Na cmentarzu komunalnym w Bolesławcu jest grób Ewy. Nagrobek sfinansowali pracownicy Zakładów Ceramicznych Bolesławiec (ZCB) z prywatnych składek. Ewa miała umysł dziecka i bywała trudna, kiedy zachorowała. Jej koleżanki z malarni nie pozostawiły jej własnemu losowi. Dbały o nią do samego końca.
– To było tak, jakbym patrzyła jak ktoś tonie i miała wybór: biernie patrzeć, bo skok do wody był dla mnie niebezpieczny, lub skoczyć na pomoc. Skoczyłam. I poniosłam tego poważne konsekwencje – mówi Agata Rusiecka, zwolniona dyscyplinarnie z ZCB przez prezesa Arkadiusza Grzesiowskiego.
Prezes użył tego, co Agata zrobiła, by odebrać jej pracę w Zakładach. Pytany dlaczego tak postąpił, milczy.
Historia Ewy
Ewa w ZCB przepracowała do zwolnienia 40 lat. Kobiety, które opowiadają o Ewie, były z nią bardzo związane, choć ich koleżanka nie była łatwą osobą. Choroba sprawiała, że Ewa była nieufna, nie przyjmowała pomocy wprost i miała w sobie dumę oraz potrzebę samodzielności i realizowała ją tak, jak umiała. Były też dziwne zachowania: rozmowy prowadzone do siebie, nagłe wybuchy śmiechu, dziwna gestykulacja. To wtedy kobiety zrozumiały, że Ewa jest chora. Wcześniej po prostu uważały ją za niezaradną życiowo, ale bardzo dobrą osobę.
– Wszyscy wiedzieli od ponad dwudziestu lat, że Ewa jest chora i że praca w Zakładach to jest jej jedyne środowisko, gdzie może liczyć na wsparcie – opowiada Jola. – I praktycznie wszyscy jej pomagali w różny sposób. W ostatnich latach bardzo wychudła. Myśleliśmy, że to po prostu wynika z tej jej niezaradności, że nie ma na jedzenie i dlatego bardzo chudnie. Skrzyknęliśmy się i wykupywaliśmy jej obiady, żeby chociaż miała ten jeden gorący posiłek. Przechodziła okresowe badania i w ostatnim prześwietleniu płuc wyszło, że to rak – opowiada Jola.
Koleżanki mówią, że Ewa nie radziła sobie z codziennością. Widziały, jak jest bezradna i jak się stara, i ze wszystkich sił ją wspierały. Ewa niestety nie potrafiła gospodarować zarobionymi pieniędzmi, mimo że miała wysoką pensję. Jak podejrzewały jej koleżanki, mogła też paść kilkukrotnie ofiarą oszustów. Czasami pożyczały jej pieniądze, które oddawała co do grosza. Mimo pożyczek, nie umiała o siebie zadbać. Miała też nałóg. Dużo paliła. Z tego powodu czasami ktoś ją źle ocenił.
– Pożyczyłam jej pieniądze, ale poszłam na urlop – opowiada Jola. – Ewa, jak mnie na ulicy spotkała, oddała mi całą sumę. Powiedziała, że na dług odłożyła pieniądze i trzymała, by mi zwrócić. Pamiętała, by każdemu, kto jej pożyczył, oddać. Z czasem jej stan jednak się pogorszył. Miała problem z higieną. Brała prysznic w Zakładach, ale chyba nie miała jak uprać rzeczy. Pożyczała pieniądze i uprzedzała, że szybko nie odda, bo podobno ktoś na nią wziął kredyt i zablokowali jej konto. W mieszkaniu socjalnym, gdzie mieszkała, miała biednie. Nie każdego tam wpuszczała, dbała o swoją prywatność. – Przez cały czas ile mogliśmy, to pomagaliśmy. I powiem, że do dzisiaj Ewą ludzie się opiekują. Kiedy na Wszystkich Świętych przyniosłam jej stroik, to już tam jeden leżał. Zresztą na pomnik też się prywatnie złożyliśmy – dodaje Jola.
Koleżanki chciały Ewie zorganizować profesjonalną opiekę psychiatryczną, ale Ewa, mimo ich pomocy i życzliwości, nie zgodziła się na leczenie. Panicznie się bała szpitala psychiatrycznego. Nie chciała o nim słyszeć. I ten strach wpędził ją w poważne kłopoty.
Dokument, którego Ewa nie chciała podpisać
Ewa została zwolniona z pracy dyscyplinarnie w 2023 roku (wtedy w ZCB rządził prezes Sebastian Fijałkowski, nominat Prawa i Sprawiedliwości). Kobiety ze związków chciały Ewie pomóc. Nie było to łatwe. Kobieta, która 40 lat przepracowała w firmie, była ciężko chora. Oprócz rozwijającego się raka, pogłębiała się choroba psychiczna. Ewa nie przychodziła do pracy, ale nie szła też do lekarza. Nie dlatego, że nie chciała. Nie rozumiała, co się wokół niej dzieje.
– Pracodawca zawnioskował do związków zawodowych, że chce zwolnic Ewę dyscyplinarnie – wyjaśnia Agata Rusiecka. – Mieliśmy trzy dni, aby na to pismo odpowiedzieć. W odpowiedzi, powołaliśmy się na wyrok sądu, by nie zwalniać jej dyscyplinarnie, ale w normalnym trybie. Walczyliśmy o jej odprawę, by kobieta nie została bez żadnych środków do życia. Chodziło o około 21 tysięcy złotych odprawy emerytalnej, które mogły jej realnie pomóc przeżyć – dodaje Rusiecka.
Aby uniknąć finansowych konsekwencji zwolnienia dyscyplinarnego, Ewa powinna była podpisać prośbę o urlop bezpłatny. Ten jeden podpis uratowałby jej sytuację. Jednak Ewa bała się podpisać podania.
– Ona mogła myśleć, że ten podpis spowoduje, że zostanie zabrana do psychiatryka, a tego obsesyjnie się bała – wyjaśnia Jola. – Nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji. Była jak dziecko. Co miałyśmy robić? To moja wina, ja powinnam była podpisać za Ewę ten urlop, ale zrobiła to Agata. Choć każda z nas chciała podpis Ewy podrobić. Nie dla pieniędzy. Nie dla siebie. Dla Ewy. Ostatecznie Spółka nie poniosła strat, bo odprawa i tak nie została wypłacona. Gdy ostatni raz ją spotkałam, ładnie wyglądała, włosy miała zaczesane takie dłuższe, miała ładny sweterek. Wyściskałam ją i obiecałam, że pomogę jej złożyć wniosek do ZUS o emeryturę. Kilka dni później znaleźli ją martwą w jej mieszkaniu… – Jola milknie, ma łzy w oczach.
Historia Agaty
Sprawę podrobionego podpisu Zarząd ZCB zgłosił do prokuratury. Kobiecie zarzucono sfałszowanie podpisu na rzecz Ewy i narażenie Spółki na niekorzystne rozporządzenie mieniem. Agatę skazano. Na dzień 1 grudnia 2025 roku wyrok był już jednak zatarty.
Mimo tego prezes Grzesikowski zwolnił dyscyplinarnie Agatę za to, że kiedyś była skazana.
– W moim przypadku prezes twierdzi, że dowiedział się 12 listopada 2025 roku o tym, że byłam skazana, choć tę informację spółka miała już od czerwca 2024 roku – mówi Agata. – Tymczasem 11 grudnia 2025 roku dostałam wypowiedzenie dyscyplinarne. 8 stycznia 2026 roku sąd przywrócił mnie do pracy na czas postępowania sądowego – opowiada Agata.
Wysłaliśmy zapytanie do Arkadiusza Grzesiowskiego o to, dlaczego zwolnił Agatę pomimo tego, że w dniu zwolnienia jej wyrok był zatarty, czyli formalnie była osobą niekaraną? Na to pytanie prezes nie udzielił nam odpowiedzi. Ale zwrócił mam uwagę, że skoro mamy dokumenty i powołujemy się na wyrok, to przy analizie warto pochylić się nad czynem zabronionym opisanym w wyroku.
– I jeszcze mi problemy z powrotem do tej pracy – opowiada Agata. – Przyszłam do pracy, a mistrz mnie do pracy nie dopuścił. Kazał mi czekać godzinę, aż przyjdzie pracownik kadr i potwierdzi, że mogę rozpocząć pracę. Rozumiem, że zarząd nie poinformował ani kierownika zakładu, ani bezpośredniego przełożonego, że ja jestem znów pracownikiem. W rachunkowości też mi powiedziano, bym sobie załatwiła prywatnie ubezpieczenie, ponieważ nie będę miała wynagrodzenia. Im też musiałam powiedzieć, że sąd przywrócił mnie do pracy. Jak zadzwoniłam do kadr, to mi powiedzieli, że jestem pracownikiem formalnie, ale są podejmowane kroki prawne, by mnie nie przyjąć do pracy i oczekują jeszcze informacji od prawników, jak to będzie wyglądało – mówi kobieta.
Politycy zawsze chwalą ludzi robiących ceramikę
Agata nadal walczy o swoją pracę, którą wykonuje od ponad 30 lat. Ewa, chora, zwolniona dyscyplinarne po 40 latach, zmarła.
Ta historia nie ma prostego podziału na winnych i niewinnych. Formalnie – sfałszowano podpis. Faktycznie – próbowano pomóc chorej kobiecie, która nie rozumiała rzeczywistości. Prawnie – zapadł wyrok i było zwolnienie. Po ludzku – była bezradność, strach i lojalność. Najbardziej uderzające jest jednak coś innego – że w całej sprawie pieniądze były najmniej ważne. Najważniejsze jest zatem pytanie: czy można karać za próbę ratowania człowieka, który nie był w stanie sam się uratować?
Jaki polityk nie przyjechałby do ZCB podczas licznych kampanii, zawsze jest mowa o wspaniałych ludziach, którzy tworzą wyjątkową bolesławiecką ceramikę. Ostatnio Zakłady odwiedził Michał Jaros, szef dolnośląskich struktur KO. Tak Jaros opisał wizytę:
Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” to jedna z najlepszych rzeczy, jakimi może pochwalić się Dolny Śląsk. To jakość, rzemiosło i ludzie, którzy od lat budują markę rozpoznawalną na całym świecie.
Powyższa historia była właśnie o tych ludziach.