Bolesławiecki Strajk Kobiet się zmienia: od je*** PiS do Mazurka Dąbrowskiego

Bolesławiecki Strajk Kobiet się zmienia: od je*** PiS do Mazurka Dąbrowskiego
fot. istotne.pl Z twarzami bolesławieckiego Strajku Kobiet: Kingą Gęsicką-Biały, Arturem Kuczyńskim i Dariuszem Sasem rozmawiamy o prezydencie Dudzie w kontekście umorzonej sprawy nazwania głowy państwa debilem, Mówimy też o ich preferencjach politycznych, wezwaniach na policję za krytykowanie niektórych decyzji rządu i przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy oraz o tym, jak wyglądały strajki w Bolesławcu w październiku 2020 roku, a jakie są teraz.
istotne.pl 1 dariusz sas, strajk kobiet, kinga gęsicka-biały, artur kuczyński

Reklama

Nasi rozmówcy mówią o zarządzaniu strachem przez PiS, swoich doświadczeniach z policją i sądem, oraz o tym, czy boją się konsekwencji uczestnictwa w protestach. Rozmawiamy też o zmianie charakteru pierwotnych Strajków Kobiet, na których było o wiele więcej młodzieży niż dzisiaj, a hasła wykrzykiwane przez protestujących były o wiele bardziej ostre.

Z wywiadu dowiecie się, dlaczego Dariusz Sas wciąż słałby kwiaty bolesławieckiej policji, ile zarzutów ma Kinga Gęsicka-Biały za wykrzykiwanie słów nieprzyzwoitych podczas spacerów strajkowych i dlaczego Artur Kuczyński wybrał odradzająca się bolesławiecką Platformę Obywatelską.

UWAGA! Bolesławiecki Strajk Kobiet wciąż poszukuje osób, które chciałyby na swoich posesjach, w miejscach dobrze widocznych, umieszczać plakaty i banery. Osoby zainteresowane mogą kontaktować się przez FB Bolesławiecki Strajk Kobiet.

Zapis rozmowy z twarzami bolesławieckiego Strajku Kobiet

Grażyna Hanaf: – Dzień dobry państwu. Dzisiaj z nami twarze bolesławieckiego Strajku Kobiet: Kinga Gęsicka-Biały, Artur Kuczyński i Dariusz Sas. Powiedzcie, czy ucieszyła was informacja, że sąd umorzył postępowanie w sprawie Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Dudy. Ja tylko podpowiem, że chodzi o słynną już wypowiedź Żulczyka, w której używa on słów „Andrzej Duda jest debilem”. Darku, ucieszyło cię to?

Dariusz Sas: – Ciężko powiedzieć, czy ucieszyło to, że nazwanie naszego prezydenta debilem nie jest wykroczeniem. Ja to mówię przewrotnie, dlatego że nasz prezydent dał wielokrotnie dowód tego, że jest – mówiąc delikatnie – nie w pełni rozumu, a na pewno jest sterowany i nie jest niezależny. I skoro nie jest niezależny, zachowuje się jak osoba niepełnosprawna umysłowo. Powiedzenie w ten sposób o tym człowieku jest jak najbardziej uzasadnione. Moją opinię podzielił również sąd. Aczkolwiek chciałbym żyć w kraju, w którym prezydent jest osobą niezależną, podejmuje racjonalne decyzje w imieniu narodu, a nie pana prezesa. Tak bym sobie życzył, no ale żyjemy niestety w takim a nie innym kraju i niestety takie określenie dzisiaj nie jest obrażające prezydenta, bo nie mamy prezydenta. Mamy tylko osobę pełniącą obowiązki prezydenta.

Grażyna Hanaf: – Żulczyk mówi o tym, o takich granicach, jeżeli chodzi o krytykowanie władzy. Kingo, ty masz pięć zarzutów, tak? Pięć zarzutów miałaś użycia słowa nieprzyzwoitego w przestrzeni publicznej, to jesteś raczej za Żulczykiem. A jak to się skończyło u Ciebie i co Ty o tym Żulczyku sądzisz?

Kinga Gęsicka-Biały: – U mnie to dopiero się zaczęło, dlatego że ja niespełna miesiąc temu napisałam tak jakby sprzeciw do całości wyroku nakazowego, który dostałam z sądu, żeby zapłacić jakąś tam karę w kwocie 400 zł za wypowiadanie słów nieprzyzwoitych na ulicy.

Grażyna Hanaf: – Ja się wtrącę tutaj na moment. Czy Ty już teraz wiesz od policji, jakie to były słowa? Ty nadal nie wiesz, czy powiedziałaś cholera, czy Ty powiedziałaś coś innego?

Kinga Gęsicka-Biały: – Nie wiem do tej pory, jakie to były słowa nieprzyzwoite. W każdym razie policja wystosowała wniosek z pięcioma zarzutami, a sąd tak jakby przychylił się do tego. Mój prawnik powiedział, że to nie jest pięć zarzutów, tylko to jest jeden, bo to jestem ja jako osoba. Jest ten sam dzień, ta sama miejscowość. Są tylko inne godziny i inne ulice na przykład.

Grażyna Hanaf: – Czyli po prostu krzyczałaś jedno hasło tego strajku, ale pięć razy. Artur, a Ty jesteś przedsiębiorcą. Powiedz mi, bo wszyscy trafiacie do sądów i Ty też również, ty gwizdałeś na prezydenta, deptaliście trawniki podczas wizyty Morawieckiego i przyjmowaliście go miską ryżu, co też się nikomu nie podobało z władz. Ty jesteś przedsiębiorcą, Ty się boisz tego, że tak władza reaguje na Twój obywatelski sprzeciw? Masz jakieś z tego powodu kłopoty jako przedsiębiorca?

Artur Kuczyński: – Póki co kłopotów w pracy z tego powodu żadnych nie mam. Czy je będę miał, tego nie wiem. Szczęśliwie za deptanie trawników jeszcze do sądu nie trafiliśmy. Widać te młyny pisowskiej sprawiedliwości mielą wolno dzięki deformom chyba pana Ziobry. Nie wiem, może brak jest zaangażowania należytego policjantów bolesławieckich, którzy prowadzą sprawę tych zarzutów. Czy ja się boję? Czasami taki strach jest, czy będą jakieś kontrole z tego powodu wzmożone, czy nie. Natomiast, nie sądzę żeby to miało mnie zatrzymać w tym, co robię.

Grażyna Hanaf: – W takiej rozmowie prywatnej mówiłeś kiedyś o zarządzaniu strachem i że to działa na ludzi, właśnie takie zachowanie. Ty masz na to konkretną opinię.

Artur Kuczyński: – Każdy z nas tutaj słyszał od różnych ludzi takie słowa wsparcia, ale wypowiadane niepublicznie, czyli w jakimś offie. Że super, świetna robota, też bym przyszedł na demonstrację, ale nie mogę wiesz, bo ja pracuję w urzędzie i nie mogę, bo chciałbym, chciałabym skomentować jakoś wasz post na waszym fanpage i nawet go udostępnić dalej, ale wiesz, boję się, bo jednak mój mąż pracuje mundurówce, albo, mój syn jest policjantem i mógłby mieć z tego powodu problemy. Ja nie słyszałem o jakiś konkretnych problemach ludzi, którzy pracują w służbach państwowych czy urzędach państwowych, czy w samorządowych. Takich namacalnych, jasno powiedziane, że za uczestnictwo w marszu, czy w strajku, czy wiecu naszym, czy w obronie TVN-u, czy w sprawie Izy z Pszczyny, że ktoś miał z tego powodu nieprzyjemności. Poza oczywiście na gorąco takimi sytuacjami, jakie miały miejsce, czyli spisywaniem ludzi, czy jakimś zarzutami, pseudo zarzutami za jakieś przechodzenie w niedozwolonym miejscu, deptanie trawnika etc. Nie słyszałem o żadnych służbowych konsekwencjach wyciąganych. Natomiast jest takie wrażenie u ludzi, że to się będzie działo, że tak ta władza działa. To paraliżuje wielu ludzi przed tym, żeby nawet przyjść na wiec w rynku. Taki zwykły, pokojowy, półgodzinny więc protestacyjny.

Grażyna Hanaf: – Podejrzewam, że nauczycieli to może mocno powstrzymywać, a są mocno niezadowoleni. Czy wy macie w doświadczeniu, że to jest straszne, ten kontakt z policją. Kinga, Twój kontakt z policją jaki był?

Kinga Gęsicka-Biały: Nieciekawy z tego względu, że po pierwsze, policja tak jakby nie do końca działa w pełni z prawem. A druga sprawa jest taka, że przy pewnym legitymowaniu pan policjant znał moją sytuację taką prywatną i zaszantażował mnie. Ja jestem tego zdania, że on po prostu zaszantażował mnie wtedy, a pisząc do prokuratury wychodzi na to, że jednak nie. Po prostu człowiek jest w takiej kropce, walczymy z wiatrakami.

Grażyna Hanaf: – Mówimy Kinga o tej sytuacji, kiedy po wizycie Morawieckiego otoczono was i dzielnicowy was spisywał, to jest ta sytuacja?

Kinga Gęsicka-Biały: Tak.

Artur Kuczyński: – Jeżeli mogę, to my ten kontakt z policją mamy już dość oswojony. Wielokrotnie byliśmy spisywani czy otaczani. Już przy tym wiecu Andrzeja Dudy. Spotykamy się z różnymi policjantami. Od takich bardzo gorliwych wykonawców poleceń z góry. Są też tacy, którym ewidentnie jest wstyd, że są zmuszani do pewnych działań. Są tacy, którzy wykonują swoje obowiązki narzucone i niewątpliwie przez władze z góry z pełną świadomością, że to są śliskie historie, że to są pewne nadużycia z ich strony. I robią to, bo muszą, bo się boją, bo mają kredyty i tak dalej. Ale są też tacy, którzy są bardzo gorliwi w tym, co wykonują. Zapewne im większe miasto czy im bardziej na wschód Polski, tym gorliwców jest więcej. My tutaj szczęśliwie tak dużych problemów nie mamy.

Dariusz Sas: – Na pewno atmosfera strachu, którą PiS tworzy. Bo zwykły obywatel jeśli widzi, że można podsłuchiwać szafa największej partii opozycyjnej, nie szefa, tylko przewodniczącego największego komitetu wyborczego największej partii opozycyjnej. Skoro można podsłuchiwać bardzo znanego prawnika, byłego ministra. Skoro można podsłuchiwać, bezkarnie jak się okazuje, panią prokurator, która nie zgadza się z panem Ziobro. Skoro można aresztować również bez sfingowanymi dowodami tego prawnika, to zwykły człowiek myśli: co ja mogę? Boi się, że to samo może stać się stosunku do niego. I to, co Artur mówił, co Kinga, taki strach widzimy. Dużo osób chciałby wyjść, boi się. Boi się przyznać się do swoich poglądów, dlatego że w jakiś sposób są może nie związani z tą władzą, ale ich pozycja zawodowa zależy od tej władzy nawet w bardzo pośredni sposób. Bo PiS jest bezwzględny. To są polityczni bandyci.

Grażyna Hanaf: – Darku, ja zawsze mam do ciebie takie pytanie. Chyba co wywiad Cię o to pytam i za każdym razem mówisz, że nie żałujecie, że daliście policji bukiet kwiatów. To ja zapytam inaczej, Darku, czy dalibyście kolejny raz podczas protestów policji bolesławieckiej bukiet kwiatów? Czy już nie?

Dariusz Sas: – Ja bym dał po raz kolejny, dlatego że należy odróżnić policję bolesławiecką od szefa policji w Warszawie, we Wrocławiu, w dużych miastach. Tutaj w Bolesławcu spotykamy się z taką, ja nie chcę powiedzieć życzliwością, ale nie czuję ja przynajmniej jakiejś formy zastraszania nas, jako głównych twarzy protestów jak również innych osób, które są na protestach.

Grażyna Hanaf: – Czyli co, pozdrawiamy bolesławieckich policjantów, którzy już nie dostaną nagród za to, że was nie zastraszają. To zrobiliśmy im już niedźwiedzią przysługę, fajnie. Słuchajcie, mamy dla was film. Chcemy wam pokazać, chcemy wrócić troszeczkę do pierwszego w ogóle organizowanego – tu chciałabym podkreślić Stowarzyszenie Kobiet In Gremio, 24 października 2020 roku organizuje pierwszy marsz i potem jakoś wy się organizujecie i robicie kolejne, kolejne, prawie każdego dnia – no i chciałam wam pokazać pierwszy marsz ze Strajku Kobiet i ten, który jest przedostatni, bo na pewno będą organizowane, to nie tyle był marsz czy pochód, czy spotkanie przeciwko Lex TVN. To zapraszam. Ja bym chciała wam pokazać, ile młodych ludzi szło i jakie hasło, i jaka gorąca atmosfera była. To był ten pierwszy, mocny. Teraz popatrzcie, co się dzieje niedawno. Zupełnie inni ludzie. Trochę inna atmosfera. Śpiewacie Marsz, Marsz Dąbrowski. Jest patriotycznie, jak na spotkaniu Prawa i Sprawiedliwości pod schodami smoleńskim, nie uważacie?

Dariusz Sas: – Nie, ja tak nie uważam. Wyczuwamy po prostu atmosferę, która jest na danym naszym spotkaniu.

Grażyna Hanaf: – Ale chcecie młodych? Artur, Ty apelowałeś. Artur apelował: przyprowadzajcie młodych ludzi. Ale Artur zdajesz sobie sprawę, że młodzi ludzie nie przyjdą odśpiewać hymnu?

Artur Kuczyński: – Cały więc trwał kilkadziesiąt minut, więc hymn nie był jedynym akcentem patriotycznym. To, że inaczej rozumiemy patriotyzm niż PiS, niż rząd, to nie znaczy, że nie mamy prawa do hymnu, nie mamy prawa śpiewać tego hymnu. Przecież wszystko, ta cała nasza działalności jest spowodowana troską o ojczyznę, w której żyjemy. O to, żeby moje dzieci nie chciały stąd wyjeżdżać, bo póki co mój nastoletni syn mówi: ja stąd wyjeżdżam, ja nie chcę.

Grażyna Hanaf: – Dlaczego nie ma młodych już na tym wiecu? On miał zdecydowanie inną, tam politycy występowali już bolesławieccy, lokalni. To wam się nie nasuwa, że zmieniły się marsze?

Artur Kuczyński: – To jest zupełnie inna sprawa. Ta z jesieni 2020 po tym wyroku. To jest zupełnie, nie chcę używać takiego brzydkiego słowa, okazja. W zupełnie innym celu się spotykamy. Jest inna dynamika tego.

Grażyna Hanaf: – Kinga, tęsknisz za tymi pierwszymi marszami, co dostałaś pięć zarzutów za słowa, które tam padają. Czy wolisz te marsze?

Kinga Gęsicka-Biały: Bardzo tęsknię i nie raz chciałoby mi się wyrwać parę… Osiem Gwiazdek bez gwiazdek. Tylko że, tak jak Artur tutaj powiedział, to przychodzi taka jakby inna siła. To nie są młode osoby, które wtedy były takie wyrwane, że zabiera im się tak jakby te ostatki takiej wolności kobiet i godności? A co innego jest to, co było na przykład teraz. Osoby starsze, które mają świadomość, które żyły w czasach Teleranku i wiedzą, na czym polega wolność mediów i tak dalej. No bardzo mi brakuje tej energii takich młodych osób. Osoby, które przyszły na Lex TVN, nie krzykły by razem ze mną Osiem Gwiazdek bez gwiazdek.

Grażyna Hanaf: – One oglądają TVN, bo te osoby, które tam szły na początki w październiku i później, to one już telewizji nie oglądają.

Dariusz Sas: – Też czuję się tutaj wywołany. Ja doskonale pamiętam, jakie były głosy osób, które uczestniczyły w pierwszych strajkach pod sądami. Wtedy, kiedy jeszcze nie było beska, kiedy te nasze strajki były bardzo mocno spontaniczne i na których, na każdym strajku byłem i widziałem, jakie tam osoby przychodzą. Ich głównym zarzutem było to, że nie ma młodych osób. Jak były Strajki Kobiet, to proszę zobacz jeszcze raz ten film, który nam pokazywałaś, że było bardzo dużo młodych osób, a brakowało osób starszych. Każdy strajk ma swoją dynamikę. My się już tego przez 6 lat nauczyliśmy. Na jedne strajki przychodzą osoby starsze, na inne osoby młodsze. Osoby młodsze szybciej chyba tracą zainteresowanie. Tracą chęć takiego aktywnego uczestnictwa potem w strajkach. Ale to nie znaczy, że one nie są z nami. Ja to widzę na co dzień chodząc po mieście. Wiele osób mówi dobre słowo. Staramy się na tych strajkach dostosować nasz przekaz do osób, które na tych strajkach są po prostu. Nie uważam, żeby zaśpiewanie hymnu było czymś złym. To, że nie jestem z PiS-u, to że jestem lewakiem, to nie znaczy, że nie mogę sobie zaśpiewać hymnu. Tym bardziej, że osoby które są na tym spotkaniu, myślę że też tego oczekiwały. Również na Strajku Kobiet również nam się zdarzyło dwa, trzy razy śpiewać hymn.

Grażyna Hanaf: – Darku, coming outu jako lewak tutaj dokonałeś. Słuchajcie, wy macie swoje preferencje polityczne i to się jakoś tak, że tak powiem, objawia. Kinga, Ciebie uwiódł Szymon Hołownia. Co Ty tam w nim takiego widzisz, co jest atrakcyjne dla dziewczyny ze Strajku Kobiet?

Kinga Gęsicka-Biały: Mimo tego, że się różnimy pewnymi poglądami, gdzieś tam ten ruch, od pierwszego banera, gdzieś tam ten Szymon ma mój głos. Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Nie jestem na etapie takim, że ja bym mogła wyjść z tego kościoła i tak dalej. Nie będę robić czegoś wbrew sobie, ale mimo tego, mam też swoje poglądy jako człowieka. Nie jako chrześcijanina czy niechrześcijanina. Mam swoje jakieś tam poglądy. I mimo, że w niektórych sprawach się różnimy, wiem że w ruchu Polska 2050 mam wsparcia. No i trzymam się tego.

Grażyna Hanaf: – Artur, Ty jesteś w PO. Czy Ty jesteś w PO, czy Ty jesteś z PO? I odpowiedz od razu na drugie pytanie mi, czy rzeczywiście bolesławiecka Platforma Obywatelska się odradza? Bo trochę mało w to wierzę.

Artur Kuczyński: – Byłem zwolennikiem Platformy, czy sympatykiem, czy wyborcą, który głosował na Platformę w roku chyba 11, 15, czy w latach wcześniejszych. Głosowałem w wyborach prezydenckich na Komorowskiego. Teraz zaangażowałem się troszeczkę w kampanię Trzaskowskiego, kiedy były wybory prezydenckie. Od kilku tygodni czy kilku miesięcy, w zasadzie od późnej jesieni, staram się wspomóc tutaj miejscową Platformę w tym odradzaniu się, o którym mówisz. Ja nie wiem, jak było wcześniej. Nie interesowały mnie sprawy lokalnej Platformy, lokalnego SLD, lokalnego PiS-u. Kompletnie nie wiem, kto jest kim w tych środowiskach lokalnej polityki. Natomiast chcę działać więcej w jakiś sposób na rzecz zmiany rządu w Polsce. Uważam, że ten, który jest, jest tak dalece szkodliwy, że chciałbym moje ręce, moją głowę i moje serce włożyć w jakieś dzieło, które przyczyni się do zmiany rządu. Nie wiem, czy następny będzie Platforma samodzielna czy Platforma z Hołownią, czy Platforma z Hołownią i PSL, czy w jakiejś innej konfiguracji. Nie mam zielonego pojęcia. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być coś gorszego niż to, co mamy w tej chwili. Tam, gdzie uważam, że mogę cokolwiek pomóc, tam jestem.

Grażyna Hanaf: – Darek, to ty jesteś jedyny bezpartyjny w tej gromadce?

Dariusz Sas: – Jestem partyjny w takim sensie, że kibicuję wszystkim partiom opozycyjnym. Zarówno Platformie, Hołowni…

Grażyna Hanaf: – Wiem, jakie są partie opozycyjne. A powiedz mi, to na kogo, kogo tam skreślisz, jak tyle tych partii? Bo to na wyborach nie można wszystkich skreślić?

Dariusz Sas: – A ja myślę, że można.

Grażyna Hanaf: – Skreślisz, tak… No to mamy głos oddany…

Dariusz Sas: – Dlatego, że ja cały czas powtarzam, że Polską polityką nie rządzi ani Tusk, ani Kaczyński. Będę to powtarzał do oporu. Mam nadzieję, że politycy w Warszawie potrafią liczyć. Akurat jestem matematykiem z zamiłowania, nie z wykształcenia. Zawsze powtarzam: polską polityką rządzi człowiek, który zmarł ponad 100 lat temu. Nazywa się D’Hondt. Wymyślił sposób przeliczania głosów na mandaty wyborcze. Jeśli chcemy pokonać PiS, musimy pójść jedną listą. Koniec, kropka. A jeśli chodzi odnośnie zaangażowania politycznego, to Bolesławiecki Strajk Kobiet jest apolityczny w tym sensie, że nie jest związany z żadną partią, ale popieramy wszystkie partie prodemokratyczne. Czyli wszystkie oprócz PiS-u i Konfederacji. Każdą osobę, każdy ruch, każde stowarzyszenie, każdą partię, która chce przywrócenia standardów demokratycznych w tym kraju. I taki nasz jest cel. A każdy z naszych członków oczywiście może sobie działać w jakiej partii chce.

Grażyna Hanaf: – Czyli będziecie wychodzić na ulicę za każdym razem, kiedy trzeba będzie protestować. Tak? Możecie skinąć głowami lub mrugnąć.

Dariusz Sas: – Na pewno tak to będzie wyglądało. W sprawach kobiet, naszej wolności, gdy standardy demokratyczne będą łamane, wtedy zawsze będziemy wychodzili na ulicę. Będziemy bronili naszego prawa do wolnego, demokratycznego kraju.

Grażyna Hanaf: – Bardzo Wam dziękuję. Jeszcze będziemy pisali o waszych planach, bo wiem, że się zaangażowaliście w drugą część Tour de Konstytucja. Na dzisiaj bardzo dziękuję za to, że poświęciliście nam czas i tak opowiedzieliście o tym, co z Wami, co ze Strajkiem Kobiet. Żegnam Państwa, dziękuję ślicznie.

Reklama