Wychodzę z założenia, że ślub jest w ogóle niepotrzebny. Przynajmniej partnerom zależy i jakoś pielęgnują ten związek "ku" lepszemu. W razie "niezgody" charakterów" też łatwo się rozejść. W każdym razie nie wiem dlaczego się przyjęło, że życie "bez ślubu" jest złe ;-)
Później tylko sie słyszy: " Moja żona miała na drugie pomyłka" ;-)
" Mój mąż to nieudacznik". "Ona tylko uprawia seks klasyczny". " On nie potrafi mnie zaspokoić " itp itd. A najważniejsze jest pytanie: Kto naprawdę kogo ciągnie do ślubu? ;-).
Być żoną
Dyskusja dla wiadomości: Być żoną.
-
-
Popieram :) wg mnie związkom bez ślubu żyje się lepiej, ponieważ nie ma tego uczucia, że partner jest zdobyty i teraz nie trzeba tak dbać o związek. Dużo par poznaje prawdziwe oblicze partnera dopiero po ślubie. Dlatego wolałabym nie brać ślubu jak najdłużej się da :) I szczerze mówiąc masi, w wielu przypadkach coraz częściej do ślubu to chyba jednak ciąża ciągnie do ślubu :D.
-
Ag a ja myślę, że ogólnie "stereotyp", który jest w dzisiejszych czasach błędnym wzorcem ;-).2009-04-23, 11:36Ps Później się czyta przesiąknięte nienawiścią do mężczyzn posty Wu typu: " Wpisywały się też kobiety, żony Polaków, bite przez swoich mężów pijaków, uciekające po nocach z dziećmi przed agresją męża europejczyka i katolika... ". ;-).
-
A tak swoją drogą. Czy kobiety zamężne bardziej nienawidzą mężczyzn, czy niezamężne. Bo ja myślę, ze mężatki.
-
Ale pytam za co? ;-).
-
Do Ag. Wolisz być po prostu dłużej oszukiwana, piszesz: Dużo par poznaje prawdziwe oblicze partnera dopiero po ślubie. Dlatego wolałabym nie brać ślubu jak najdłużej się da :) JESTEM ZA MAŁŻEŃSTWEM, to wiele zmienia, osobiście polecam bardziej niż konkubinat.
-
Do mężatki Co zmienia? Może kilka przykładów?
-
Małżeństwo jest piękne - z taką żona jak moja.
-
Do mężatki Nie mogę się doczekać więc odpowiem za Ciebie ;-) Pewnie rodzina "strasznie katolicka"... Jakby to wyglądało przed rodziną, sąsiadami, że ja "katoliczka" żyję w taki sposób. To "grzech", pewnie zostałabyś wypisana z rodziny ;-).
-
Mężatka. Ślub faktycznie, katolicki, nie konkordatowy. Zmieniło się to, że moje wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa wzroslo, a za tym zaczęłam budować "dom", a nie mieszkanie. Zaczęłam myśleć o macierzyństwie i zostałam szczęśliwą matką Postrzeganie mojej osoby w rodzinie męża zmieniło się diametralnie, zwłaszcza w kontekście katolickich świąt i uczestniczenia w uroczystościach rodzinnych. Cokolwiek tu zostanie pod tym postem napisane jako mężatka z 20-letnim stażem z bukietem przyjaciółek: żon, matek i kocahnek wiem jedno nie ma większego kmplementu dla kobiety niż powiedzieć jej: ZOSTAŃ MOJĄ ŻONĄ I MATKĄ MOICH DZIECI. To się wiąże z odpowiedzialnością ze strony Mężczyzny, a my takich meżczyzn najbardziej szanujemy. Cdn.
-
Małżeństwo niczego nie zmienia, ślub to tylko papier nic więcej. Najgorzej jest wtedy, gdy małżonkowi wydaje się, że żona to jego własność, "rzecz", którą posiadł i od tego momentu ma być tylko z nim, nie ma prawa do spotkań z przyjaciółmi, do własnego życia, własnych zainteresowań. Sprzątać, prać, prasować, gotować, wychowywać dzieci no i jeszcze po całym dniu ciężkiej pracy, wyglądać czarująco i zabawiać męża. Oczywiście powinna pamiętać przez cały czas, żeby "zachowywać się jak żona". Żadnych rozmów z obcymi mężczyznami, ubiór przyzwoity tzn. "zapięta pod szyję". A jeśli będzie "grzeczna" to w nagrodę będzie mogła wyjść do fryzjera :).
-
Normalnie aż się wzruszyłem ;-)
Ale chyba masz własne zdanie? ;-). -
A moze ktos ten nonsens poprawi: "funkcja bycia małzonką", cóż to za analfabeta stworzył. Funkcja to "funkcja"; bycie to "bycie. Takie stwierdzenie ma wartośc równą innego, minowicie: "odejmowanie mnożenia", odejmowanie to co innego, niz mnozenie i tych czynnosci nie da sie jednoczesnie połączyc, tak jak bycia z funkcją. Ludzie dlaczego tolerujecie takie idiotyzm analfabetów?
-
Poproszę o felieton. "Być mężem".
-
Tygrysku, po co jej tłumaczysz skoro to dla niej jest "kosmosem" ;-) Można wywnioskować z jej postu, że "katolicyzm" jest podstawą. Popatrz ile żon z tego powodu cierpi, nie mogą nic zrobić, bo nie mogą mieć własnego zdania. Boją się o tym mówić. Ale rodzina zwykle wychodzi z założenia. Siedź cicho na dupie i nie rób nam wstydu ;-).