Pastowani prezydenci i koński felieton

Pastowani prezydenci i koński felieton
fot. Krzysztof Gwizdała Wracam po wakacjach, przeglądam bolesławiecką prasę, a tam o uwagę czytelnika walczą: pastowany Azorek, pastowany obrońca ucznia i pastowana felietonistka Bolec.info.
istotne.pl bolec.info, grażyna hanaf, bogusław nowak, maciej małkowski, felieton, bobrzanin

Nie było mnie raptem trzy tygodnie, a po powrocie takie rewelacje. Bolesławieckiej prasie kryzys nie straszny. To pewnie fenomen na skalę światową, bo powstają u nas nowe tytuły, a stare trzymają się dzielnie.

Na okładce nowej gazety ujrzałam ni mniej ni więcej tylko pastowanego Azorka i jego pana, wuja Andrzeja. Na zdjęciu wuj trzyma Azorka na smyczy. Może dlatego, by pies nie obsikał ufundowanego przez wuja pomnika. Na zdjęciach w Internecie można zobaczyć, że pomnik obejrzeć przyszły same persony non grata (niemile widziane w lokalu wuja Andrzeja). Pojawił się tam starosta bolesławiecki z Platformy Obywatelskiej, która to partia wyrzuciła wuja ze swych szeregów klubowych, bo wuj był pastowanym platformiarzem. Przybył też zastępca prezydenta, persona mniej non grata niż prezydent. Starosta Przybylski przybył w sweterku, co nie spodobało się jakiemuś anonimowemu autorowi piszącemu w tejże nowej, bolesławieckiej gazecie. Sweterek go oburzył, bo nie komponował się z powagą i doniosłością fundowania pomnika. Nieodpowiedni stój urzędnika non grata obrażał bowiem inne zaproszone na uroczystość ekscelencje.

Jak już ochłonęłam po tych pomnikowych rewelacjach, na portalu Bolec swój list otwarty do prezydenta opublikowała inna persona non grata. Tym razem niemile widziana w Ratuszu po ostatnich wyborach. Maciej Małkowski (Ziemia Bolesławiecka) w swym liście wyraził tak ogromną pastowaną troskę o bolesławieckie dzieci w przepełnionych klasach miejskich podstawówek, że o mały włos a dałabym się nabrać.

Problem rzeczywiście istnieje i zgadzam się, że klasy są przepełnione. Tylko że Maciej Małkowski miał swego czasu realny wpływ na jakość nauczania w miejskich szkołach. Był zastępcą prezydenta od spraw oświaty. I jakoś tak wyszło, że jak już nie piastuje tej funkcji, to jego troska o dzieciaczki wzrosła. Może ta degradacja dobrze mu zrobiła, bo z niższej pozycji wreszcie dojrzał problem.

Gorzej jeśli, tak jak pomnik wujowi Andrzejowi, Małkowskiemu troska o dzieci mogłaby posłużyć do zbierania głosów w przyszłych wyborach samorządowych na stanowisko prezydenta miasta. Ale o tym przekonamy się za dwa lata.

Na koniec, niejako dla relaksu, zagłębiłam się w felieton Angeliki Krzemińskiej (BolecMamy) i boleśnie uderzyłam o dno. Angelika napisała tekst pod tytułem „Siedzę na koniu”.

BolecMama zawsze zajmowała się problemami matek, więc tytuł był dziwny. Felieton Angelika zaczęła od zadania pytania typowego dla kolorowych pisemek kobiecych:

Nie wiesz, co zrobić ze swoim życiem? Czujesz monotonię dnia codziennego? Zawsze uważałaś, że jesteś fantastyczna, powinnaś być sławna i wszyscy powinni cię podziwiać...

Odpowiedź udzielona przez autorkę na te pytania była całkowicie niezrozumiała:

Nic prostszego – kup „śliski kocyk” i popraw swój byt, jednocześnie pozbywając się małego szkodnika, który „ogranicza Cię w rozwoju”.

Przeczytałam i pomyślałam: a) autorka oszalała; b) autorka oszalała, a specjalista zalecił jej terapię przez twórczość literacką; c) autorka musiała jednak spaść z tego konia na głowę. I co to, do cholery, jest ten „śliski kocyk”?!

Sprawa rozwiązała się w dalszej części tekstu. W ten „żartobliwy” czy „ironiczny” sposób Angelika opisała swoją frustrację z powodu ujrzenia matki Madzi na okładce Super Expressu. Katarzyna W. zaprezentowała się na tej okładce siedząc na koniu w bikini. Wyjaśniło się wszystko. I tytuł, i niestety „śliski kocyk”.

Smutne to, że Bolec-Mama, która ma zapewne inne atuty, robi coś, czego nie powinna się tykać, a nikt z przyjaciół, a już na pewno z redakcji nie uzmysłowi jej tego.

Andżeliko, nie powinnaś publikować tego, co piszesz. A jeśli będziesz to nadal robić, to miej świadomość, że robisz to źle. Ale przyznam, że chociaż pisać nie umiesz, to przynajmniej w tym wypadku miałaś czyste i szczere intencje. W przeciwieństwie do osób, które robią rzeczy dobre, ale intencje ich mogą być pastowane.

(Grażyna Hanaf)