Bolesławianin Rafał Młynarski ma 43 lata. Jak sam mówi, jego życie zmieniło się diametralnie około trzy i pół roku temu. Wcześniej przez 10 lat pracował jako kierowca ciężarówki, co wiązało się z długimi godzinami za kierownicą, niezdrowym trybem odżywiania się i niewielką ilością ruchu:

Zaczynałem pracę około 4:00–6:00, kończyłem o 18:00–19:00. I tak wyglądało moje dziesięć lat pracy za kółkiem. Zły tryb odżywiania się, energetyki.

Z 180 kilogramów do 96

Przełomem okazała się operacja bariatryczna. Bolesławianin zdecydował się na zabieg zmniejszenia żołądka. Przed operacją, w ciągu siedmiu miesięcy, zszedł ze 180 do 156 kilogramów. Sam zabieg przeszedł trzy i pół roku temu.

Dziś waży... 96 kilogramów.

Rafał Młynarski w styczniu 2023 r.Rafał Młynarski w styczniu 2023 r. • Autor zdjęcia: archiwum Rafała Młynarskiego

Miałem operację trzy i pół roku temu i dziś ważę dziewięćdziesiąt sześć kilo. Schudłem ponad sześćdziesiąt pięć kilogramów po operacji bariatrycznej – mówi.

W jego przypadku zmiana masy ciała stała się początkiem zupełnie nowego stylu życia. – Skoro już dostałem tę drugą szansę od życia, to zacząłem korzystać z tego, z czego kiedyś nie mogłem: rower, basen, bieganie – opowiada.

Dziś potrafi przebiec 20 kilometrów, przejść pieszo 20–30 kilometrów, regularnie jeździ na rowerze i wraca w góry. We wrześniu ubiegłego roku przeszedł ze Świeradowa-Zdroju do Karpacza. Dystans pokonał w trzy dni, a wyprawę zakończył wejściem na Śnieżkę.

Najpierw rowerem, później pieszo

Pomysł na pieszą wyprawę wzdłuż wybrzeża pojawił się po wcześniejszej podróży rowerowej. Rok wcześniej Bolesławianin przejechał trasę ze Świnoujścia na Hel, a następnie kontynuował podróż w kierunku Piasków. Co ważne, zrobił to zwykłym miejskim rowerem. Dystans: 700 kilometrów.

Już na końcu tamtej trasy, pojawił się pomysł, żeby tę samą drogę pokonać pieszo.

Jak pomyślał, tak też zrobił. W drugiej połowie czerwca spakował się, pojechał pociągiem do Świnoujścia i ruszył na piechotę. Ostatecznie przeszedł 377 kilometrów – częściowo plażą, częściowo asfaltem.

Pierwszego dnia, ze względu na późny przyjazd do Świnoujścia, przeszedł „zaledwie” 26 kilometrów. W kolejnych dniach pokonywał zazwyczaj 35–38 kilometrów. Plan zakładał nawet 45–50 kilometrów dziennie.

Był jednak jeden problem, którego wcześniej nie przewidział.

Piętnaście kilogramów na plecach

Rafał Młynarski był przyzwyczajony do długich dystansów. Biegał, spacerował i jeździł na rowerze. W Bolesławcu i okolicach regularnie pokonywał kolejne kilometry, również zimą. Problemem w czasie czerwcowej wyprawy okazał się… plecak – około 15 kilogramów bagażu.

I właśnie bagaż okazał się największym wyzwaniem. Bolesławianin:

Przygotowywałem się w Bolesławcu: bieganie, jazda rowerem, dużo spacerów. Z plecakiem nigdy nie chodziłem, nie biegałem. To mnie przytłoczyło.

Bolały go plecy i barki. Po wyprawie wie już, co zrobiłby inaczej – zabrałby mniej bagażu.

Władysławowo–Hel w dwa dni

Wyprawa nie przebiegała dokładnie według planu. Jednym z powodów była pogoda. W czasie przejścia nad Bałtykiem panowały bardzo wysokie temperatury.

Rafał Młynarski chciał pokonać odcinek Władysławowo–Hel w jeden dzień. Ostatecznie potrzebował dwóch. – Byłem we Władysławowie, było czterdzieści stopni; Władysławowo – Hel zrobiłem w dwa dni, a chciałem w jeden dzień – przyznaje.

Mimo trudności dotarł do celu. Na Helu wpadł na pomysł, by podróż kontynuować – tak jak w ubiegłym roku: w kierunku Piasków. Tym razem jednak przeszkodą okazała się logistyka. Pan Rafał chciał wysłać ciężki plecak do domu, ale wyszło na jaw, że nie można stamtąd nadać tak dużej przesyłki:

Chciałem go wysłać paczką, bo już mnie tak plecy bolały. Ale na Helu, niestety, nikt go nie chciał przyjąć. Powiedzieli, że to gabaryt, że jest za ciężki.

Ostatecznie zrezygnował z dalszej części wyprawy. Najważniejsze było jednak to, że osiągnął podstawowy cel: przeszedł pieszo 377 kilometrów ze Świnoujścia na Hel w 12 dni.

„Jestem uparty jak osioł”

Jednym z najbardziej wymagających fragmentów wyprawy był odcinek między Kołobrzegiem a Helem. Bolesławianin wspomina, że przez kilka dni zmagał się z bólem pleców i ramion. W Kołobrzegu był nawet bliski rezygnacji.

Ostatecznie zdecydował się kontynuować podróż. Z sukcesem.

Nowe wyzwanie? Objechać Polskę

Mieszkaniec Bolesławca nie zamierza zwalniać. Obecnie przygotowuje się do kolejnego dużego wyzwania – objechania Polski rowerem. Chce to zrobić na wiosnę przyszłego roku. Najpierw jednak zamierza solidnie potrenować.

Nie wyklucza zresztą też kolejnych zagranicznych wypraw. Wspomina o Francji czy nawet Stanach Zjednoczonych, ale na razie nie chce wybiegać zbyt daleko w przyszłość. – Żyję z dnia na dzień, cieszę się tym, co już udało się osiągnąć – wyznaje.

Przepis na szczęście

Jedno pozostaje niezmienne: codzienny ruch. Pan Rafał:

Dla mnie nie ma dnia bez aktywności. Dostałem drugą szansę, zamierzam z niej skorzystać w stu procentach.

Dla 43-latka z Bolesławca przejście 377 kilometrów nie jest więc końcem historii. Jest kolejnym punktem na drodze, którą rozpoczął kilka lat temu – od 180 kilogramów i zupełnie innego stylu życia do setek kilometrów pokonywanych pieszo, biegiem i na rowerze.