Radna miejska Koalicji Obywatelskiej skomentowała artykuł na istotne.pl: Cennik grozy. Rodzice zdruzgotani wysokością opłat za zajęcia w BOK – MCC
Komentarz radnej
Sprawa podwyżek w BOK–MCC budzi duże emocje i trudno się temu dziwić. Dla wielu rodzin wzrost opłaty o 60 zł miesięcznie za jedno dziecko to nie jest symboliczna zmiana, ale realne obciążenie domowego budżetu zwłaszcza gdy w zajęciach uczestniczy dwoje lub troje dzieci. W skali roku robi się z tego znacząca kwota. Trudno też nie rozumieć poczucia niesprawiedliwości, kiedy dzieci ćwiczą w tych samych grupach, występują razem podczas miejskich wydarzeń, a ich rodzice płacą tak różne stawki.
Z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, że Bolesławiecki Ośrodek Kultury jest instytucją miejską, finansowaną z budżetu miasta, czyli z podatków mieszkańców Bolesławca. W wielu samorządach funkcjonuje zasada, że mieszkańcy rozliczający tu PIT mają pewne preferencje czy to w komunikacji, żłobkach czy ofercie kulturalnej. Samo różnicowanie opłat nie jest więc czymś wyjątkowym.
Problemem wydaje się jednak skala tej różnicy. Podwyżka o 2 zł dla posiadaczy Karty Mieszkańca i jednocześnie wzrost o 60 zł dla dzieci spoza miasta to bardzo duża dysproporcja. W praktyce tworzy to wyraźny podział, który w środowisku lokalnym może być odbierany jako dzielenie dzieci na „lepsze” i „gorsze”, nawet jeśli taka nie była intencja.
Warto też pamiętać, że Bolesławiec i okoliczna gmina funkcjonują jak jeden organizm. Wiele rodzin z sąsiednich miejscowości pracuje w mieście, robi tu zakupy, uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych, a ich dzieci reprezentują Bolesławiec podczas Dni Miasta czy Święta Ceramiki. Czują się częścią tej wspólnoty, nawet jeśli formalnie mieszkają poza granicami administracyjnymi.
Być może zamiast ostrego podziału warto byłoby rozważyć rozwiązania pośrednie: mniejszą różnicę w opłatach, system ulg dla rodzeństw albo wypracowanie porozumienia między miastem a gminą w sprawie współfinansowania zajęć dla dzieci spoza miasta. Takie podejście mogłoby zmniejszyć napięcia i pokazać, że zależy nam przede wszystkim na dzieciach i wspólnocie, a nie na administracyjnych granicach.
Najważniejsze, by w tej dyskusji nie zgubić wzajemnego szacunku zarówno wobec rodziców, którzy martwią się o swoje budżety, jak i wobec samorządu, który odpowiada za finanse miasta. Bo w tej sprawie nie chodzi o tabelki, budżetowe rubryki ani administracyjne linie na mapie.
Chodzi o dzieci, które razem tańczą, razem ćwiczą i razem wychodzą na scenę. One nie widzą granic miasta, widzą koleżanki, kolegów i swoją pasję. I to ich dobro powinno być w tej dyskusji najważniejsze.
Urszula Magryś – Radna Rady Miejskiej Bolesławiec (KO)