Jednym z filarów całej sprawy jest aspekt kościelny oraz to, że jej bohater był nauczycielem w szkole, która na każdym kroku i w każdym aspekcie swojej działalności podkreśla katolickość. Opiewa też swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich i katolickiej aksjologii. Wymaga również od wszystkich członków swej społeczności, którą zresztą nazywa wspólnotą, pełnego zaangażowania w ich wypełnianiu. Znajdziemy to w oficjalnych dokumentach rekrutacyjnych. Nie da się więc prowadzić rozważań w oderwaniu od religijnego, katolickiego odniesienia.

Skandal, który odsłania więcej, niż ktokolwiek chciałby zobaczyć

Skandal jest właśnie tym, co w pierwszej kolejności rzuca się w oczy. Dla jednych zapewne skandalem były same publikacje. Tym osobom zalecam wyłączenie się z życia społecznego i śladem starożytnych mistyków, udanie się na pustynię. Podobno dobrze robi i zabezpiecza przed zgorszeniem płynącym ze świata. Dla innych skandalem była sama aktywność seksualna bohatera. Tym z kolei osobom, jeśli są wierzące, zalecam szczery rachunek sumienia, szczególnie w obszarze własnej pożądliwości. Strony z pornografią z czegoś się bowiem utrzymują, a w Polsce też ktoś „wykręca” statystki PornHub’owi. I choć wiem, że to zawsze „zły” sąsiad ogląda, ale i on ma sąsiadów. Człowiek jest istotą seksualną i nic się na to nie poradzi.

Istnieją jednak ludzie, którzy mają silną alergię na obłudę i hipokryzję. Mam wrażenie, że publikacje właśnie im mogą najbardziej podnieść ciśnienie. Gdy bowiem odłoży się na bok bigoterię, to widzimy grubą warstwę obłudy, które te publikacje odsłoniły. 

Obłuda większa niż grzech – gdy kaznodzieje potępiają to, co sami praktykują

Kościół Katolicki znany jest z tego, że nieustannie atakuje społeczność LGBTQ+. Dajmy spokój z eufemizmami i rozmywaniem znaczenia słów. Dobrze wszyscy wiemy, że określanie kogoś słowem „zaraza”, jak uczynił to biskup Jędraszewski, służy jego stygmatyzacji. Wznieca nienawiść, doprowadza do agresji słownej, mobbingu, a także bezpośredniej, fizycznej przemocy w stosunku do takich osób. Myślę, że nawet wrogowie i ci, którym taki stan nie przeszkadza, mogą się ze mną zgodzić. Różnić nas będzie tylko ocena takiego postępowania. Uważam je za złe i podłe. Ktoś może, niestety, uważać je za właściwe i pożądane. Analogicznie, zarówno ten, który montuje system alarmowy w domu, jak i ten który chce go obejść, by dokonać włamania, są świadomi celu, w jakim zabezpieczenia się zakłada. Różnią ich tylko intencje.

Obłuda środowisk kościelnych związana z seksualnymi „wyczynami” ich funkcjonariuszy jest powszechnie znana z uwagi na ilość publikacji, reportaży oraz wywiadów z ofiarami. Ktoś może powiedzieć, że żadne środowisko nie jest wolne od aberracji, co oczywiście jest prawdą. Jednak w przypadku Kościoła mamy do czynienia z ogromną nadreprezentacją względem reszty populacji. Jest to zjawisko ciekawe samo w sobie. Przywołajmy tu choćby słynną „Sodomę” F. Martela. To jednak nie wszystko. Na przykład ludzie show biznesu, na których negatywny wpływ powołują się często obrońcy kościelnej obłudy, nie uzurpują sobie prawa do bycia dostarczycielami moralności. Nie ustawiają się w pozycji tych, którzy oceniają ludzkie zachowania. Nie prowadzą też katechezy, nie formują człowieka, nie oczekują spowiadania się ze swoich intymnych sekretów, a szkoła nie rozpisuje z nimi zajęć w siatce godzin. Kościół zaś w takiej pozycji się stawia oraz oczekuje prawnego jej uznania przez państwo. Oczekuje specjalnej ochrony, ulg podatkowych, publicznego finansowania oraz teatralnej i czołobitnej postawy. Kościół jest też, jak wspomniałem wyżej, jednym z głównych źródeł hejtu na osoby ze społeczności LGBTQ+, w tym również na osoby nieletnie. A co szczególnie paskudne, oczekuje i wręcz wymusza na władzy publicznej wsparcie w tym zakresie. Z drugiej zaś strony, to właśnie w tej instytucji dochodzi do rzeczy takich, jak opisane i pokazane w materiałach istotne.pl. Wspomnijmy w tym miejscu kanwę tysięcy memów, czyli słynną orgię w Dąbrowie Górniczej. To wam panowie prałaci i przewielebni ojcowie nie przeszkadza? Ale przeszkadza wam, gdy dwóch chłopaków trzyma się za ręce? I wy macie czelność kogoś pouczać? Wprost cuchnie obłudą, zejdźmy więc głębiej.

Krzywda, która rodzi się w ciszy – jak system hoduje cierpienie tych, których miał chronić

Dlaczego tak jest? Dlaczego w kościele tak wiele jest tego typu problemów? Skąd bierze się ta niezwykła nadreprezentacja osób homoseksualnych w tym środowisku? Czyżby geje mieli tak ogromne potrzeby duchowe, że szeregami maszerowali do seminarium? Na przykład w USA często określa się kapłaństwo katolickie jako „gay profession”, czyli zawód typowo gejowski. Nie jest nim już fryzjer ani stylista, ale właśnie ksiądz… Paradoksalnie, odpowiedzią jest sama homofobia. Wielu młodych mężczyzn, którzy odkrywają swoją homoseksualność, traktuje życie konsekrowane (zakon, kapłaństwo) jako „bezpieczną przystań”. Seminarium to koniec z pytaniami od mamy, babci czy cioci o dziewczynę, a także o ślub i wnuki. Do tych powiedzmy dwudziestu lat można jakoś rodzinie “ściemniać”, ale później staje się to coraz bardziej trudne. Jeśli chodzi zaś o otoczenie, to nic nawet nie trzeba mówić, nie musisz się outować, ludzie i tak będą gadać po kątach. Homofobia sama wyszukuje swoje ofiary, niczym radar. Mało tego, nie musisz być nawet gejem, żeby wyzywano cię od „pedałów” i „ciot”. A tak proszę! Seminarium to koniec problemu i jeszcze rodzina może być szczęśliwa i dumna. 

Co smutniejsze, często dochodzi jeszcze kwestia autentycznej, głębokiej wiary i religijności takich osób. Bywa, że są one bardziej wrażliwe i już jako dzieci ztraumatyzowane przez otoczenie. Wiele z nich, przez lata, używało również Boga jako „oparcia” w swoim „problemie”, wstydzie przed samym sobą i w potwornej samotności połączonej z lękiem. Bóg jednak oczywiście nie odpowiadał, albo trzeba było udawać, że się go słyszy.

Obserwacja świata uczy nas wielu rzeczy, również tego, że nie da się uciec przed biologią. Ludzie mają swoje potrzeby i nie da się temu zaprzeczyć. Udawanie, że tak nie jest, jest oszukiwaniem siebie. Co gorsza, jest to taka forma oszustwa, za którą na pewno przyjdzie nam zapłacić. Mamy więc sytuację paradoksalną. Jedna z najbardziej homofobicznych instytucji, czyli Kościół, przyciąga do swoich szeregów osoby homoseksualne i robi to z pełną świadomością swojej obłudy. Robiąc to, ma także świadomość, że osoby takie można łatwiej zniewolić i uzależnić od siebie, by jeszcze pełniej je wykorzystać, również seksualnie. Rzeczywistość pokazuje, że możliwy jest nawet „handel” co bardziej atrakcyjnymi klerykami. Pragnę przypomnieć tu głośną sprawę w polonijnym Seminarium w Orchard Lake. Warto pamiętać, że Kościół to nie firma, z której można odejść i poszukać innej pracy. To autorytarny system władzy, który zniewala systemowo na wielu polach, a posłuszeństwo jest podstawą bycia zakonnikiem czy księdzem. Zależność emocjonalna, mentalna oraz ekonomiczna, utrudniają ucieczkę i poszukiwanie pomocy na zewnątrz systemu. Szczególnie jeśli ktoś wierzy. Byłaby to wszak zdrada.

Biologia jednak robi swoje. Złapani w klerykalną hipokryzję, mężczyźni kompensują swoją potrzebę bliskości z drugim człowiekiem. Nieszczęśnicy, którzy wypierali swoje potrzeby i uczucia, latami udając i oszukując siebie oraz innych, staczają się w skrytą i kompulsywną aktywność seksualną. Często w takich właśnie formach, jak te pokazane przez dziennikarzy z istotne.pl. Paradoksalnie tylko taka jest bowiem „dopuszczalna”, czyli taka, której nie widać. I można to uznać za zrozumiałe. Czy to jest krzywda? Tak, moim zdaniem tak, to właśnie krzywda ludzka.

Gdy opada dym skandalu – czas zapytać, gdzie naprawdę leży wina

Świat się jednak zmienia i stopniowo, nawet w Polsce, rośnie akceptacja dla szeroko rozumianej inności. Pojawiają się też nowe możliwości. Można wyjechać do innego miasta, czy ułożyć sobie życie za granicą. Rodziny też stają się bardziej tolerancyjne i syn gej przestaje być antyczną tragedią dla domu. Coraz więcej osób homoseksualnych zdobywa się na jawność. Czy to dlatego kościelne seminaria zaczynają świecić pustkami? Przyczyn jest pewnie wiele, ale również i tę należy brać pod uwagę. Ta „bezpieczna przystań” już nie jest tak kusząca?

Zapraszam widzów i czytelników do zastanowienia się nad tym, gdzie znajdują się w tej sprawie granice szkody, krzywdy, moralności i jej braku.

Nie przeszkadza mi etykieta adwokata diabła i staję w obronie o. Piotra. Wielu pewnie chętnie przypisze mu wszelkie cechy zepsucia, podłości i inne rzeczy. Budzi to jednak nowe pytania. Czy zawsze był taki? A skoro tak, to czemu trafił do seminarium i zakonu? Jeśli zaś taki nie był, to czemu zakon go zepsuł? Ta krynica moralności, ta sól Ziemi? Jak to możliwe? Kolejne pytania mnożą się same? Ilu jest takich ludzi w Kościele?

Czas na refleksję wykorzystał już ojciec Piotr, który zdecydował się opuścić zakon. Chyba lepiej było sobie dać spokój z tym środowiskiem. Co go wiązało z Zakonem? Raczej nie idearium.

Piotrze! Dasz sobie radę. Uwolnij się od nich i żyj normalnie. Nie wypieraj siebie, nie udawaj, nie kłam, szczególnie przed sobą. To ostatecznie niszczy bardziej niż medialne katharsis.

Mike Carter (Stacja Ateizm)


Film o ojcu Piotrze z bolesławieckiej Szkoły Pijarów.