Podczas napełniania worków piaskiem, by zbudować wały przy Mostowej, przyszło kilkadziesiąt osób. Był głośny mężczyzna w dresie z plakietką Zagłębie Lublin, opowiadający kawały, by rozbawić towarzystwo. Był chłopak trans, który nosił ciężkie worki z wielką determinacją. Dołączyło też dwóch imigrantów zarobkowych, których spora grupa mieszka w okolicy. Wyszli zobaczyć sytuację na rzece i spontanicznie dołączyli do pracujących przy wałach ludzi.

Sypiąc piasek do worków myślałam, czy naprawdę potrzeba nam powodzi, by poczuć, że wszyscy jesteśmy z tej samej gliny? I czy moglibyśmy cieszyć się sobą i swoją różnorodnością również w czasach wspólnej zabawy i bezpieczeństwa? Czy gdyby chłopak trans przedstawił się kibicowi Zagłębia Lubin, to zostałby zwyzywany jak podczas Marszu Równości? I czy ten sam człowiek nie chciałby stanąć ręka w rękę z kolorowymi mężczyznami, gdyby nie było sytuacji zagrożenia?