Nie staję po żadnej ze stron, bo żadna z nich po prostu na to nie zasługuje. Podmiotem sporu politycznego powinna być Gmina Nowogrodziec oraz losy jej mieszkańców – teraz i w przyszłości. Program i starania obecnej pani burmistrz, z tego, co wiem, były jasno omawiane i przedstawione nowym strukturom władzy. Nie miały budzić wątpliwości co do intencji.
Dla przejrzystości i z szacunku do mieszkańców gminy „nowa” pani burmistrz miała przeprowadzić audyty, czyli sprawdzić poprawność gospodarowania publicznymi środkami, celowość inwestycji oraz sposób ich wykonania. W tym miejscu dobrze jest prostym i zrozumiałym językiem wyjaśnić, czego oczekują ludzie od włodarzy, a czego oczekują urzędnicy Regionalnej Izby Obrachunkowej, czyli RIO, na której opinię tak chętnie powołują się wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast.
Tego słynnego RIO nie interesuje celowość wydatkowania środków, lecz to, czy ustawowy wójt wydał pieniądze zgodnie z prawem. Społeczeństwo natomiast powinno interesować zarówno to, czy ich pieniądze zostały wydane zgodnie z prawem, jak i to, czy dana inwestycja była im rzeczywiście potrzebna. Mogła być potrzebna, ale czy akurat teraz? Czy nie było w danym momencie pilniejszych inwestycji?
Są też środki, które można określić jako mające „termin ważności” – niewykorzystane przepadają. Są również takie, które przyznane zostały na ten, a nie inny cel. Czy tak się dzieje z budżetem? Po objęciu nowego stanowiska ludzie roztropni sprawdzają stan faktyczny i robią remanent, czyli w tym przypadku audyt. Audyt to bezpieczeństwo dla nowo wybranego wójta i szacunek dla ciężkiej pracy podatnika, do którego pieniądz publiczny należy. To nie łaska, lecz obowiązek włodarzy.
W sporze nowogrodzieckich polityków brakuje sporu o losy Gminy Nowogrodziec, a cała „para” poszła w dmuchanie ego obu stron. Kierowanie gminą to nie konkurs piękności, nie zawody w przeciąganiu liny i nie zaspokajanie osobistych ambicji. To powinna być ciężka, merytoryczna praca na rzecz wyborców i wszystkich mieszkańców.
W przypadku Nowogrodźca mamy wszystko poza chęcią pracy na rzecz mieszkańców gminy. Mamy hasła „Współpraca i doświadczenie”, mamy „Po pierwsze mieszkańcy” – i tu praktycznie wszystko się kończy. Te hasła to jedyne, na co stać obie strony i co mogły z siebie wygenerować. Widać brak chęci porozumienia, ale też wyraźny pęd do władzy.
Problem w tym, że chęć sprawowania władzy nijak ma się do kompetencji i predyspozycji do pracy zespołowej. Indywidualnie można co najwyżej powalczyć o podwyżkę, ale nie zaspokoi się oczekiwań społecznych, do których zobowiązało się środowisko idące po władzę dlatego, że widziało przyszłość inaczej.
W przypadku obecnej pani burmistrz to drugie takie absolutorium, a jesteśmy dopiero mniej więcej w połowie kadencji. No cóż, można powiedzieć: „a nie mówiłem?”. Ja jestem zdania, że najbardziej zaskakuje informacja ta, o której wszyscy wiedzieli od dawna.
Moim ulubionym retorycznym pytaniem w przypadku Gminy Nowogrodziec jest: „Gdzie jest rzeczywisty ośrodek władzy naszej gminy?”. Ciekawy też jestem, jak długo społeczność Gminy Nowogrodziec będzie tolerowała takie zachowania ludzi, którym powierzyliśmy nasze losy.
Mamy wyraźnie zarysowane tendencje: walkę o władzę byłego burmistrza i walkę obecnej burmistrz o utrzymanie się przy władzy. Środki, jakimi posługują się obie strony, możemy obejrzeć w Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. Nie wiem, czy mogę, ale niedawno skończyłem czytać książkę pt. „Wypadek? Nie sądzę”. Autorka świetnie oddała w niej kulisy lokalnych władz, w tym także układy.
To wszystko świadczy o tym, jak bardzo zdeformowano instytucję samorządu. Jak bardzo ustawodawca zadbał o to, aby odebrać ludziom ideę samorządową i oddać ją w ręce polityków, bez realnej możliwości wpływu zwykłych ludzi na własne losy.
Kiedy słyszę, że „młodzi uciekają z Polski” albo że „spada dzietność”, pytam: a co ich tu trzyma? Wieczna kłótnia małych ludzi z wielkim ego? Wszechobecna beznadzieja? Pazerność ludzi władzy? Ile można walczyć? Młodym szkoda na to czasu.
Ktoś kiedyś świetnie określił obecny stan rzeczy jednym zdaniem: „Świat nie ma problemu z wykarmieniem głodnych. Świat ma problem z tym, że bogaci nie mogą się nażreć”.