna sprawa
Korzystając z nowych narzędzi, łatwo skupić się na tym, co potrafią, i zapomnieć, jakie dane im przekazujemy. Do okna rozmowy trafiają czasem dokumenty służbowe, prywatna korespondencja czy informacje o klientach. Przed ich wklejeniem warto sprawdzić zasady usługi i zastanowić się, czy wszystkie szczegóły są potrzebne.
Przy okazji warto uporządkować podstawową wiedzę o bezpieczeństwie. Poradnik VPN co to wyjaśnia, jak działa szyfrowany tunel między urządzeniem a serwerem VPN. Taka ochrona połączenia nie sprawia jednak, że dane dobrowolnie wpisane do chatbota przestają trafiać do jego dostawcy. To dwie różne kwestie, choć obie dotyczą kwestii prywatności.
Zdjęcie już nie zamyka dyskusji
Wyobraźmy sobie fotografię zalanej ulicy opublikowaną na lokalnej grupie w Internecie. Ktoś dopisuje nazwę miejscowości, kolejna osoba udostępnia zdjęcie z ostrzeżeniem. Zanim padnie pytanie o autora i datę, materiał zaczyna żyć własnym życiem.
Wygenerowany obraz może wyglądać wiarygodnie, podobnie jak sztucznie przygotowane nagranie. NASK w swoichmateriałach o rozpoznawaniu deepfake’ów pokazuje, na jakie elementy obrazu i dźwięku warto zwracać uwagę. Sama obecność twarzy czy znajomego głosu nie rozstrzyga już sprawy.
W praktyce pomaga zwykłe zatrzymanie się przed udostępnieniem. Kto zamieścił materiał jako pierwszy? Czy podano miejsce? Czy ktoś potwierdza tę informację, kto rzeczywiście tam jest? Przy wiadomościach z Bolesławca telefon do świadka może wyjaśnić więcej niż długa dyskusja pod zdjęciem.
Jest też druga strona
Nie każdy tekst wsparty przez AI jest pusty. Ktoś, kto ma fachową wiedzę, ale ma trudność z pisaniem, może dzięki takiemu narzędziu wreszcie ją przekazać. Organizator społecznej akcji łatwiej przygotuje ogłoszenie, a osoba słabiej znająca język polski poprawi wiadomość do sąsiadów. W takich sytuacjach technologia pomaga ludziom porozumiewać się ze sobą.
Dużo zależy więc od tego, na czym kończy się praca programu, a zaczyna się odpowiedzialność człowieka. Autor powinien przeczytać tekst, sprawdzić informacje i podpisać się pod tym, co publikuje. Tak samo jak wcześniej, tylko pokusa pominięcia tych czynności jest większa.
Internet pozostanie miejscem spotkań, jeśli nadal będzie można znaleźć w nim czyjeś własne doświadczenie, uczciwą odpowiedź i gotowość do poprawy błędu. Nawet krótki komentarz o filtrze odkurzacza ma wtedy większą wartość niż kolejny bezbłędnie napisany poradnik, z którego nic nie wynika.