Lotus, dzisiaj Jezus pewnie też nie pozwoliby cię ukamienować, tak jak 2000 lat temu.
Wypędzanie dzieci przez ks. z kościoła
-
-
Ależ co wy chcecie od ks. Jeśli umawiamy się na coś, to jeśli nam zależy, to przychodzimy na umówioną godzinę. Bardzo jasno napisała to szelma. Druga sprawa; ks. Kusik nie jest osamotniony w swoim działaniu - u Wojciecha dzieci mają kody kreskowe i nawet nie ma mowy żeby poszły na mszę do innego kościoła, że nie wspomnę o innej miejscowości. I jakoś nikt nie pisze o tym na forum. Skracają wyjazd, żeby być na mszy w swojej parafii. Wiara to nie "pomodlę się kiedy MI pasuje". Uczyń coś dla Boga nie tylko wtedy gdy TOBIE pasuje. Tu już pewnie jest trochę gorzej... Spokojnej nocy.
-
Bóg powinien być wszędzie, a nie na umówioną godzinę :)
Chyba, że robił zapisy :). -
Szelma inna pisze: "Jako matka i parafianka mam nadzieję, że podobne sytuacje nie będą się powtarzały. Jednocześnie mam świadomość, że KSIEŻA SĄ TYLKO LUDŹMI i zdarza im się "po ludzku" reagować na ludzką niefrasobliwość. Tu dopadło mnie prawdziwe zaskoczenie, że KSIĘŻA SĄ TYLKO LUŹMI? Podobno sa pośrednikami między Bogiem a człowiekiem. Podobno maja moc odpusczać grzechy ludziom. A celibat? Przecież TYLKO CZŁOWIEKOWI zadrza sie od czasu do czasu zaskoczyć jakąś parafiankę, lub co najgorsze pogłaskać dziecko po główce. Szelmo to ty nie wiesz że ksiądz to jest ktoś szczególny? Wybraniec święty, szczególnie obdarowany powołaniem? To nie jest zwykły człowiek. On nie ma pociagu seksualnego, ani nie nęca go zadne porządliwośći, czy grzechy. Jak mogłaś sprowadzić jego funkcję do zwykłości? ;-) ).
-
Moje dziecko było w tej parafii u Komunii. Nie zgodzę się z przedmówczynią (Szelma), że spotkania nie są częste: otóż są. W ub roku, najpierw to były piątki - moje dziecko musiało się zwalniać z opłaconych już zajęć pozalekcyjnych i gnać do kościoła. W październiku wyglądało to tak, że wychodziła o 7. 40 z domu, potem szkoła, ze szkoły do MDK, z MDK na różaniec (tu miała 15 minut na przejście z MDK do kościoła, w sumie blisko) ale w tym czasie musiała zjeść na szybko kanapkę, targając ze sobą tornister i jeszcze plecak z mokrymi rzeczami z basenu. Różaniec, msza, a po mszy jeszcze katecheza komunijna, samo sprawdzanie obecności trwało 20 minut. W domu byłyśmy o 18. 50 - nie mamy auta, na szczęście mieszkamy blisko. Potem ksiądz zmienił to pierwsze piątki na niedziele po południu, bo się okazało, że nie ma czasu na popołudniowe nabożeństwa z okazji pierwszego piątku. Msza w niedzielę o 16. 00 - super, ale kazania NIE SĄ I NIE BYŁY DLA DZIECI. Ks. Kusik jest dr teologii i niestety mówi bardzo skomplikowanym, przepełnionym trudną terminologią teologiczną językiem - dzieci się nudzą, wiercą i nic nie rozumieją. Naprawdę mógłby sobie darować te kazania, w końcu dzieciaki mają w szkole 2 h religii, mają książkę, zeszyt i ćwiczenia (za moich czasów był katechizm który wystarczał na 6 klas szkoły podstawowej). Po mszy jeszcze ponad pół godziny spraw organizacyjnych - w sumie 1h 45 minut siedzenia w kościele, co przy temperaturze MINUS 17 STOPNI w zimie nie pozostaje bez znaczenia. Ogrzewanie w kościele jest tylko z nazwy. Dzieciaki przytupywały nogami i wierciły się bo było im po prostu ZIMNO, a ksiądz Kusik co chwilę ganił je za nieuwagę i przeszkadzanie. Tydzień przed komunią non stop próby po 2 godziny z majówka i mszą. I ciągłe darcie się na dzieci, że nie znają tekstów piosenek. Dzieci znały ale po jednej zwrotce, bo pani katechetka dała im tylko tyle tekstu i też nie wszystkim, bo tylko "dzieciom z czwórki"- one po prostu były zmęczone, naprawdę można było darować im część tych przygotowań, więc najlepiej wyjechać do Anglii lub Niemiec, przyjść dwa dni przed komunią, zapłacić datek na kościół i mieć cały rok różańców, majówek, rorat i spotkań z głowy. A potem rozwalić całotygodniowe przygotowania pozostałym rodzicom i dzieciom, wpychając swoje dziecko do kolumny dzieci przed kościołem w dniu uroczystości wg wzrostu - kolejka dzieci była przemyślana, tak, aby te aktywne (czytające, z darami itp. ) mogły siedzieć z brzegu ławki. Rodzice zagranicznych wpychając dzieciaki rozwalili cały układ i dzieci wychodzące podczas mszy siedziały na samym końcu i musiały się przepychać do wyjścia do swojej roli. Kto posyłał dziecko do komunii, wie o czym mówię, opis może brzmieć nieco chaotycznie. Te przyjezdne dzieci powinny pójść po prostu na koniec i tyle.2010-10-17, 23:05C. D. Temu wszystkiemu winna jest katechetka, która nie dopilnowała tego, nie słucha rodziców i tylko cały czas wywołuje "dzieci z czwórki", bo je zna, z racji tego, że tam uczy. Przez całe 10 miesięcy przygotowań nie zrobiła NIC, aby poznać dzieci z pozostałych szkół - wystarczyło poświęcić na to jedno przygotowanie i to nie całe. Baba była okropna, niezorganizowana i zawsze nieprzygotowana! Ja swojego dziecka nie puszczałam na roraty, bo pracuję na zmiany i wieczorem nie puszczę samego do kościoła bo się zwyczajnie boję. Takie czasy, ale kiedy tłumaczyłam to księdzu podczas kolędy, to miałam wrażenie, że mnie nie rozumie. A podobno jest nawet przepis, że dzieci do lat 10 nie mogą poruszać się po mieście same. Wracając do meritum: spotkań jest dużo, na os. Kwiatowym mieli o połowę mniej spotkań i stresów. Ks. Kusik to fajny facet, ale pewnych spraw nie przyjmuje do wiadomości i zdaje się być niereformowalny w kwestii organizacji komunijnych. Efekt jest odwrotny do zamierzonego: moje dotychczas pobożne dziecko ma serdecznie dość chodzenia do kościoła, podbijania książeczek, wyklejania obrazków itp....2010-10-17, 23:22Jeszcze chwilę się wyżalę: kwestia tzw. OBOWIĄZKOWYCH ALB czyli strojów komunijnych: alby i tylko alby! Ale do wyboru dwa kroje (dla dziewczynek), po za tym było cholernie zimno, więc każda dziewczynka miała na sobie albo sweter, albo kurtkę lub pelerynę. Dzieci "zagraniczne" - w strojach dowolnych, zupełnie innych niż zakupione na polecenie księdza. Koszt (dziewczynka) 160 zł (bez dodatków typu bielizna, wianek i buty). Byłam świadkiem jak jedna z nawiedzonych mamusiek awanturowała się, że firma nie uszyła atłasowej, tylko takie jak innym. Reklamacja uznana i w efekcie wszystkie dzieci i tak wyglądały inaczej. Firmie chyba zabrakło surowca, bo jedne dziewczynki miały złote taśmy na sukienkach, inne białe. Cały ten cyrk z albami i dodatkami nieźle nas pociągnął po kieszeni. A na allegro można było kupić przyzwoitą, białą sukienkę za ok. 50-80 zł, która posłużyłaby jeszcze na inne okazje. I proszę mi tu nie mamić oczy sloganami pt. "Skromność" lub "nie to jest najważniejsze", bo nie chodzi mi o strój (alby były całkiem ładne) tylko o ekonomię - mogłam to "załatwić" o wiele taniej. A idea "skromności" i tak wzięła w łeb, wystarczyło popatrzeć na fryzury dziewczynek - na palcach jednej ręki można było policzyć te, które czesały się w domu...
-
Maniu, prawdopodobnie znamy się z widzenia. Wygląda na to, że nasze dzieci razem chodziły na przygotowania. Moje spostrzeżenia w kilku punktach są zbieżne z Twoimi. Nie podobała mi się organizacja przygotowań, ale co do ich częstotliwości nie mam zastrzeżeń. Moje dziecko opuściło co najmniej połowę mszy roratnich (głównie z przyczyn zdrowotnych), ale nikt nie robił z tego powodu problemów. Wiedząc, że przygotowania do uroczystości komunijnych zabierają czas, zrezygnowaliśmy już na początku roku szkolnego z niektórych dodatkowych zajęć (ale nie ze wszystkich - w grafiku cotygodniowych zajęć pozostały baseny). Wracając do kwestii organizacyjnych: przykre było, gdy kilkudniowa praca sypała się na oczach wszystkich, gdyż niektórzy lekceważyli ustalony porządek (opisany przez Ciebie przypadek). Jednak zaś nie winiłabym tu księdza, tylko niektórych rodziców. Niestety, niektórym trudno jest zrozumieć, że świat nie kręci się wokół ich pępków (obrazowo mówiąc; > ). Nie sądzisz, że właśnie tych (tego typu) rodziców zabrakło na spotkaniach katechizujących? Owszem, ksiądz może jednak powinien być bardziej wymagający i stanowczy i kategorycznie zająć stanowisko w sprawie: nie burzyć ładu, który już został wypracowany (czyt. Dzieci, których nie było na próbach, odstawić do ostatniej ławki. I już). Katechetka też szczególnej siły przebicia nie miała. Brakowało, moim zdaniem, jasnych procedur. Jednakowoż one byłyby do wypracowania, gdyby rodzice rzeczywiście mieli inwencję współuczestniczenia w tym wydarzeniu. (procedur potrzebują przede wszystkim dzieciaczki - to była dla nich nowa sytuacja, a przez niesubordynację dorosłych, którzy nie pilnowali frekwencji i zachowania swoich pociech na spotkaniach, co chwilę lekko były modyfikowane zasady, co jeszcze bardziej dezorganizowało zagubione w tym wszystkim dzieci). Skoro jedna katechetka nie ogarniała sytuacji, wypadałoby wyciągnąć wnioski, ofiarować tej pani jakieś wsparcie (swoją drogą, nie chciałabym rok rocznie przeżywać tego, co ona). Ksiądz Kusik jest osobą bardzo inteligentną. Wierzę, że kolejne doświadczenia pozwolą mu na wypracowanie właściwych mechanizmów współpracy z parafianami (a nie są oni łatwą materią; > ). Sądzę, że to powinna być lekcja dla nas wszystkich.2010-10-17, 23:53Jeżeli chodzi o alby, niemal zeskanowałaś moje myśli, spostrzeżenia. Kolejna sprawa - fryzury dziewczynek. O ile na wybór alb (producenta) wpływ miał ksiądz, o tyle on tych młodych kobietek za rączkę do fryzjera nie zaprowadził. Zaś rodzice dali się wciągnąć w machinę "wyścigu szczurów". Mnie to żenowało, smuciło. Proponowałabym "proceduralny" zakaz wymyślnych fryzur na ten dzień :-)
Skromność i dobre uczynki to najlepszy strój dla dziewczynki - tak mawiał mój tata. Jestem mu szalenie wdzięczna za to przesłanie. Ze strony organizatorów (księdza, katechetki) zabrakło tych jakże prostych wskazówek. P. S. Moje dziecko na różaniec nadal bardzo chętnie uczęszcza. Nie robi żadnego problemu ze zbierania naklejek, czy "kolekcjonowania autografów". -
Tak to była kwestia czasu. Ja osoba dorosła również zostałam "wyrzucona" z tegoż kościoła! O całej sprawie napisałam na stronie internetowej w/w kościoła i do dzisiaj cisza! Zero reakcji! Ja z kuzynka usłyszałyśmy spod ołtarza wrzaski "proszę wyjść kościół zamknięty! No gdyby był zamknięty to byśmy nie weszły. Chyba, ze nastąpił cud!
-
Ja z mężem i dzieckiem też usłyszeliśmy takie słowa. "Proszę iść do innego kościoła ten jest zamknięty" Jak można? Chcieliśmy się pomodlić.
-
Maniu ile czasu poświęciłaś TY, żeby poznać tę okropną katechetkę "z czwórki"? Dużo łatwiej wymagać od kogoś, gorzej od siebie. Nie dziw się pani katechetce, że bierze dzieci "z czwórki". Jeśli tam pracuje to zna je lepiej, niż z innej szkoły i wie, na których może polegać. Ty pewnie postąpiłabyś podobnie. Jeśli chciałaś, żeby Twoje dziecko czytało mogłaś podejść i zasugerować/powiedzieć katechetce. Tylko u nas przyjęło się, że angażujemy się bardzo niechętnie, ale oceniamy już raczej chętnie (i często negatywnie). Kiedy moje dziecko miało problem w szkole - poszłam i wyjaśniłam z kobietą. Moje dziecko przystąpiło do pierwszej komunii i starałam się przygotować je dobrze, nie patrzyłam na dzieci z zagranicy. A cóż mnie obchodzi, że nie chodziły na nabożeństwa? Oszukują siebie, i co najgorsze, dzieci. (Przepis mówi o wieku 7 lat. ). Pro_pain Bóg jest wszędzie, tylko ty Go nie dostrzegasz ;).
-
"Pro_pain Bóg jest wszędzie, tylko ty Go nie dostrzegasz ;) A u Jasia w piwnicy też? Przecież Jasio nie ma piwnicy. :).
-
@Ojeja, powiem ci jak to wyglada u nas "za granica" :D dzieci komunijne chodza caly rok na przygotowania w sob. I nabozenstwa niedzielne. Wiele z tych rodzin dojezdza po 50 km. Rodzice chcacy poslac swoje dziecko do 1. Komunii sw. W pl. Otrzymuja od ks. Z polskiej misji katolickiej zaswiadczenie ktore jest honorowane przez polskich proboszczow. Piszesz cyt... "oceniamy już raczej chętnie (i często negatywnie)" i niestety sama dajesz przyklad.
-
Do li: proszę nie obrażaj mojego psa... bo mój pies ma miejsce w domu a nie za progiem to po pierwsze... po drugie pies niejednokrotnie przewyższa wartość, człowieka, a po trzecie ja oficjalnie z kościoła z dziećmi bym nie wyszła na żądanie księdza bo nie do księdza przychodzą ludzie i dzieci ale w innym celu. Do Boga, lecz czy, niektórzy księża już naprawdę zapomnieli o swoim powołaniu... zampmnieli o Bogu? O! Ja naiwna.
-
Mania napisała: "tydzień przed komunią non stop próby po 2 godziny z majówka i mszą. I ciągłe darcie się na dzieci, że nie znają tekstów piosenek. Dzieci znały ale po jednej zwrotce, bo pani katechetka dała im tylko tyle tekstu i też nie wszystkim, bo tylko "dzieciom z czwórki"- one po prostu były zmęczone, naprawdę można było darować im część tych przygotowań, więc najlepiej wyjechać do Anglii lub Niemiec, przyjść dwa dni przed komunią, zapłacić datek na kościół i mieć cały rok różańców, majówek, rorat i spotkań z głowy. A potem rozwalić całotygodniowe przygotowania pozostałym."Czytam to i myślę, że wiele się zmieniło. Do I Komunii przystępowałam za tzw. komuny. Wtedy jeszcze nie śpiewało się piosenek w kościele, tylko pieśni religijne, których można było nauczyć się z książeczki do nabożeństwa.Na majówki chodziło się do parku, a do kościoła na nabożeństwo majowe i nie tylko przez rok w celu przygotowań. Roraty były tylko rano. Spotkania i próby w kościele były dla dzieci przyjemnością (dla księdza może mniejszą), bo z naszą grzecznościa było różnie. Był czas na MDK, basen i zajęcia popołudniowe w kościele. Pozdrawiam siostry zakonne. Wiele się zmieniło w życiu przeciętnego katolika.
-
Uważam, że nie ma usprawiedliwienia dla Księdza, który kazał im wyjsć ze mszy. Nie ważne, że spotkanie miało być w innej godzinie. Dzisiejsza postawa kleru nie wiele ma wspólnego z chrześcijaństwem. Jestem praktykujacą katoliczką i dobrze znam biblię, lecz ten ksiądz moim zdaniem nie powinien udzielać sakramentu Komunii, to nie urząd.
-
Prostacy maja zwsze proste roziwazania. Masz Nobla za rozwiazanie.