Wow, Barbie będzie miała (uwaga spoiler) waginę, czyli swojską cipkę

lalka Barbie na masce mercedesa nowa
fot. istotne.pl Obejrzałam Barbie Grety Gerwig i Noaha Baumbacha z przyjemnością. Polecam seans w naszym kinie Forum. Okazało się, że nie ubrałam się odpowiednio na seans, bo dress code na filmie Barbie to różowy!
istotne.pl 86 film, grażyna hanaf, felieton

Mam parę różowych rzeczy w szafie i nawet ostatnio jestem blondynką. Różowy by mi pasował, ale nie śledziłam mediów przed filmem i nie wiedziałam, jak się należało ubrać.

Oglądałam film jako pięćdziesięciolatka, która nigdy nie bawiła się lalką Barbie. Nie dostałam jej na komunię, bo w latach 80. XX wieku na polski rynek wciąż nie dotarła stworzona na zachodzie w 1956 roku lalka. Nie kupowałam Barbie córce, bo akurat moja dziewczynka nie była fanką Barbie, chociaż kilka lalek obowiązkowo w prezencie od cioć dostała.

Co dla mnie było w filmie Barbie najlepsze? To, że Barbie wspiera feministki i słowo „feminizm” dostaje się wraz z lalką Barbie niejako w prezencie. To naprawdę nowa jakość.

W Bolesławcu na początku XXI wieku bycie feministką, a ją nią byłam wtedy i jestem dzisiaj, było równe byciu dwugłowym cielęciem lub, co bardziej adekwatne, kobietą z brodą. Wiem, że nadal tak jest w pewnych kręgach związanych z Kościołem katolickim, Konfederacją i rydzykowym odłamem Prawa i Sprawiedliwości, ale elity i salony kulturalne są już zaszczepione feminizmem od lat. Ale na początku XXI wieku mój feminizm te elity zawstydzał jak diabli.

Pamiętam, jak podczas premiery filmu Wiesława Saniewskiego „Bezmiar sprawiedliwości” (2006 rok), która odbyła się w Orle (dzisiaj CIK Orzeł) zapytałam reżysera, dlaczego kobiety w filmie są takie stereotypowe (m.in. ławniczki robiły na drutach jakieś szaliki). Sala uciszyła mnie wtedy, zawstydzona tym, że pozwoliłam sobie na takie „niegrzeczne” pytanie wobec twórcy. Słyszałam sceniczne szepty: to nasza rodzima feministka, co miało wydźwięk: wioskowy głupek.

Teraz liczę na to, że dziewczynki będą się bawiły lalkami Barbie właśnie w feministki!

W filmie podobało mi się też, jak bardzo Ken nie był w niczym Barbie potrzebny. Trudna rola dla Goslinga, super, że ją zagrał. Tak, panowie, czas zająć się sobą i swoimi emocjami, zauważyć w końcu, że czasy polowań na mamuty skończyły się bardzo dawno temu. Przy okazji tego felietonu pozdrawiam też faceta, który na filmie siedział obok mnie ze „swoją kobietą” i cierpiał: kręcił się, wzdychał, telefon oglądał, ale wytrwał do końca.

A najbardziej spodobało mi się to, że w końcu Barbie będzie miała cipkę oraz cały system rozrodczy, jak mniemam. Spodobało mi się też zdanie wypowiedziane w filmie, że Barbie jest człowiekiem. Dla feministki taka deklaracja, że kobieta nie musi się już starać, by być równa mężczyźnie w człowieczeństwie, bo po prostu jest, a wszystko to podane w różu i plastiku, w popularnym filmie, to coś wielkiego. Na miarę historycznej przemiany w kulturze.

Jednego nie jestem jednak pewna... Czy obecne na sali widzki w bolesławieckim kinie to zauważyły, usłyszały i przyjęły do wiadomości, że są pełnoprawnym człowiekiem, a nie drugą płcią? Czy po filmie poczują tę równość w sobie? Czy może wyjdą z seansu w swoich różowych sukienkach, by jeszcze bardziej podobać się Kenom, którzy jak w filmie, do niczego nie są im potrzebni?

Grażyna Hanaf