Zdjęcie dziecka w Internecie. Warto zapytać: czyja to pamiątka?
Publikowanie zdjęć dzieci nie jest zabronione. Prawo widzi jednak różnicę między jednym zdjęciem z wakacji, które ogląda babcia i kilkoro znajomych, a publicznym kontem, na którym codziennie pokazujemy szkołę dziecka, jego emocje albo problemy. Warto samemu sprawdzić, po której stronie tej granicy jesteśmy – spokojnie, bez wyrzutów sumienia.
Adwokat, który pomógł setkom ludzi odnaleźć się w sytuacjach, kiedy zwykły obywatel staje twarzą w twarz z prawem, uspakaja.
– Nie obwiniamy nikogo, tylko uczymy się rozeznać w sytuacji – mówi adwokat Tomasz Weigt. – Publikowanie zdjęć dzieci w Internecie stało się czymś powszechnym. Rodzice pokazują tam ich pierwsze kroki, urodziny, wakacje, występy szkolne, zabawne sytuacje, sukcesy sportowe, a czasem także chorobę, płacz, problemy wychowawcze albo konflikt rodzinny. Wydaje się, że skoro zdjęcie zrobił rodzic, to może je swobodnie opublikować. Z prawnego punktu widzenia sprawa nie jest jednak tak prosta – wyjaśnia adwokat.
Dziecko ma tak jak i my prawo do prywatności, ochrony wizerunku, godności i bezpieczeństwa. Dlatego należy zastanowić się, co można opublikować. Sprawa dodatkowo się komplikuje wtedy, gdy drugi rodzic się temu sprzeciwia albo gdy publikacja może naruszać dobro dziecka.
Czy na publikację zdjęć dziecka w Internecie muszą się zgodzić oboje rodzice?
Prawo rodzinne nie zawiera przepisu, który wprost mówi, że publikacja zdjęcia dziecka w Internecie zawsze wymaga zgody obojga rodziców. Trzeba więc ocenić konkretną sytuację.
– Publikacja zwykłego, neutralnego zdjęcia rodzinnego w prywatnym gronie, może być potraktowane jako działanie na tyle błahe, że wystarczy tu decyzja jednego rodzica – zaleca Tomasz Weigt. – Inaczej należy ocenić publikację publiczną, szeroko dostępną, regularną, komercyjną albo taką, która ujawnia intymne informacje o dziecku. To sytuacje, w których zgoda drugiego rodzica ma istotne znaczenie – mówi Weigt i podaje sytuacje, w których zgoda drugiego rodzica będzie wymagana:
- zdjęcia lub filmy są publikowane publicznie, a nie tylko dla wąskiego grona znajomych
- rodzic prowadzi profil, blog, kanał lub konto zarabiające na treściach z udziałem dziecka
- publikacja ujawnia miejsce zamieszkania, szkołę, przedszkole, trasę do domu albo inne dane pozwalające łatwo zidentyfikować dziecko
- zdjęcie pokazuje dziecko w sytuacji wstydliwej, chorobowej albo poniżającej
- dziecko jest wykorzystywane instrumentalnie, w sporze między rodzicami
- drugi rodzic wyraźnie sprzeciwił się publikacji
- samo dziecko, zwłaszcza starsze, nie chce, aby zdjęcie lub film były dostępne w Internecie
Sharenting, czyli nowe słowo na starą sprawę
Na zjawisko publikacji zdjęć dzieci w Internecie wymyślono nawet nazwę: sharenting. To zlepek dwóch angielskich słów – „share”, czyli dzielić się i „parenting”, czyli rodzicielstwo. Rodzice zawsze chcieli się dzielić radością: pokazywać pierwszy ząbek, pierwszy krok, występ w przedszkolu. Zmieniło się tylko miejsce: z rodzinnego albumu na ekran, który widzi więcej osób, niż kiedykolwiek byśmy przypuszczali.
– Mówimy tu o sytuacji, w której rodzice regularnie udostępniają w Internecie zdjęcia, filmy i informacje dotyczące swoich dzieci – wyjaśnia adwokat. – Nie każda taka publikacja jest od razu bezprawna. Problem zaczyna się wtedy, gdy publikacja przestaje być niewinną pamiątką, a zaczyna naruszać prywatność dziecka albo wywołuje konflikt między rodzicami. Jedno rodzinne zdjęcie z wakacji, widoczne tylko dla ograniczonego grona znajomych, to co innego niż publiczne konto, na którym rodzic pokazuje codzienne życie dziecka, jego problemy, szkołę, choroby, emocje albo wykorzystuje jego wizerunek do promocji usług lub produktów – mówi Tomasz Weigt.
A co, jeśli drugi rodzic się nie zgadza?
To pytanie pojawia się najczęściej, a odpowiedź nie jest tak czarno-biała, jak mogłoby się wydawać. Najkrócej: to zależy od tego, co i gdzie publikujemy. Bo tu nie chodzi o rację mamy albo taty. Chodzi o to, żeby dziecko miało w Internecie tyle prywatności, ile sami chcielibyśmy mieć.
Jeśli czujesz, że coś poszło za daleko, nie musisz zostawać z tym sam. Prawo nie jest po to, żeby karać, ale żeby pomagać. Czy zawężenie grona odbiorców poprawia sprawę, bo wykonanie tego jest najprostszym sposobem.
– Ograniczenie widoczności wpisów zmniejsza ryzyko, ale go nie eliminuje – uprzedza prawnik. – „Prywatny profil” często oznacza kilkaset osób, w tym dawnych znajomych, współpracowników, daleką rodzinę czy osoby, z którymi nie utrzymuje się realnego kontaktu. Każda z tych osób może zrobić zrzut ekranu albo przesłać zdjęcie dalej. Dlatego przy publikowaniu zdjęć dziecka nie należy kierować się wyłącznie ustawieniami prywatności. Ważniejsze jest pytanie, czy dane zdjęcie w ogóle powinno pojawić się w Internecie. – wyjaśnia adwokat.
Prawna ochrona dziecka to nie wojna
Przy konflikcie z drugim rodzicem warto poszukać profesjonalnego wsparcia. Mediacja, rozmowa z prawnikiem, a w ostateczności sąd rodzinny, to kolejne kroki, które mają chronić dziecko. Warto je traktować jak narzędzia, a nie broń.
– W praktyce najważniejszym kryterium jest dobro dziecka – mówi Tomasz Weigt. – Rodzic może uważać, że zdjęcie jest „ładne”, „zabawne” albo „przecież wszyscy tak robią”. To jednak nie wystarczy – prawnik radzi, by przed publikacją zadać sobie kilka prostych pytań:
- Czy dziecko za kilka lat nie będzie się tego zdjęcia wstydzić?
- Czy publikacja nie narazi go na wyśmiewanie przez rówieśników?
- Czy zdjęcie nie pokazuje zbyt dużo prywatności?
- Czy nie ujawnia informacji, które mogą być wykorzystane przez obce osoby?
- Czy rodzic publikuje dla dobra dziecka, czy raczej dla własnej popularności, zasięgów albo emocjonalnej satysfakcji?
– Internet nie zapomina – mówi adwokat. – Nawet jeśli zdjęcie zostanie usunięte, ktoś mógł je wcześniej pobrać, skopiować albo przesłać dalej. Dla dorosłego jedna publikacja może być chwilowym wpisem. Dla dziecka może stać się częścią jego cyfrowej tożsamości na wiele lat – dodaje Tomasz Weigt.
Jak rozsądnie publikować zdjęcia dziecka?
- Najbezpieczniej przyjąć kilka praktycznych zasad
- Uzgodnić z drugim rodzicem zasady publikowania zdjęć, zwłaszcza po rozstaniu
- Pytać starsze dziecko, czy zgadza się na publikację
- Ustawiać możliwie wąskie grono odbiorców
- Regularnie usuwać stare zdjęcia, które nie powinny już być dostępne
- Nie publikować zdjęć innych dzieci bez zgody ich rodziców
- Zawsze zadać sobie pytanie: „Czy moje dziecko za kilka lat będzie miało mi za złe, że to pokazałem?”
Co warto uregulować po rozstaniu rodziców?
W sprawach rozwodowych, o kontakty albo o władzę rodzicielską coraz częściej warto pomyśleć także o zasadach obecności dziecka w Internecie. Rodzice mogą ustalić, że:
- nie publikują zdjęć dziecka bez wzajemnej zgody
- nie publikują zdjęć publicznie, a jedynie w prywatnym gronie
- nie oznaczają lokalizacji dziecka
- nie publikują informacji o szkole, zdrowiu, terapii i konfliktach rodzinnych
- nie wykorzystują wizerunku dziecka komercyjnie
- usuwają zdjęcie na żądanie drugiego rodzica, jeżeli narusza ono dobro dziecka
- Takie ustalenia mogą znaleźć się w porozumieniu rodzicielskim. Czasem pozwala to uniknąć wielu przyszłych konfliktów
Najważniejsza zasada jest prosta: dziecko ma własną prywatność. Rodzice powinni ją chronić, a nie wykorzystywać. Internet daje łatwość publikowania, ale nie zwalnia z odpowiedzialności za publikowane treści.
W razie konfliktu najlepiej najpierw zabezpieczyć dowody, wezwać do usunięcia materiału, zgłosić naruszenie platformie, a w poważniejszych przypadkach rozważyć wniosek do sądu rodzinnego lub roszczenia o ochronę dóbr osobistych. W centrum każdej decyzji powinno być jednak nie to, co chce pokazać rodzic, ale to, co jest bezpieczne i dobre dla dziecka.
KONTAT
Tomasz R. Weigt Kancelaria Adwokacka
Daszyńskiego 12/1
59-700 Bolesławiec
Polska
Telefon: (+48) 75 732 61 91
Tel. kom. 601 563 996
Tel. (j.ang.) 601 225 208
Fax (+48) 75 732 61 91
Godziny pracy
Pon – Pt: 9:00- 15:00
Sob – Nd: nieczynne
Zapraszamy do kontaktu telefonicznego z kancelarią w godzinach 9:00 – 15:00 i umówienia się na indywidualne spotkanie (również po godzinie 15:00)