Kacha. Nie mam leku przed utratą klejnotów władzy. Za długo żyję na tym świecie. Uważam tylko, że sztuczne ustalanie ile kobiet ile mężczyzn nie ma sensu. Wybieramy tych których uważamy za dobrych chociaż niestety później okazuje się, że wybór był kiepski. O braku kobiet w polityce itp. nie świadczą zachowawcze działania chłopów tylko brak kobiet gotowych do rywalizacji i elektorat. A w tym elektoracie około 50% stanowią kobiety, które biorąc pod uwagę wyniki wyborów w większości głosują na mężczyzn, albo może nie chodzą na wybory. A może uchwalimy następną ustawę nakazującą głosować mężczyznom na kobiety i odwrotnie. Jak to będzie fajnie jak jeden absurd będziemy wspierać innym. A facet o nazwisku N... ski na polityczną emeryturę bez czynnego i biernego prawa wyborczego, ale to niemożliwe bo nikt mu nie zabroni.
Parytet w wyborach – zbieramy podpisy
Dyskusja dla wiadomości: Parytet w wyborach – zbieramy podpisy.
-
-
Z punktu widzenia mężczyzny jest to również /co trzeba przyznać/ samo asekuracja. Mężczyzni zdecydowanie preferują panie zajmujące się domem niż zalatane "babochłopy" które w domu potrafią przypalić nawet wodę na herbatę. Sam fakt demokracji i swobody wyboru powinien zdecydowanie wystarczyć. Proszę zobaczyć jak nasza przewodnicząca /kobieta /działa w radzie. Ma moc -- prawda. Zdołała nawet przekonać innych że córka powinna być opłacana z budżetu a nawet otrzymywać za to nagrody. Poproszona o wypowiedz dla internautów olała nas. Nasze trzy panie wypowiadające się o parytecie we wcześniejszym artykule nawet nie próbowały się zmierzyć z tematem zadanym na forum. /Bo tematem je interesującym jest tylko i wyłącznie sam parytet/.2009-12-30, 09:30"Rodzić po ludzku " -- można by ale panie w radzie/oprócz pani Dul/ głosowały raczej za basenem.
-
"Pomoc kobietom w walce o miejsce w parlamencie jest nie tylko sprzeczna z konstytucją, ale i upokarzająca i zagrażająca demokracji - uważają przeciwniczki ustawowego zagwarantowania kobietom połowy miejsc na listach wyborczych, a informuje o tym "Dziennik Gazeta Prawna". Napisały one list protestacyjny w tej sprawie. Podpisało go kilkaset kobiet, a wśród nich m.in. prof. Jadwiga Staniszkis czy dr Barbara Fedyszak-Radziejowska z PAN. Zdecydowanie sprzeciwiają się one wprowadzenia parytetów dotyczących 50% udziału kobiet w parlamencie, rządzie, nauce. Takie rozwiązanie zamiast promować kobiety sugeruje, że nie są one na tyle zdolne i przedsiębiorcze, aby samodzielnie, bez dodatkowego wsparcia osiągnąć sukces. ".
-
Widzę że wszyscy się przyczepiają chorego umysłowo Niesiołowskiego. Z chorób się wyśmiewać nie należy. Inną rzeczą jest instrumentalne wykorzystywanie chorych dla swoich potrzeb czy udawanie głupka jak to robi bezczelniak Palikot.
-
Dlaczego osoby popierajace parytet tak nieudolnie bronia go tutaj? Dlaczego tak rzadko zabieraja tutaj rzeczowy glos w dyskusji? Zapraszamy po raz kolejny do wziecia udzialu w KULTURALNEJ rozmowie.2009-12-30, 11:39Paliko-Niesiolyzm stal sie tutaj chwilowym watkiem. Wymarl on w dyskusji tak samo szybko jak wielu ma on zwolennikow :).
-
Wiele osób, które podpisywały listy, to znaczy wielu mężczyzn, pytało o to samo i takie same wysuwali argumenty. To nie potraficie sobie same poradzić? No, właśnie sobie radzimy, odpowiadałam. Wiele osób myślało błędnie, że parytet oznacza właśnie obowiązkowe wejście kobiet do parlamentu i rad samorządowych, czy nawet rządu. Proces realnego, wspólnego rządzenia krajem przez kobiety i mężczyzn nie będzie tak prosty i szybki. Dlatego nie boję się go tak jak prof. Jadwiga Staniszkis :) ani mnie on nie upokarza. Czekam na niego i robię to co w mogę, by się udało.
-
Dla tych ktorzy sa przeciwko parytetowi i chcieliby podpisac swoj sprzeciw zostala stworzona specjalna strona - http://parytety.pl/index.php.
-
Grażyno, a kiedy to profesor Staniszkis powiedziała, że boi się parytetu? Pani Profesor wszystko co w życiu osiągnęła, nie zawdzięcza jakimś śmiesznym przywilejom lecz dzięki własnej OSOBOWOŚCI i WYTRWAŁEJ PRACY. Jeszcze raz ponawiam propozycję - zawalcz o równouprawnienie kobiet tam, gdzie ono rzeczywiście nie występuje: np. w krajach arabskich.
-
Jestem obywatelką Polski, o równouprawnienie walczyć będę tutaj. Papo, a Ty walcz przeciw równouprawnieniu kobiet w Skandynawii, tam sprawy poszły dalej niż w Polsce, tam dopiero jest z kim polemizować! Dlaczego walczysz w Polsce?
-
Grazyna po czesci ma racje z tym ze bedac w Polsce chce sprzatac wlasne podworko. Nie zgadzam sie jednak ze parytet to dobra metoda na uswiadamianie praw kobiet. Powtorze sie - lepiej pobudzac kobiece ambicje niz na sile wprowadzac je do polityki. Nie ma nic zlego w tym by np kobieta zostala prezydentem Polski - jest wiele kobiet ktore chetniej widzialbym na tym miejscu niz obecnych dwoch najsilniejszych kandydatow w przyszlych wyborach. Jednak nic na sile... Uswiadamiajcie a nie wymuszajcie.
-
Przyglądam się tej dyskusji już dłuższy czas i postanowiłem wreszcie zabrać głos. Pogratulować muszę tu dyskutantowi o dźwięcznej ksywce Antymizoandryk (swoją drogą niezwykle zmyślnej :) - gdyż, użyje przytoczonego już tutaj określenia, "zniósł swoich oponentów z powierzchni ziemi". Wydaje mi się, że całość dyskusji o parytecie opiera się na błędnych fundamentach. Bo dyskutując o parytecie mowy być nie może o wolności czy równości. To mydlenie oczu - czy to intencjonalne czy też nie. W postach kachy i innych zwolenniczek tego postulatu widzimy jedno - rzecz która mnie wręcz przeraza. Widzimy bardzo monochromatyczne widzenie świata - owe Panie widzą chyba świat jako ciągłą walkę płci. Ja tak tego nie odbieram. Stwierdzenia takie jak "czy kobiety będą rządzić lepiej" są nie na miejscu - bo zakładają, iż teraz całość władzy jest w rekach mężczyzn, a kiedyś znajdzie się w rekach kobiet. Pytam was drogie Panie - po co na sztandarach swoich wypisujecie hasła równości i demokracji i twierdzicie, że parytet jest drogą do ich realizacji? To nieprawda. Jeśli natomiast odważnie i autentycznie stwierdzicie, iż waszym celem jest nie równość, a jest nim przewaga kobiet w stanowieniu władzy - zyskacie chociaż autentyczność. "Władza w rekach kobiet" może być dla was wartością jak najbardziej autoteliczną. Tylko po co bajki o równości? Kobiety są w Polsce dyskryminowane - na wielu płaszczyznach. To nie opinia - to fakt. Kobietą trudniej jest zajmować wysokie stanowiska i zdecydowanie rzadziej im się to udaje. Kobiety dominują wśród pracowników najniższego szczebla w wielu branżach. Stanowią też mniejszość w radach, sejmikach czy w parlamencie. I zgadzam się, że stanowi to spory problem. Jednak nie jest spowodowane stanem prawnym - ten nie ma wielkiego wpływu na taki stan rzeczy. Problem jest natury mentalnej - dotyczy zarówno poglądów pokutujących wśród mężczyzn jak i przede wszystkim wśród kobiet. Chcąc ten stan rzeczy zmienić skupiłbym się na edukacji - zarówno kobiet jak i mężczyzn. Na uświadamianiu ważnej roli, jaką mogą pełnić kobiety w strukturach władzy. Kobiety muszą chcieć "iść w politykę" same... bez prawnej pomocy i wsparcia. Jestem studentem socjologii - kierunku dość mocno sfeminizowanego (na roku przewaga kobiet jest widoczna gołym okiem... co akurat ma swoje liczne dobre strony :). Kilku kolegów deklarowało swoje ambicje polityczne, jednocześnie nie robiła tego żadna z koleżanek - być może po prostu nie chciały się do tego przyznać. Jednocześnie nie przeszkadzało to im mierzyć wysoko w innych branżach, być aktywnymi społecznie, zaangażowanymi w prace stowarzyszeń itp. Coś jednak od tej polityki odrzucało...
-
Albinie, czy aby nie jesteś wcieleniem Antymizoandryka, którego nikt nie pochwalił za zmyślny lub wymyślny nik? Bo jakoś mi tak do tego pasuje Twoja inwokacja, że ją upoetycznie: Antymiozoanryku Ty jesteś jak potop. Zniosłeś swych oponentów w pył, w proch i w potok... Ile cie trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię nazwał... Piękność twą w całej ozdobie... No jakoś tak to leciało :)
Pozdrawiam, bo dyskutować nie ma jak. -
Tia - fajna zagryweczka - o odpowiedzi ani jednej z twojej strony nie ma. Nie jestem wcieleniem antymizoandryka - za to uwazam, ze cie chlopak po prostu w dyskusji "zjadł". Dlaczego nie odpowiadasz na proste pytania? Wkurzasz się, że ktoś mówi o parytecie rudych czy łysych, a jednocześnie twoje wypowiedzi na poważne moje pytania dosięgają jeszcze niższego poziomu. Farsa to nie odpowiedź - to zasłona. Czy twoim zdaniem wprowadzenie parytetu oznaczać będzie zwiększenie "równości i demokracji" w naszym kraju? Czy raczej li tylko wzrost udziału kobiet w sprawowaniu władzy?
-
Stanowisko w sprawie tego "parytetu" mam bardzo jasno sprecyzowane ale nie ukrywam, że z zainteresowaniem czytam wszelkie argumenty "za" i "przeciw".Pani Grażyno.Chciałbym tylko "uściślić" Pani wypowiedź z godz. 11:55.W pierwszym zdaniu pojawia się zwrot "wiele osób" i dookreślenie "wielu mężczyzn".Czy kolejny wpis "wiele osób" oznacza również "wielu mężczyzn" ?Czy może, w tym przypadku , należy domniemywać, że kobiety również błędnie rozumiały pojęcie parytetu ?Pozdrawiam
-
Oto i Albin się odezwał ze swoją interpretacją co poniektórych i moich wypowiedzi: Po pierwsze uważam, że w świecie chodzi o walkę płci, ale bynajmniej nie o taką, o jaką Ci tutaj chodzi - tę walkę płci opisują raczej socjobiologowie (Wilson, tak, Wilson, choć przestarzały). Dlatego ta walka, to raczej walka jednej płci o drugą :) :) :)
Pragnę zauważyć, że już dawno temu pisałam i o problemach mężczyzn w zmieniającej się rzeczywistości społecznej i kulturowej (który to problem jest tu na przykład ignorowany) i o wychowaniu dzieci! Tak, nie musisz śledzić wszystkich moich wypowiedzi, ja też nie mam czasu by za każdym razem pisać o wszystkim, co myślę na dany temat. Pisałam swego czasu też o niedawno ponownie tu poruszonym problemie: co zrobić, by parytet nie był traktowany jako coś, co daje kobietom fory, a wcale się im nie należy? Mam te same obawy, co na przykład profesor Staniszkis. Ale Ty jako student socjologii sam mówisz: wychowanie najważniejsze, ale już teraz trzeba byłoby mieć pewność, że proces wychowania idzie we właściwym kierunku. A poza tym, że oczekiwanie na wyniki to przynajmniej 25 lat. Dziękuję bardzo, ale jak dla mnie to trochę długo. Ty możesz czekać, wszak jesteś mężczyzną, mnie to nie cieszy. Dlatego: PARYTET traktuję w moim wyobrażeniu jako ustawę PRZEJŚCIOWĄ mogącą pomóc kobietom na ich zaktywizowanie! Ja wiem, że mężczyźni mają w sobie więcej agresji, a ta daje im większy asumpt do tego, by sięgali po władzę. Ja nie oczekuję, że wyrosną mi wąsy, jak parytet (tylko jako pół na pół na listach wyborczych) wejdzie w życie. Nie chcę być mężczyzną. Nie chcę walczyć z mężczyznami dlatego, że są mężczyznami. Nie mam na to ochoty, pewnie brakuje mi trochę tej męskiej agresji. Chcę tylko, by panowie nieco chętniej zaczęli się dzielić władzą. Aha! Jeśli piszesz o mnie, to to jest forum, możesz się do mnie zwrocić bezpośrednio! Wiesz, takie mówienie obok jest bardzo męskie. Podobnie jak zdrobnienia, ktorymi niedawno potraktowano tu "Grażynkę". Oto my, kobiety (jak dzieci) nie zasługujemy na równe traktowanie.