Może napisałaś to ironicznie, a może nie. Ale wszyscy wiemy skąd się biorą dzieci. W leczenie farmakologiczne bezpłodności nie wierzę. przepraszam, podobno się niektórym udało. Więc czy lepiej mieć dziecko poczęte dzięki chemii, czy spłodzone, czy też adoptowane?A Marischko: homeopatia polega na tym żeby leczyć się tym co nas zatruło. Np. po wieczornym pijaństwie walnąć rano kielicha.2010-06-22, 21:00Zaraz się odezwie Oszczędny żeby mnie zrypać.
Chce zajsc w ciaze
-
-
Nie będe się rozpisywać ale napisze a propos adopcji: majac własne biologiczne dzieci nigdy nie mamy pewności, że nie wyrosna z nich potwory, mimo naszych starań włożonych w ich wychowanie.
-
Potwory się nie rodzą, potwory są wychowywane :-/.
-
Mam doświadczenie z kaszalotami, biorę każdą na roga. A w ostateczność wyru... am w du...
-
Lotusie, moje prywatne zdanie jest takie, że adopcja jak najbardziej, a zastanawiam się co trzeba zrobić, zeby wychować potwora, nie mówie o patologicznych rodzinach. Nie znam takiego osobiscie ale jak ogladam reportarze i płaczące matki morderców, ze nie poznaja swoich dzieci to myslę, ze każdy popełnia błedy wychowawcze, tylko nie każde dziecko zamienia sie w potwora.
-
Już na mnie naskoczyliście, jak bym co najmniej zbrodnię popełniła, pomyślcie i wy sto razy, nic nie mam przeciw adopcji i wychowywaniu dzieci, które nie maja rodziców. Ale jak można tak głupio powiedzieć, że gdy pół roku nie zachodzi się wciąż, to adoptować, i nie p... mi, że to to samo co własne. Jak by tak było, to po ki czort by było się męczyć całą ciąże, nie lepiej by adoptować? A tym bardziej gdy zajście w ciążę zagraża naszemu życiu. Koniku twoja dziewczyna powiedziała! Ja doskonale wiem od czego zachodzi się w ciążę i nie ucz matki robienia dzieci. Bywają sytuacje, kiedy mimo starań, nie można zajść w ciążę i trzeba się leczyć, to takie trudne do zrozumienia? A napisałam tak, bo wiem z własnego doświadczenia, nie mam nastu lat i trochę już o życiu wiem, a Wam to z czasem przyjdzie. I nigdy nie twierdziłam, ze moje dzieci są naj, nie jestem zwolenniczką wynoszenia ich na piedestały i nigdy nie wychwalam. Bo są normalnymi dziećmi a nie ideałami, nie jestem zaślepiona, jak to u niektórych bywa, a co widać szczególnie na szkolnych zebraniach. Więc zapytajcie o więcej szczegółów, bo jeśli coś jest nie dopisane i nie wiecie na pewno a czepcie się jak rzep psiego ogona.
-
A teraz bardzo proszę moi dobroduszni, mil ( przynajmniej tak się tu pokazujecie ) powiem dlaczego ja mam takie zdanie na ten temat. A właśnie przez takich miłych i dobrodusznych, którzy wzięli dziecko z domu dziecka, a później opowiadali cuda, przez takich którzy z chwila narodzin własnego dziecka, to odstawili na dalszy plan, przez takich, którzy porzucili, jak bezużyteczną zabawkę, gdy się już znudziła. Jeszcze powiedzcie mi, co uczyniliście poza gadaniem dla tych dzieci? Gdzie byliście, jak były założone tematy, żeby zrobić choć mała niespodziankę dla dzieci z domu dziecka? Gdzie byliście, gdy złożyłam temat, którego celem było miedzy innymi pomoc dzieciom? Ilu z Was pomogło? W gadaniu i robieniu z siebie dobrych serduszek, jesteście na samym początku, w praktyce jakoś to się gubi!
-
Oj Marischka, Marischka... taka duża a taka... średniomądra...
-
I co zagieła was? Brawo Marischka.
-
Marischka ja jestem w trakcie starań o adopcję i nie utożsamiam się z tymi ludź, o których pisałaś. Powiem też, że droga jest trudna i długa i nikt normalny, który tego nie traktuje poważnie nie da rady dojść do końca tej drogi. A jak zostaniemy juz rodzicami adopcyjnymi bedziemy najszczesliwszymi ludzi w powiecie. Wydaje mi się, ze brak Ci ogłady i opanowania w wyrażania swoich treści a efekt jest taki, ze ludzie biorą Cie za pieniacza.
-
Marischka niestety ma sporo racji w tym, ze geny w wielu sprawach przegrywaja z wychowaniem i mozecie sobie krzyczec, ze i wlasne dziecko na dziada moze wyrosnac... no moze, nikt nie powiedzial, ze nie... a ktos z was zanim staral sie o dziecko zainteresowal sie, kim byl tatus czy mamusia, babcia pradziadek żonki, czy meza? Po kim ma sklonnosci takie i takie? Pewnie nikt. Z adoptowanymi dziecmi teraz w wiekszosci sie wie, ze matka byla narkomanka i dawala D... ze tatus chlal i siedzi w wiezeniu, kiedys tego ludzie nie wiedzieli, albo nie mogli wiedziec... i z adopcjami tak bylo, ze w wiekszosci sie nie udawaly, to znaczy, ze sie udawaly do momentu dorastania, kiedy to slodka dziewczynka nagle zaczela uciekac z domu. Palic, cpac, puszczac sie, nie wracac na noc do domu... prowadzanie do psychologa nie wiele pomagalo, rodzice w koncu za namowa zespolu terapeutycznego pojechali do Domu Dziecka skad byla dziewczynka, zebrali informacje o rodzicach i to nie tylko z Domu Dziecka, ale z rodzinnej miejscowosci... okazalo sie, ze patologia do 3 pokolenia... to przyklad moich znajomych... ich ciezka walka, by dziecku ktore jest w wieku buntu wytlumaczyc, ze nie musi skonczyc tak jak jej rodzice... o ktoreych ona sama nic wczesniej nie wiedziala... ogromny szok, ogromne rozczarowania, walka, zawal serca jednego z rodzicow... Inny przyklad... lekarz dosc znany w Boleslawcu. Adoptowal syna... on pobozny, uczciwy, dobry, zona tez. Chlopak jest juz dorosly, kradnie, cpa, ma zone, dziecko, innej zrobil dziecko, zostawil zone, potem zostawil tamta. Przyklady mozna mnozyc... ale nie naskakujcie na dziewczyne tylko dlatego, ze powiedziala, zeby uwazac z adopcja... ja mysle, ze kazdy powinien wiedziec na co sie decycuje... biorac dziecko z rodziny patologicznej od razu sobie uswiadamiac zagrozenia i nie oczekiwac, ze sama milosc wystarczy... tylko od razu przygotowac sie na walke o to dziecko... Dzieci trzeba kochac. Obojetnie czy nasze biologiczne, czy nie, ale trzeba im tez pomagac przejsc przez zycie do doroslosci. Dzieci w domach dziecka sa biedne, zlaknione rodziny i milosci, żal, ze musza tam byc. I to wspaniale, ze sa ludzie o otwartych secach, ktorzy je stamtad zabieraja, ale czasem milosc nie wystarczy. Chyba to chcila napisac dziewczyna, ktora tu zlinczowaliscie... Nie loguje sie, wiec dzis tyldowo... rusalka.
-
Rusałko, oto właśnie mi chodziło. Ale gdy się przytakuje i stula uszy, dostosowując się do grupy i mówiąc, to co im w danej chwili pasuje, to jest wszystko ok, gorzej gdy wyraża się własne zdanie. Mam w rodzinie wychowankę z domu dziecka, druga jest żoną mojego sąsiada, następna jest adopcyjną córką pewnej pani, z którą rozmawiałam i jej płacz nie miał końca. Mimo że kochała, wychowała jak najlepiej umie, dała z siebie wszystko, dziewczyna poszła w ślady swojej biologicznej matki, krzywdząc przybranych rodziców, kochającego męża i swoje własne dzieci. Pierwsza o której napisałam, całkiem niedawno też porzuciła męża i dzieci, nawet do nich nie zadzwoni :/ druga, też z mężem przed rozwodem, dziecko jakoś nie za bardzo jej w głowie :/ To jest smutna, ale prawdziwe. Niby dlaczego mam siedzieć cicho i udawać, że coś takiego się nie dzieje? Nie twierdzę, ze wszystkie te dzieci są złe, do jak każde dziecko są kochane i potrzebują miłości i serca. Mi samej łzy kapią gdy widzę te smutne twarzyczki i z chęcią dałabym z siebie wszystko, żeby było im na świecie dobrze. Ale nikt mi nie może powiedzieć, że nie dziedziczy się genów i pewnego zachowania po rodzicach. Fakt wychowanie dużo daje, ale natury nie do końca da się oszukać. Nie chcę broń Boże nikogo tu zniechęcać do adopcji, a wręcz przeciwnie, jeśli możesz. Dać szczęście to je daj, ale nie z myślą o samym sobie, lecz w większym nastawieniu na to dziecko, żeby nigdy go nie skrzywdzić.
-
Ok Marischko zrozumiałam intencję, masz duzo racji w tym co piszesz, los jednak jest nieodgadniony i nie mozna z góry zakładać, że będzie źle.
-
Olu w niczym nie można tego zakładać, bo wszystko ma swoje i dobre i złe strony. Taj jak nie możesz przewidzieć tego co będzie jutro tak i życia nie da się przewidzieć, ale zawsze na wszystko trzeba spojrzeć z każdej strony jaka by ona nie była. Ale powiedz sama tak szczerze, ze gdyby była taka możliwość, czy nie zrobiła byś wszystkiego co w twojej mocy, żeby urodzić swoje własne dziecko? Nie chcę Ci w żaden sposób robić przykrości, ani przyprawiać o smutek i życzę prawdziwej miłości od tego małego człowieczka, Wiem, że niektóre moje słowa zabolały, nie napisałam tego w złej wierze. Po prostu powaliło mnie na kolana, jak ktoś napisał, że nie ma żadnej różnicy czy to dziecko jest Twoje, czy adopcyjne. I wcale nie chodzi mi o uczucie, jakim sie będzie je darzyło i Ty z pewnością też to czujesz i też o tym wiesz. Drugą rzeczą, która w jakiś sposób mnie ruszyła, było to, że ktoś napisał bzdurnie, że nie od leków zachodzi się w ciążę, są sytuacje, kiedy mimo że się jest płodnym coś stoi na przeszkodzie, żeby do zapłodnienia doszło, mogą to być zaburzenia hormonalne, które się leczy. Sama leczyłam się przez trzy lata, żeby móc urodzić córeczkę. To chyba na tyle z mojej strony w tym temacie.
-
Rusałko, Niesamowite jest to co piszesz. I ja dodam swoje przykłady: Rodzice jak z ksiązki, chodzą do kościoła, córkę wychowali na swietną specjalistkę w swojej dziedzinie a syn? Ladaco jedno! Panny na prawo i lewo, nie skonczył szkoły, dzieci w każdym zakątku świata! Nie dość, że nie był adoptowany to jeszcze z pełnej rodziny pochodził! Inny: Znajoma - rozwódka, pije bez przerwy, dzieci zaniedbane po ulicy biegają (jej biologiczne), jej konkubent - z pełnej rodziny, nie pracuje, dno zupełne. I dasz wiarę? Oboje pochodzą z pełnych rodzin, córka i syn obojga swoich rodziców... Czyli: Wiesz co chcę powiedzieć? Że tak samo wychowujesz dziecko swoje i dziecko przysposobione. I nie masz pojęcia jak wychowasz, bo wpływa na to wiele czynników. Nie generalizuj i nie przytaczaj przykładów z innych podwórek... Jestem matką adopcyjną i tak samo boję się o wychowanie swojej córki, jak każdy z Was, mający swoje biologiczne dzieci. I w tym temacie różnica jest tylko jedna: ja wiem o czym mówię, a Ty raczej nie bardzo... I jesli chcesz porozmawiać to proponuję realny grunt a nie internet i wirtualną rzeczywistość. Ja mam odwagę, a Ty?