Rodzina z Trzebienia pomogła grzybiarzowi, którego kolega zostawił w lesie!

Rodzina z Trzebienia pomogła grzybiarzowi, którego kolega zostawił w lesie!
fot. KPP Bolesławiec Starszy mężczyzna przyjechał z kolegą na grzyby z Trzebnicy w okolice Wierzbowej. Kiedy zgubił się w lesie, kolega odjechał bez niego. Zgłosił, jak twierdził, zaginięcie leśniczemu i wrócił do domu sam. Zagubionemu pomogli życzliwi ludzie z Trzebienia.
istotne.pl 86 trzebień, grzyby, poszukiwania

Reklama

 

Pod domem małżeństwa z Trzebienia zjawił się nieznany im starszy mężczyzna z dwoma wiadrami grzybów. Wyglądał, jakby na kogoś czekał. Był zdezorientowany i przestraszony. Czekanie się przedłużało, więc małżeństwo zagadnęło przybysza, co się stało.

– Okazało się, że pan zgubił się w lesie – opowiada żona. – Był z kolegą, który go przywiózł autem. Pan nie miał ze sobą telefonu ani żadnego numeru do kontaktu w razie zgubienia. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ani w jakim miejscu mógłby być samochód. Potrafił tylko powiedzieć, że przejeżdżali przez tory i obok leśniczówki – dodaje kobieta.

Mężczyzna nie chciał skorzystać z gościny, bo cały czas liczył, że kolega go szuka, zobaczy i zabierze do domu. Małżeństwo uznało, że zawiadomi policję

– Gdy czekaliśmy na policję, zaczęliśmy pana wypytywać, z kim przyjechał na grzyby – opowiada kobieta. – Okazało się, że jego kolega jest prezesem związku pszczelarskiego. Dedukcja i dopytywanie  ludzi pozwoliło nam wpaść na trop związku pszczelarskiego. Mąż zadzwonił do pszczelarzy i udało się zdobyć telefon do kolegi zgubionego mężczyzny. Mąż zadzwonił i poinformował, że zguba czeka w Trzebieniu. A pan kolega, ku naszemu zaskoczeniu odparł, że on jest już pod Wołowem i zgubiony starszy pan niech wraca do domu na stopa. Mąż zapytał, jak tak można było zostawić człowieka w lesie? Na co dostał odpowiedź, że zaginiecie zostało zgłoszone leśniczemu – mówi kobieta.  

Małżeństwo uznało, że odwiezie zagubionego mężczyznę na dworzec kolejowy w Bolesławcu, kupi mu bilet do Trzebnicy i tak też zrobili. Pan został odprowadzony na peron, dostał bilety i pojechał do domu. W międzyczasie przyjechała policja.

– Zaskoczeniem dla nas było to, że policja nie dostała zgłoszenia z Wierzbowej o zaginięciu. Morał z tej historii taki, aby przestrzec wszystkich, którzy wybierają się do lasu, aby zawsze mieli przy sobie telefon lub numer kontaktowy. A przede wszystkim nie ufali kolegom, którzy zostawiają ich w lesie – dodaje kobieta.

Reklama