Sprawa ma swój początek w kwietniu tego roku, gdy redaktor istotne.pl poprosił rzeczniczkę Agnieszkę Gergont oraz sekretarzynię miasta Małgorzatą Słonecką o informację na temat wydatków Urzędu Miasta i jednostek podległych na media (czyli gazety, portale, radio i telewizję).
– Chcieliśmy sprawdzić przede wszystkim umowy zawarte z Marcinem Marczewskim z Bolca, o którym mówi się, że razem ze swoim ojcem Kazimierzem i Bernardem Łętowskim są podobno tubami propagandowymi ratusza i Piotra Romana (nazywanego w opowieściach carem). Całkiem spore kwoty miały i mają podobno zasilać co miesiąc konto Marczewskiego, choć oglądalność jego portalu jest – według statystyk similarweb – czasem kilkukrotnie niższa od mojego portalu – mówi Krzysztof Gwizdała z istotne.pl.
Odpowiedzi na pytanie o pieniądze dziennikarze nie otrzymali (bo urzędnicy wysłali maila na błędnie podany adres mailowy). Urząd opublikował też na swojej stronie zestawienie wydatków, ale było ono ogólne, bez podziału na poszczególne redakcje.
Krzysztof Gwizdała złożył skargę na Piotra Romana. Prezydent miał ją przesłać do sądu (bo taka jest procedura). Nie zrobił tego jednak i skargi nie wysłał.
– Wówczas, już bezpośrednio, złożyłem do sądu wniosek o ukaranie Piotra Romana grzywną. Prezydent jako urzędnik powinien pilnować prawa i procedur, za to w końcu otrzymuje wynagrodzenie od nas mieszkańców Bolesławca – mówi Gwizdała. – Po złożeniu wniosku poinformowałem o tym Agnieszkę Gergont. Dopiero wówczas prezydent przesłał moją wcześniejszą skargę do sądu – dodaje redaktor.
Prawnik Grzegorz Korczak, reprezentujący Piotra Romana, wnosił o oddalenie wniosku Gwizdały i zaniechanie wymierzenia prezydentowi grzywny. Sąd uznał jednak, że Krzysztof Gwizdała ma całkowicie rację i ukarał prezydenta Piotra Romana grzywną. W postanowieniu czytamy:
Wymierzenie organowi administracji grzywny ma na celu nie tylko jego dyscyplinowanie, lecz ma również stanowić sankcję za naruszenie podstawowego prawa jednostki do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.
– Grzywna jest symboliczna, bo stuzłotowa, ale jest. Prezydent musiał również zwrócić mi koszty procesu – mówi Gwizdała. – Teraz czekam na drugą rozprawę, tę dotyczącą nieudzielenia informacji publicznej. Chcę się dowiedzieć, co ukrywa Piotr Roman. Chcę poznać kwoty, jakie ratusz płaci Marczewskiemu, by zobaczyć, czy prawdą są informacje o zblatowaniu Bolca z Romanem. Chcę też zobaczyć, czy sam Roman dobrze gospodaruje naszymi publicznymi pieniędzmi – dodaje Gwizdała.
Terminu rozprawy w sprawie nieudzielenia informacji o wydatkach miasta na media jeszcze nie wyznaczono.