Wraca sprawa uśmiercenia koziołka. Bolesławiecka prokuratura postawiła zarzut podejrzanemu. Śledczy przekazali nam, że chodzi o czyn z art. 35 ust. 1 Ustawy o ochronie zwierząt. Podejrzany nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień.

Prokuratura analizuje materiały

Po przedstawieniu zarzutów postępowanie weszło w etap czynności końcowych. Oznacza to między innymi analizę dowodów przed podjęciem decyzji kończącej sprawę. Prokurator wskazał, że na tym etapie możliwe są różne scenariusze. Postępowanie może się skończyć umorzeniem, warunkowym umorzeniem, ale może się też skończyć aktem oskarżenia.

Ostateczna decyzja będzie zależała od oceny całości zgromadzonego materiału dowodowego.

Osobny wątek dotyczący policjantów

W sprawie wyłączono także odrębny wątek dotyczący ewentualnej odpowiedzialności funkcjonariuszy policji. Tym wątkiem jednak zajmują się śledczy z Lubania.

Do tematu wrócimy.


Przypomnijmy. Do zdarzenia doszło we wtorek, 14 kwietnia w Szczytnicy w powiecie bolesławieckim. Zgłoszenie dotyczyło rannej sarny, prawdopodobnie potrąconej przez pojazd.

Na miejsce skierowano patrol policji oraz – po zgłoszeniu mieszkańców – Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Jak relacjonował poseł Łukasz Litewka, pracownicy ośrodka pojawili się po kilkunastu minutach od wezwania.

Według opisu sytuacji, gdy dotarli na miejsce, zwierzę już nie żyło. Nad sarną miał znajdować się mężczyzna, który – jak twierdzą świadkowie – sam podjął decyzję o jej zabiciu. Obok był policjant.

W sieci pojawiło się nagranie dokumentujące fragment zdarzenia. Słychać na nim emocjonalną reakcję świadka:

Panowie, jak wykańcza gościu i pan policjant… Jesteście mordercami po prostu

Mężczyzna zwraca się także do osoby, która uśmierciła zwierzę:

Co jej było, proszę pana? To będzie wszystko opublikowane. Co ma połamane? A skąd pan wie? Rentgena ma pan w ręku?

Na nagraniu słychać krótką odpowiedź:

Widziałem

Policja przedstawiła własne ustalenia. W oficjalnym komunikacie poinformowano, że funkcjonariusze zastali na miejscu ranną sarnę oraz mężczyznę, o którym wiedzieli, że jest myśliwym posiadającym stosowne uprawnienia.

Jak przekazano:

Wstępne ustalenia wskazują na to, że mężczyzna ocenił jego stan zdrowia jako nierokujący na powrót do zdrowia i podjął decyzję, którą uznał za adekwatną do sytuacji.

Po interwencji zwierzę zostało przewiezione do lekarza weterynarii. Badanie wykazało poważne obrażenia:

Po przeprowadzeniu badania stwierdzono liczne obrażenia zewnętrzne oraz złamany kręgosłup

Policja przypomina, że tego typu działania regulują przepisy ustawy o ochronie zwierząt. Jednocześnie komendant powiatowy polecił przeprowadzenie dodatkowych czynności:

Czynności zmierzające do ustalenia, czy podejmowane decyzje i działania były adekwatne

Sprawa wywołała szeroką dyskusję w mediach społecznościowych i budzi pytania o przebieg interwencji oraz rolę obecnych na miejscu służb. Wyniki postępowania wyjaśniającego mają rozstrzygnąć, czy działania były zgodne z obowiązującym prawem.