„Kompletnie inni lekarze” niż wcześniej

Najwięcej emocji budzą słowa Piotra Romana o szpitalu i zmianach kadrowych. Prezydent wyraźnie zestawił obecną kadrę z tą sprzed kilku lat:

Dzisiaj mamy młodych, w pełni profesjonalnych lekarzy, których sposób podejścia do pacjenta jest kompletnie inny niż był jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Już nie mówię o personelu średnim, o pielęgniarkach, o salowych.

I dalej:

Proszę zobaczyć, jakie zmiany nastąpiły, kto odszedł i kto przyszedł.

To na pewno nie są neutralne słowa. W praktyce oznaczają, że wcześniejszy personel – lekarze, pielęgniarki czy salowe – został oceniony jako gorszy. Nawet jeśli prezydent chciał podkreślić rozwój szpitala, to zrobił to w sposób, który uderza w ludzi pracujących tam za czasów Adama Zdaniuka, przed erą Kamila Barczyka. Problem polega na tym, że wielu z nich nadal tam pracuje – więc to nie jest jakaś „zamknięta przeszłość”, tylko realni ludzie, którzy mogą to odebrać bardzo osobiście.

„Szkodliwa koalicja” i polityczne rozliczenia

Prezydent nie ograniczył się do ocen medycznych. Wprost odniósł się do polityki:

Dopiero po 2018, po odsunięciu szkodliwej koalicji (…) udało się doprowadzić do zmian personalnych w szpitalu, a efekt jest widoczny.

Tu już nie chodzi o szpital, tylko o narrację: wcześniej było źle, bo rządzili „oni”, teraz jest dobrze, bo przyszli „nowi”. To klasyczny język polityczny Piotra Romana, ale w kontekście szpitala – miejsca, które powinno być raczej ponad podziałami – brzmi to ostro. Zwłaszcza że prezydent mówi o „szkodliwości”, czyli przypisuje wcześniejszym władzom realną winę za zły stan placówki.

„Prywaciarze zarabiają”

Wątek szpitala pojawił się też w kontekście diagnostyki:

Sprzęt diagnostyczny był w rękach prywatnych i to po prostu prywatna osoba zarabiała, tak jak w wielu miejscach w Polsce to prywaciarze zarabiają na badaniach diagnostycznych i tego nikomu się nie chce zmienić.

Tu problemem jest uogólnienie, jakie często stosuje Piotr Roman. Prezydent nie mówi o konkretnym przypadku, tylko wrzuca cały model prywatnych usług do jednego worka. Słowo „prywaciarze” też nie jest neutralne – brzmi trochę jak zarzut, a nie opis rzeczywistości. Dla osób działających w prywatnej ochronie zdrowia to może być zwyczajnie niesprawiedliwe.

Murale jako „bohomazy”

Duże emocje może wzbudzić też fragment dotyczący przestrzeni miejskiej:

Ten parking, taki z tymi kolorowymi bohomazami, przez który przechodzi się…

Prezydent mówi wprost, że coś, co dla części mieszkańców może być sztuką albo próbą ożywienia przestrzeni, dla niego jest „bohomazem”. To słowo ma jednoznacznie negatywny wydźwięk – oznacza coś niechlujnego, bez wartości. W praktyce to nie tylko ocena estetyczna, ale też sygnał, jak władza, a szczególnie ta z Ratusza, patrzy na takie inicjatywy, najczęściej młodych ludzi.

„Wszyscy mieszkańcy się cieszą”

Prezydent odniósł się też do obecności wojsk amerykańskich:

Sonda uliczna (…) wykazała praktycznie jeden nastrój. Czyli inaczej mówiąc, wszyscy mieszkańcy Bolesławca uznają, że jest to potrzebne i cieszą się z tego.

To stwierdzenie Piotra Romana brzmi bardzo kategorycznie. Problem w tym, że w rzeczywistości rzadko kiedy „wszyscy” się z czymś zgadzają. Nawet jeśli większość ma pozytywne zdanie, to takie uogólnienie może być odebrane jako ignorowanie innych głosów. Oczywiście, w tym przypadku nie było żadnego profesjonalnego badania, tylko dziennikarze kilku redakcji zapytali kilka osób o zdanie i na tej podstawie prezydent używa sformułowania, że „wszyscy mieszkańcy się cieszą”.

„Nie mogę powiedzieć dlaczego”

Jednym z bardziej zastanawiających fragmentów była presja na szybkie decyzje w sprawie szpitala:

Jeśli nie teraz, to nigdy.

Podjęcie decyzji teraz będzie znacznie lepsze (…) Niestety nie mogę Państwu powiedzieć dlaczego.

To budzi naturalne pytania. Skoro decyzja jest tak ważna, że trzeba ją podjąć „teraz albo nigdy”, to dlaczego nie można powiedzieć wszystkiego wprost? Taki sposób argumentacji może wzbudzać nieufność – bo opiera się na zaufaniu do osoby mówiącej, a nie na konkretnych faktach. Jednak to bardzo typowe zachowanie prezydenta – wielokrotnie mówi on, że coś wie, ale nie może powiedzieć skąd albo co to za informacja. Buduje aurę tajemniczości i wszechwiedzy, a najczęściej sprzedaje własny pomysł na coś.

„Hamulcowymi są urzędnicy”

W części o połączeniu miasta z gminą padły mocne słowa w stosunku do ludzi pracujących w urzędzie przy ul. Teatralnej:

Najczęściej hamulcowymi tego połączenia (…) są urzędnicy. Urzędnicy, szczególnie urzędnicy gminy wiejskiej.

To już bezpośrednie wskazanie winnych. Nie ma tu ogólników – jest konkretna grupa i konkretna ocena. Dla tych osób to może być po prostu niesprawiedliwe, bo wrzuca wszystkich do jednego worka.

Prezydent użył też bardzo obrazowego języka:

Ja pierwszy pójdę i wykopię ten znak, że to jest gmina miejska, znak graniczny.

To oczywiście metafora, ale dość ostra. Pokazuje, jak mocno prezydent forsuje pomysł połączenia gmin.

Zapowiedź ograniczeń w oświacie

W tle całego wystąpienia pojawił się też ważny wątek:

Będziemy zwijać czy zmniejszać ilość zatrudnionych na przykład w oświacie, bo to jest nieuniknione.

To już konkretna zapowiedź zmian, które mogą dotknąć nauczycieli i pracowników szkół. Jest to po prostu informacja o nadchodzących redukcjach.


Wystąpienie, które dzieli

Całe wystąpienie było bardzo rozbudowane i dotyczyło wielu tematów – od inwestycji, przez wojsko, po szpital. Ale to nie liczby czy projekty przyciągają uwagę, tylko język.

Prezydent mówił w sposób bezpośredni, momentami bardzo ostry. Dla jednych to będzie „mówienie wprost”. Dla innych – przekroczenie granicy i brak szacunku wobec części mieszkańców czy pracowników instytucji.