Zanim nękane kobiety zorientowały się, kto je prześladuje, minęły lata. Mężczyzna wysyłał im obraźliwe i seksistowskie wiadomości, pomawiał i publicznie oczerniał je z fałszywych kont na portalach społecznościowych. Kradł ich zdjęcia. Korzystając ze skradzionych tożsamości kobiet zakładał im konta na portalach randkowych i publikował ogłoszenia na różnych grupach, sugerując, że kobiety szukają przygodnego seksu. Od różnych mężczyzn wyłudzał z kolei pieniądze w zamian za udostępnienie skradzionych zdjęć. Niektóre kobiety szantażował grożąc, że oczerni je przed rodzinami, wysyłając fałszywe informacje na temat ich życia intymnego.
– Na początku bardzo się bałam, bo miałam tylko 14 lat – opowiada Ania*. – Pokazywałam te wiadomości rodzicom, którzy byli w szoku, że takie świńskie wiadomości można wysyłać do dziecka. Z czasem coraz więcej dziewczyn dostawało podobne wiadomości. Moja mama i mamy innych poszkodowanych dziewczyn chciały wynająć prywatnego detektywa, by w końcu znalazł sprawcę, po tym jak policja je olewała. Niestety koszty je przerosły i musiały sobie odpuścić – mówi dziewczyna.
Siedem lat stalkingu
Jesienią 2025 roku na swoim fejsbukowym profilu jedna z poszkodowanych kobiet zamieściła post z krótkim opisem tego, co ją spotkało ze strony stalkera. Zapytała, ile jeszcze kobiet zostało poszkodowanych tak jak ona? Wpisało się ponad dwadzieścia ofiar – wszystkie poszkodowane przez jednego mężczyznę.
Dziesięć z nich zgłosiło się do redakcji istotne.pl. Każda z nich miała do opowiedzenia historię o nękaniu, upokarzaniu i ataku na ich prywatność w sieci. Niektóre kobiety atakowane były od siedmiu lat.
Zofia bała się wejść na socjale, bo stalker obrażał ją i pomawiał, pisał też o niej świńskie rzeczy do jej siostry i chłopaka. Nina dowiedziała się późno, że skradziono jej tożsamość. Miała już zepsutą reputację, utraciła kontakty biznesowe, bo działała w branży modelingowej. Annę, której wypowiedź już zacytowaliśmy, nękał od 14 roku życia. Straszył i groził, że podjedzie pod jej dom. Anna do dzisiaj boi się wyjść sama wieczorem z mieszkania, mimo że jest już dorosła. Dominika długo walczyła z obrzydliwymi treściami, jakie stalker umieszczał z fałszywych kont na jej firmowym profilu. To samo zrobił na profilu jej partnera.
Barbara, kiedy stalker zaczął ja nękać, miała 17 lat. Czuła wstyd i przez pięć lat była przekonana, ze sprawa dotyczy tylko jej. Beata nękana była od 2020 roku. To ona przeprowadziła główne śledztwo, by odkryć, kim jest stalker.
Ola była pierwszą kobietą, która się z nami skontaktowała. Jej sprawę prowadzi teraz prokuratura, ale dopiero po tym, jak kobieta podała organom ścigania sprawcę na tacy. Śledztwo trwa trzeci miesiąc. Stalker po chwili wyciszenia znów ją zaatakował.
– Nie mam żadnych wątpliwości, że to jest po prostu przemoc – mówi Joanna Gzyra-Iskandar z Fundacji Feminoteka. – Dla mnie to nie podlega żadnej interpretacji ani żadnej dyskusji. Można to nazwać stalkingiem, czyli rodzajem prześladowania tych kobiet. To jest taki rodzaj przemocy, który jest bardzo naruszający. Mamy tu do czynienia i z nękaniem, i z groźbami, i z kradzieżą tożsamości, i z podszywaniem się pod te osoby, z obelgami, z pomawianiem, oczernianiem ich wizerunku. Tu jest naprawdę mnóstwo rzeczy, których ten człowiek się dopuszczał i pozostaje bezkarny – dodaje Gzyra-Iskandar.
Historia przemocy wobec kobiet
Anna pierwsze wiadomości zaczęła dostawać na przełomie 2019 i 2020 roku. Oprawca stworzył kilka fałszywych kont po kradzieży jej tożsamości, a nękających ją wiadomości było – jak mówi kobieta – „miliony”. Z czasem niestosowne, pomawiające dziewczynę teksty zmieniły się w groźby.
– Po długim czasie niekończących się wiadomości dostałam w końcu jedną, która mocno mnie wystraszyła – opowiada Anna. – Pamiętam, że bałam się wyjść z domu i w sumie do dzisiaj nie wychodzę nigdzie w nocy sama. Właściwie to unikam wyjść nocnych nawet z kimś. Wtedy, w tej wiadomości napisał do mnie z fałszywego konta, że podjedzie pod mój dom czarnym BMW i podał w tej wiadomości wszystkie informacje, które potwierdzały, że wie, gdzie mieszkam. Byłam przerażona, pokazałam wiadomość tacie – mówi Anna.
Ojciec Anny postanowił zasadzić się na agresora. Kazał córce wyznaczyć datę i godzinę spotkania. Ale agresor nie przyjechał w wyznaczonym terminie. Po tej rozmowie odpuścił na trochę nękanie, a potem znów do niego wrócił.
– Kiedy sprawa się zaczęła, miałam 17 lat – opowiada Barbara. – Czułam wstyd, więc usuwałam na początku wszystkie jego wiadomości. Do momentu, aż zaczęły one trafiać do moich rodziców i bliskich. Moi rodzice dostawali teksty, że ich nastoletnia córka się „puszcza”. Nie potrafiłam poprosić o pomoc, a kiedy już to zrobiłam i próbowano mi pomóc, to nic nie można było zrobić, bo mówiono, że przecież facebook nie udostępnia adresu IP. Mam nadzieję, że w końcu osoba ta poniesie konsekwencje i dowie się, jak wielką krzywdę mi wyrządziła – mówi kobieta.
Nina pracowała w modelingu, kiedy zaczęły się ataki. – Osoba ta kradła moje zdjęcia, wykorzystywała je bez mojej zgody, podszywała się pode mnie i wyłudzała pieniądze od przypadkowych mężczyzn za obietnice wysyłania moich zdjęć i przesyłania materiałów ze mną „na żywo” – opowiada Nina. – Podszywając się pode mnie publikował obraźliwe i obrzydliwe komentarze pod profilami innych osób. Rozsyłał też wiadomości do fotografów, z którymi współpracowałam. W tych wiadomościach pomawiał mnie o zachowania mające skompromitować mnie zawodowo – opowiada o tym, jak stalker próbował ją zniszczyć.
Policja umywała ręce i pozwalała działać stalkerowi latami
Kilka kobiet zgłosiło nękanie w sieci na policję. I tutaj państwo zawiodło kobiety na całej linii. Każdą ze spraw umarzono. Powód: niewykrycie sprawcy.
– Policja w Chojnowie umyła ręce – mówi Gosia. – Zgłosiłam nękanie i kradzież tożsamości w 2021 roku, powiedzieli, że nic nie zrobią – dodaje kobieta.
Barbara zgłosiła sprawę w 2024 roku na komisariacie w Kruszynie. – Funkcjonariusz, który mnie przyjmował, uznał, że nie doszło do nękania, ponieważ wiadomości nie były wysyłane codziennie i odesłał mnie na komendę w Bolesławcu – opowiada Barbara. – Na komendzie w Bolesławcu przekazałam dowody i zostałam wezwana na przesłuchanie w październiku 2024 roku. Po złożeniu zeznań nie otrzymałam żadnego potwierdzenia przyjęcia zawiadomienia, numeru sprawy ani żadnej informacji o dalszym toku postępowania – wyjaśnia Barbara.
Dopiero po tym, jak redakcja istotne.pl wysłała zapytanie do rzeczniczki policji pod koniec 2025 roku, co dalej ze zgłoszeniem Barbary, policja odezwała się do kobiety.
– Na komendzie zostawiłam większość screenów wysyłanych mi przez stalkera wiadomości. Sprawa została zamknięta – mówi nam z kolei Dominika, która też zgłosiła się na policję w 2024 roku.
Beata nękana cały czas przez mężczyznę, choć jak twierdzi mniej intensywne w porównaniu do tego, co robi z tożsamością innych dziewczyn, również szukała pomocy na policji.
– Radzę sobie tak, że ograniczam dostęp do swoich profili społecznościowych – mówi Beata. – Sprawę zgłosiłam na policję w Kruszynie w kwietniu 2023 roku. Zajęła się tym prokuratura w Bolesławcu, jednak po jakimś czasie dostałam postanowienie o umorzeniu z powodu niewykrycia sprawcy – dodaje Beata.
Joanna Gzyra-Iskandar uważa, że te umorzenia zrobiły wiele złego, a bezradność organów ścigania była kolejnym poziomem przemocy wobec kobiet, tzw. poziomem przemocy instytucjonalnej.
– Wiadomo, że organy ścigania mają możliwości, żeby taką osobę namierzyć, ale wykazują się tu jakąś indolencją – mówi Joanna Gzyra-Iskandar, działaczka na rzecz praw kobiet. – To jakby powiedzieć tym kobietom: „Ty nie jesteś dla nas ważna. Twoje bezpieczeństwo nie jest dla nas ważne. Nie jest dla nas ważne to, że się boisz, że tracisz kontakty, że próbujesz z własnych pieniędzy opłacić detektywa i szukać tego agresora na własną rękę”. Mimo że prokuratura i policja mają wszystkie narzędzia potrzebne, żeby takiego człowieka namierzyć – dodaje Gzyra-Iskandar.
Katarzyna pokazuje nam uzasadnienie umorzenia przez policje w Bolesławcu jej zgłoszenia w sprawie podszycia się pod nią przez nieustalonego sprawcę i nieuprawnione wykorzystanie jej imienia, nazwiska oraz zdjęć. W umorzeniu z grudnia 2024 roku czytamy:
(...) W toku wykonanych czynności przyjęto zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa (...) oraz ustalono dane telekomunikacyjne, dzięki którym zwrócono się do administratora platformy Meta w celu uzyskania danych i informacji dotyczących fikcyjnego profilu. (...) Po przesłaniu materiałów prokuratura wszczęła śledztwo. (...)
W toku prowadzonego śledztwa prokurator wydał postanowienie o zwolnieniu z obowiązku zachowania tajemnicy przedstawiciela Meta, w celu uzyskania danych mogących stanowić dowód w sprawie oraz mogących pomóc w ustaleniu sprawcy przedmiotowego zdarzenia. (...)
Do dnia wydania postanowienia o umorzeniu śledztwa nie uzyskano danych pozwalających na wykrycie sprawcy przedmiotowego czynu. Mając na uwadze powyższe rozważenia oraz dokonane w sprawie ustalenia faktyczne należało umorzyć postępowanie (...) z powodu niewykrycia sprawcy przestępstwa.
Mecenas Marcin Pawelec-Jakowiecki, który specjalizuje się w reprezentacji osób w postępowaniach dotyczących zniesławienia, zniewagi oraz ochrony dóbr osobistych podkreśla, że organy ścigania mogły w tej sprawie zwrócić się o pomoc do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości lub jednego z jego terenowych zarządów.
– Dane sprawcy organy ścigania mogą uzyskać od oddziału Meta w Irlandii, w razie konieczności opcją na stole jest skorzystanie z Konwencji Rady Europy o cyberprzestępczości (tzw. „konwencji budapesztańskiej”), czyli z aktu prawnego z 2001 roku ratyfikowanego przez USA – mówi Marcin Pawelec-Jakowiecki. – I w ramach tejże konwencji można zwracać się do podmiotów w Stanach Zjednoczonych, żeby przekazały dane logowania, adresy IP lub też inne dane, które umożliwiają identyfikację potencjalnego sprawcy czynu zabronionego – informuje prawnik.
W ocenie Marcina Pawelca-Jakowieckiego jest wiele możliwości, by sprawcę namierzyć, choć nie jest to zadanie łatwe.
– Istnieje wyspecjalizowana komórka policji, która zajmuje się takimi czynami zabronionymi, które są popełniane za pośrednictwem sieci Internet – wyjaśnia prawnik. – Pracują tam wyspecjalizowani funkcjonariusze i funkcjonariuszki, którzy posiadają dużo lepszą, specjalistyczną wiedzę w zakresie uzyskiwania tychże danych. Ustalenie tożsamości sprawcy czynu zabronionego za pośrednictwem środków masowej komunikacji, jest faktycznie kłopotliwe. W XXI wieku anonimowość w internecie jest wbrew pozorom niezwykle łatwa do osiągnięcia. Takie podejście wspierają także platformy społecznościowe, które umożliwiają użytkownikom tworzenie fejkowych profili. Osoba pokrzywdzona nie ma (co do zasady) takich instrumentów, które umożliwiłoby jej samodzielnie ustalenie sprawcy przestępstwa internetowego. Największe możliwości na tym polu mają organy ścigania – dodaje mecenas.
„Zaj**ista sunia z ciebie”
Przeglądamy kilkadziesiąt zrzutów ekranu z obraźliwymi wpisami stalkera do kobiet. Czasami teksty mężczyzny są niezrozumiałe, jakby pisał je pod wpływem alkoholu albo narkotyków. Zawsze są obsesyjnie zafiksowane na seksualności, a kobieta zawsze jest w nich szmatą. Komentarze są pisane niechlujnie, bez interpunkcji, z literówkami, z niewielkim zasobem słów. W każdym komentarzu są: dupa, cycki, ruchanie, puszczanie się. Poniżej kilka komentarzy (pisownia oryginalna)
„zajebista sunia z ciebie załadowała bym w te wielkie tłuste cyce i ten twój tłusty tyłek w łóżku bym cie przeruchała lubisz to suko”
„Lubisz jak cie na dwa baty rżna jak szmate ostatnią”
„Jebać mi się chce a najbardziej Zosię”
„(…) opowiadała ze jebiesz się za kasę”
„(…) ci cipe lizała szmato”
„moja suko ty jebana masz jakiś ryż bo umieram albo blika 20 zl”
„wolna jesteś cyca widzę masz dobrego to pewnie bzykanka dobrego potrzebujesz jak maszchecodezwij odezwij się (…) mowila ze lubisz dobrze ruchanko za kase”
„slyszalas w ile ostatnio wyruchali (…) w 4 narz ją jebali jak szmate”
„maz tej w srodku wie co ona wyprawi? wiala y? (…) sprawdzam cie ale krucjacie sienz nie jednym za kasę są nagrania”
Mężczyzna, którego kobiety typują na swojego oprawcę (o ich śledztwie poniżej), ma mieszkać we wsi oddalonej od Bolesławca o 17 kilometrów. Tak o mówi o nim jeden z jego znajomych, nie wiedząc, o co mężczyzna jest podejrzewany.
– Ogólnie mogę powiedzieć tylko tyle, że to taki specyficzny człowiek jest – wyjaśnia znajomy stalkera. – Bardzo chwiejny emocjonalnie. Człowiek, który dzisiaj jest tu, jutro jest tam. Mocno zamknięty w sobie, może zakompleksiony. Mi się wydaje, że bardziej może być otwarty w internecie niż w realnym życiu. Raczej jest samotnym mężczyzną. Bo na wiosce to się widzi, że facet idzie z żoną, że już mu się dziecko urodziło, tak? To jest facet, który gdzieś potrafi na przykład rozmawiać z człowiekiem, a na drugi dzień jedzie i udaje, że go nie widzi – dodaje nasz rozmówca.
Dorwać stalkera
Po umorzeniach śledztw przez prokuraturę, pozostawione samym sobie kobiety postanowiły przeprowadzić własne śledztwo. Zaczęła Beata. Kobieta spisała wiadomości stalkera ze wszystkich kont, z jakich pisał. Skoncentrowała się na znalezieniu jak największej ilości faktów i szczegółów, które pomogłyby opisać oraz zidentyfikować nękającego ją mężczyznę.
Kobieta wynotowała, że stalker wspominał jej partnerów z nazwiska i pseudonimu. Byłego i obecnego oraz z imienia partnerkę jej byłego chłopaka. Co wskazywało, że musiał ich poznać, a co za tym idzie znajdował się w kręgu znajomych kobiety.
W końcu po przeanalizowaniu kilkunastu kont stalkera Beata trafia na jedno, z którego pisał, a które wcześniej należało do znanego jej mieszkańca Raciborowic. W kolejnych znalezionych przez nią wpisach stalkera pojawiły się szczegóły topograficzne oraz znane w Raciborowicach nazwisko. W obraźliwym komentarzu do kobiety stalker napisał: „na kamionce W (tu nazwisko – red) ciągłaś kutasa”. Kąpielisko Kamionka w Raciborowicach Górnych to niewielkie jezioro, które odwiedzają mieszkańcy gminy i przejezdni, a nazwisko na „W” należy do znanej w tej samej wsi rodziny.
„Bank Spółdzielczy Hawajskie Koszule”
Nie tylko to wskazywało, że stalker może pochodzić z Raciborowic. Kilkanaście ofiar, które nękał i którym kradł tożsamość, pochodziło z Raciborowic i okolicznych wiosek. Beata uznała, że te dziewczyny były znajomymi wytypowanego w jej śledztwie mężczyzny. A w przekonaniu, że odkryła tożsamość stalkera, utwierdziła ją sytuacji ze Snapchata.
– Wstawiłam na platformie Snapchat swój wizerunek widoczny tylko dla moich znajomych – wyjaśnia Beata. – Kiedy ktoś zrobi zrzut ekranu takiej relacji, otrzymuję automatycznie powiadomienie, kto to był. Przeglądając osoby, które zobaczyły moje zdjęcie, zauważyłam powiadomienie o zrzucie ekranu, które wykonał wytypowany przeze mnie wcześniej mężczyzna. Napisałam do niego i zapytałam, po co zrobił zrzut z moim wizerunkiem. Wtedy zareagował agresywnie, jakby miał pewność, że był anonimowy, a nagle zrozumiał, że go przyłapałam. Najpierw mnie obraził, straszył, a potem zablokował na Facebooku, Messengerze, Instagramie i Snapchacie – dodaje kobieta,. Była przekonana, że mężczyzna chciał ukraść jej zdjęcie i został na tym przyłapany.
Po tym wstępnym śledztwie inne kobiety też zaczęły przyglądać się bliżej wytypowanemu mężczyźnie (dla wygody nazwijmy go Jasiem). Do śledztwa Beaty dołączyła Olga i Katarzyna. Kobiety znalazły konto na Facebooku pod nazwą „Bank Spółdzielczy Hawajskie Koszule” (obecnie konto już nie istnieje). To konto należało wcześniej do Jasia i mimo zmiany awatara i nazwy, wciąż na koncie wyświetlały się jego dane: szkoły jakie ukończył i w jakich organizacjach działał.
Z konta „Bank Spółdzielczy Hawajskie Koszule” stalker informował znajomego, jak naciąga nieznanych mężczyzn na pieniądze, pokazując im zdjęcia, które ukradł kobietom:
– K***a na tym fejsie mam 2 konta, inne pajace przez tydzień chyba na 300 złoty blików różni wysłali, myśleli, że z dziewczyną piszą idioci, k***a tu dałnów nie brakuje” – przechwalał się stalker w wiadomości, do której dotarły kobiety.
Jaś złapany na blika
Kiedy stalker znów zaczął ogłaszać się, że sprzeda zdjęcia dziewczyn za blika, dziewczyny wpadły na pomysł.
– Zobaczyłam, że pewien mężczyzna ma „Bank Spółdzielczy Hawajskie Koszule” w znajomych na Facebooku, więc poprosiłam go o zdobycie numeru telefonu podstępem. Z kolei Katarzyna, poszkodowana koleżanka, założyła fałszywy męski profil na Instagramie, aby też uzyskać numer stalkera. Napisała do niego jako facet. Udało się zdobyć numer i potwierdzić, że to numer Jasia z Raciborowic, ponieważ znajomy miał go w swoich kontaktach – opowiada Olga.
Po tym odkryciu i ze wszystkimi zdobytymi dowodami Olga zgłosiła ponownie sprawę służbom.
– Do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na uporczywym nękaniu, podszywaniu się i kradzieży zdjęć, w celach zarobkowych oraz naruszeniu dóbr osobistych – informuje Ewa Węglarowicz-Makowska, rzecznika prasowa prokuratury. – Sprawcą tych zachowań ma być ustalony mężczyzna, znany osobiście zawiadamiającej. Zawiadamiająca została przesłuchana w charakterze świadka i przyjęto od niej ustne zawiadomienie o przestępstwie. Podczas tej czynności ustalono, iż w Prokuraturze Rejonowej w Złotoryi wszczęto śledztwo z zawiadomienia innej kobiety, które podmiotowo i przedmiotowo łączy się z postępowaniem Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze – dodaje rzeczniczka.
Sprawa jest w toku. Prokurator uzyskał opinię informatyczną, która jest analizowana i trwają przesłuchania świadków. Nikomu jeszcze w sprawie nie postawiono jednak zarzutów.
– Regułą jest to, że w pierwszej kolejności przesłuchuje się osoby pokrzywdzone po to, żeby można było zakreślić ich krąg – wyjaśnia Marcin Pawelec-Jakowiecki. – To również ma wpływ na nadanie właściwej kwalifikacji prawnej czynu zabronionego, który może być zarzucany osobie podejrzanej i dopiero niejako czynnością finalną jest przystąpienie do przesłuchania danej osoby już w charakterze podejrzanego – dodaje prawnik.
Zdaniem prawnika w tej sprawie kwalifikacji prawnych jest bardzo dużo. – Oprócz uporczywego nękania, mamy także podszywanie się pod inną osobę, wykorzystywanie wizerunku, wyrządzenie szkody majątkowej lub osobistej – mówi prawnik. – Mamy zniewagi, mamy, jak rozumiem, potencjalne pomówienia. Załóżmy, że w niektórych przypadkach może być też naruszenie prawa autorskiego – informuje mecenas.
Jak się bronić przed stalkerem w sieci?
Mecenas Marcin Pawelec-Janowiecki udziela porady, jak zabezpieczyć dowody, by przedstawić je organom ścigania.
– Najważniejszym zdaniem po naszej stronie jest zabezpieczenie dowodów – mówi mecenas. – W wielu przypadkach istnieje ryzyko zniknięcia treści w sieci, które w jakiś sposób godzą w dobra chronione prawem. Przykładowo, mamy do czynienia z pomawiającym nas wpisem w mediach społecznościowych. Wykonujemy zrzut ekranu wpisu oraz profilu, z którego się pojawił. Jest to bardzo dobry początek Dodam od siebie jedną rzecz – zrzuty ekranu z takimi wpisami, które mogą mieć charakter przestępny, powinny być wykonane w taki sposób, żeby organy ścigania czy sąd mogły ustalić datę dokonania potencjalnego czynu zabronionego. Od strony technicznej dobrym pomysłem jest dokonywanie nagrania ekranu z widoczna datą i godziną pojawienia się wpisu oraz samego nagrania. Koniecznie należy następnie zabezpieczyć to nagranie, najlepiej w paru miejscach (płyty, dyski zewnętrzne, chmura) i przedłożenie takiego dowodu później stosownym organom wraz z pisemnym czy też ustnym zawiadomieniem o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Można też zabezpieczyć dowody notarialnie (protokół otwarcia strony internetowej), ale wiązać się to może z dodatkowymi kosztami – podpowiada prawnik.
Działaczka pomagająca kobietom w takich sytuacjach podkreśla bardzo ważną sprawę zadbania o bezpieczeństwo i pomoc psychologiczną ofiary stalkingu.
– W Polsce ofiara cyberprzemocy może zwrócić się Państwowego Instytutu Badawczego NASK – informuje Gzyra-Iskandar. – To państwowa agencja, która prowadzi Dyzurnet.pl. Dyżury pełnią wykwalifikowane osoby, którym można zgłosić na przykład fakt, że w sieci znalazły się materiały wbrew naszej woli, czy w jakiś sposób łamią prawo. Oni mogą podjąć interwencję, mogą spróbować taką stronę na przykład zdjąć, choć nie dotyczy to mediów społecznościowych. Później sam fakt, że zgłaszamy coś takiego do NASK-u, a oni reagują, może być jakimś argumentem, jeżeli podejmujemy kroki prawne. Możemy oczywiście takiego człowieka blokować, na przykład każdy kolejny jego numer czy jakieś konto w mediach społecznościowych – wyjaśnia specjalistka.
Istotne jest też, by ofiara przemocy mogła porozmawiać z bliską osobą czy z psychologiem lub psychoterapeutą.
– U nas w Feminotece też można korzystać z takiego wsparcia, bo to są bardzo trudne doświadczenia – mówi Joanna Gzyra-Iskandar. – To są zdarzenia zatrważające, wprawiają w strach, w lęk, uniemożliwiają normalne życie. Czytając o kobiecie, która boi się wyjść sama nocą po atakach stalkera, chcę przypomnieć o darmowej aplikacji SafeYou, którą Feminoteka wprowadziła do Polski. Z pomocą aplikacji w obliczu zagrożenia możemy wysłać alert SOS do wcześniej wybranych przez siebie numerów SMS-em, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie wraz z naszą lokalizacją. Apka też automatycznie rozpoczyna nagrywanie, co później może być przedstawione jako dowód w sądzie – dodaje specjalistka.
Przydatne linki:
* Wszystkie imiona kobiet zostały zmienione, by je chronić.