Dramatyczne chwile rozegrały się w niedzielę, 9 sierpnia, nad Stawem Lazurowym w Rokitkach. Młody mężczyzna zniknął pod taflą wody i konieczna była natychmiastowa akcja ratunkowa. Zanim na miejsce dotarły wszystkie służby, jeden ze świadków odnalazł poszkodowanego, wyciągnął go na brzeg i rozpoczął walkę o jego życie.
Do zdarzenia doszło około godziny 16:51. Zadysponowano tam m.in. druhów z OSP KSRG Rokitki. Problemem okazało się dokładne zlokalizowanie miejsca zdarzenia, ponieważ zgłoszenie nie precyzowało, gdzie dokładnie znajduje się poszkodowany.
W tym samym czasie na miejscu był już mężczyzna, który zdecydował się działać, nie czekając na przyjazd służb. Strażacy ze wspomnianej jednostki:
„Cichym bohaterem” był Ireneusz Merunowicz, który nie czekając na służby, podjął poszkodowanego z wody i wyciągnął na brzeg, tym samym znacznie przyśpieszając akcję ratowniczą i zwiększając szansę na przeżycie poszkodowanego.
To właśnie dzięki jego reakcji ratownicy mogli szybciej rozpocząć działania medyczne. Po dotarciu na miejsce zastali poszkodowanego wyciągniętego na brzeg, bez oznak życia. Resuscytację prowadziła już druhna OSP, która znajdowała się w pobliżu i zauważyła zamieszanie.
Kilkadziesiąt minut walki o życie
Strażacy ocenili stan mężczyzny i stwierdzili brak oddechu. Udrożnili mu drogi oddechowe i kontynuowali resuscytację krążeniowo-oddechową do czasu przyjazdu Zespołu Ratownictwa Medycznego.
Na miejscu pracowali również strażacy z JRG 3 Chojnów oraz policjanci. Wspólnie prowadzili działania mające na celu przywrócenie czynności życiowych mężczyzny.
Po kilkudziesięciu minutach intensywnej walki udało się przywrócić funkcje życiowe. Poszkodowany został następnie przetransportowany przez ZRM do szpitala.
„Rzesza turystów” obserwowała akcję
W swoim komunikacie druhowie mocno skrytykowali zachowanie części osób przebywających tego dnia nad stawem. Strażacy podkreślili, że z jednej strony znaleźli się ludzie gotowi bez wahania ruszyć na pomoc zupełnie obcej osobie. Inni pomagali już podczas samej akcji ratowniczej, między innymi oferując transport quadem dla ratownika z torbą PSP-R1.
Z drugiej jednak strony – jak podali druhowie – kilkadziesiąt osób miało otaczać miejsce prowadzenia czynności ratunkowych:
(...) kilkadziesiąt osób, które za nic miały intymność osoby poszkodowanej i ciasno otaczały tych, którzy jako pierwsi podjęli czynności ratownicze.
Sytuacja miała zmienić się dopiero po przyjeździe dodatkowych sił. Poszkodowanego zasłonięto prowizorycznym parawanem wykonanym z folii NRC, a gapiów udało się odsunąć na kilka metrów.
Jak relacjonuje OSP Rokitki, nawet wtedy część osób miała szukać sposobu, by nadal obserwować działania ratowników:
Niemniej jednak najsprytniejsi znaleźli sposób na zaspokojenie swojej ciekawości – dryfując przy brzegu na materacach i bacznie obserwując przebieg akcji ratowniczej.
Strażacy dziękują tym, którzy nie pozostali obojętni
OSP Rokitki podziękowała wszystkim, którzy w kryzysowej sytuacji wykazali się obywatelską postawą. Ale zaraz dodała:
Całej reszcie pozostaje życzyć choć odrobiny autorefleksji.
Strażacy przypominają: niestrzeżona woda to ryzyko
Druhowie wykorzystali również okazję, by przypomnieć o zasadach bezpieczeństwa nad wodą. Kąpiel w niestrzeżonych miejscach zawsze wiąże się z ryzykiem, którego nie należy lekceważyć.
Szczególnie niebezpieczne mogą być upał, zmęczenie i odwodnienie. Jeszcze większe zagrożenie stwarza wchodzenie do wody po alkoholu lub pod wpływem innych używek. Mogą one zaburzać ocenę sytuacji, osłabiać refleks i sprawiać, że człowiek przecenia własne możliwości.
„Woda nie wybacza lekkomyślności” – przypominają strażacy.
Wystarczy skurcz, zasłabnięcie, utrata orientacji czy nagłe pogorszenie samopoczucia, aby pozornie zwykła kąpiel w ciągu kilku chwil przerodziła się w walkę o życie.
Dlatego ratownicy apelują o rozsądek: nie wchodźmy do wody po alkoholu ani pod wpływem używek, nie przeceniajmy swoich możliwości i pamiętajmy, że w niestrzeżonym miejscu pomoc może nie nadejść wystarczająco szybko.
Mimo reakcji „cichego bohatera” i interwencji służb mężczyzna zmarł
Jak podała wczoraj legnicka policja, 21-letni mężczyzna wszedł do jeziora, choć – jak ustalili policjanci – nie potrafił pływać. Wcześniej wraz ze znajomymi spożywał alkohol.
Młody mężczyzna stracił grunt pod nogami i zniknął pod powierzchnią wody. Na pomoc ruszył świadek, który po kilku minutach odnalazł go i wyciągnął na brzeg. Rozpoczęła się reanimacja, która trwała około 40 minut. Ratownikom udało się przywrócić tętno, a 21-latek w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala.
Niestety, w poniedziałek mundurowi otrzymali informację o jego śmierci.
Zdarzenie po raz kolejny pokazuje, jak szybko wypoczynek nad niestrzeżonym zbiornikiem może zamienić się w dramatyczną walkę o życie. W takich sytuacjach reakcja świadków może mieć kluczowe znaczenie – a zamiast obserwować akcję z brzegu czy z wody, warto przede wszystkim zadzwonić po pomoc i jeśli jest to bezpieczne, udzielić jej na miarę swoich możliwości.