Sędzia Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze Andrzej Żuk rozpoznał apelację w sprawie czterech dziennikarzy portalu istotne.pl oskarżonych o zniesławienie w związku z publikacjami dotyczącymi księdza Andrzeja Jarosiewicza oraz Adriana Drankowskiego.
Postępowanie odwoławcze trwało kilka miesięcy i obejmowało aż trzy terminy rozpraw: w grudniu 2025 roku oraz w styczniu i marcu 2026 roku. Sąd rozpoznawał apelację od wyroku z 18 lipca 2025 roku. W pierwszej instancji w Bolesławcu, gdzie wyrok wydawał asesor sądowy Dominik Rajter, wszyscy czterej dziennikarze zostali uniewinnieni od zarzutów.
Większość uniewinnień, poza jednym, utrzymana
Sąd odwoławczy w dniu 19 marca 2026 roku utrzymał w mocy wyrok uniewinniający wobec trzech dziennikarzy oraz częściowo wobec redaktora naczelnego. Jednocześnie uchylił wyrok w zakresie jednego z zarzutów dotyczących Krzysztofa Gwizdały (chodzi o sprawę księdza) i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez Sąd Rejonowy w Bolesławcu.
Oznacza to, że:
- w sprawie Adriana wszyscy są prawomocnie uniewinnieni,
- w sprawie księdza Jarosiewicza sprawa redaktora naczelnego Krzysztofa Gwizdały będzie rozpatrywana od początku.
Jeśli chcesz wesprzeć istotne.pl w obronie przed księdzem, to tu jest prowadzona zrzutka: zrzutka.pl/hb6dc7
Kilka rozpraw mimo pełnego materiału dowodowego
Z perspektywy stron postępowania zaskoczeniem był przebieg procesu apelacyjnego. Mimo że – jak wskazują uczestnicy – materiał dowodowy był kompletny już na początku, sąd zdecydował się na wyznaczenie kolejnych terminów rozpraw.
– Wyrok jest przedziwny. W stosunku do celebryty Adriana zostaliśmy wszyscy uniewinnieni, a w stosunku do księdza ja mam mieć proces od początku, reszta moich dziennikarzy jest niewinna. Niestety, szczegółów przebiegu rozpraw nie mogę ujawnić, choć chętnie bym o nich opowiedział, bo jest o czym. Chętnie skomentowałbym też postawę sędziego Andrzeja Żuka z Jeleniej Góry. Zarówno ksiądz, jak i Adrian nie wyrażają zgody na publikowanie informacji dotyczących tego, co działo się na sali sądowej. Takie też jest prawo, że z automatu wyłącza jawność, choć oskarżyciele mogliby zgodzić się na otwarcie procesu dla publiczności – mówi redaktor naczelny istotne.pl Krzysztof Gwizdała. – Gdybym cokolwiek powiedział o tym, co działo się na sali rozpraw, to byłoby to przestępstwem. Niestety opinia publiczna nie dowie się niczego z procesu, nawet nie pozna uzasadnienia wyroku, a szkoda... – dodaje Krzysztof Gwizdała.
Zapowiedź skargi kasatoryjnej
Radca prawny, który z Agatą Bzdyń współreprezentował dziennikarzy portalu w sądzie, zapowiada dalsze kroki prawne.
– Po zapoznaniu się z uzasadnieniem będziemy rozważać złożenie skargi kasatoryjnej do Sądu Najwyżego. Naszym zdaniem wyrok Sądu Rejonowego powinien zostać w całości utrzymany – mówi obrońca oskarżonych, radca prawny Marcin Pawelec-Jakowicki, związany z Fundacją Wolność od Religii, która wspiera dziennikarzy w procesie.
Nawet półtora roku dalszej niepewności
Sprawa może trafić teraz do Sądu Najwyższego. W zależności od jego decyzji możliwe są dwa scenariusze:
- uchylenie części wyroku sądu okręgowego i ponowne rozpoznanie apelacji,
- albo ponowne prowadzenie sprawy od początku w sądzie rejonowym w zakresie dotyczącym redaktora naczelnego.
Procedura kasatoryjna może potrwać nawet kilkanaście miesięcy, co oznacza dalszy okres niepewności dla stron postępowania, w szczególności dla redaktora naczelnego.
Sprawa ma także szerszy kontekst związany z tzw. zjawiskiem SLAPP (strategic lawsuits against public participation), czyli postępowań sądowych wykorzystywanych do wywierania presji na dziennikarzy i ograniczania debaty publicznej. Tego typu sprawy, nawet jeśli kończą się uniewinnieniem, wiążą się z długotrwałym stresem, kosztami oraz koniecznością angażowania czasu i środków w obronę.
Zdaniem redakcji istotne.pl przebieg tej sprawy wpisuje się w ten mechanizm. Wielomiesięczne postępowanie, kolejne terminy rozpraw oraz częściowe uchylenie wyroku wobec redaktora naczelnego powodują, że mimo korzystnego rozstrzygnięcia dla większości dziennikarzy, sprawa nadal pozostaje otwarta i generuje dalszą niepewność. W ocenie dziennikarzy może to wywoływać efekt mrożący wobec publikacji dotyczących tematów istotnych społecznie.