Rozprawa radnego Dariusza F. Zeznania męża poszkodowanej były mocne

Rozprawa radnego Dariusza F. Zeznania męża poszkodowanej były mocne
fot. istotne.pl Mąż pokrzywdzonej zeznawał podczas kolejnej rozprawy radnego Dariusza F., byłego kierownika cmentarza komunalnego. Radny oskarżony jest o znęcanie się nad pracownicą i podżeganie do popełnienia przestępstwa podrobienia podpisu.
istotne.pl mobbing, sąd rejonowy, dariusz f.

Kolejna rozprawa radnego Dariusza F. miała kilka wątków. Najmocniejsze zeznania złożył mąż Ewy, pokrzywdzonej pracownicy cmentarza komunalnego. Mężczyzna swoimi zeznaniami sprowokował radnego do wydania oświadczenia, w którym Dariusz F. wyraził obawę o swoje bezpieczeństwo.

– Jak słyszę te wywody, bardzo żałuję, że kilka lat temu byliśmy normalną rodziną, bo teraz nie wiem: czy dostanę w mordę, jak wyjdę, czy mi powie dzień dobry? Ja mogę się czuć zagrożony. Bardzo żałuję, że pomogłem komuś z rodzinny, tutaj Ewie. Nie będę udawał, jestem bardzo rozczarowany, tym co usłyszałem od kuzyna. I jest mi przykro, że człowiek, który był świadkiem na moim weselu, takie rzeczy opowiada. Ja rozumiem, że to jest mąż. Będę bronił swoich praw i udowodnię, o ile sąd mi pozwoli, że groził mi, że chce mnie zniszczyć, bo są na to świadkowie – oświadczył Dariusz F. przed sądem.

Zeznania męża pokrzywdzonej

Mąż poszkodowanej w swoich zeznaniach opowiadał o podupadaniu żony na zdrowiu, o najczarniejszym okresie w jej życiu zawodowym: stresie, strachu, upokorzeniu.

– Tego jest tyle, aż nie wiem, od czego zacząć. Żona zaczęła pracę na cmentarzu w kwiaciarni i tam wydawało się, że wszystko w miarę jest w porządku – mówił mąż. – Zdarzały się dni gorsze, ale generalnie nie było źle. Któregoś dnia oskarżony zaproponował żonie pracę w biurze, bo ktoś odszedł na emeryturę. Żona ucieszyła się z tego, ale szybko to, co miało być kolejnym szczęśliwym etapem, okazało się tragedią. Moja żona jest z natury osobą skrytą, cichą, nie lubi się kłócić, nie wybucha złością i prawdopodobnie oskarżony uznał to za jej słabość. Uznał ją za najsłabszą w tym całym zakładzie pracy i wyładowywał na niej swoje frustracje z coraz większą bezczelnością i bezwzględnością. A że jest z natury osobą tchórzliwą, nie przeciwstawiał się osobom o silnym charakterze, tylko wybrał sobie moją żonę na ofiarę. Chciał z niej zrobić taką pracownicę do wszystkiego: przynieś, wynieś, pozamiataj. Ciągle jej powtarzał: ty jesteś tu tylko do pomocy, tobie się pieczątka nie należy, tobie nie wolno podpisywać faktur. Krótko mówiąc, chciał mieć służącą na cmentarzu. Jeśli chodzi o wolne i urlopy, to już była droga przez mękę – dodał mąż pokrzywdzonej ze swojej perspektywy.

Za przykład świadek podał dwie sytuacje: uzyskiwanie zgody na wyjazd na pielgrzymkę i wyjazd z dzieckiem na wizytę kontrolną do lekarza. W obu przypadkach, jak twierdził, żona nie uzyskiwała zgody łatwo, a sama myśl o poproszeniu o wolny dzień, miała ją mocno stresować.

– Po tej sytuacji z wyjazdem z dzieckiem (do lekarza – przyp. red.), nie wytrzymałem i zadzwoniłem do niego (oskarżonego – przyp. red.), choć żona nalegała, bym tego nie robił. Powiedziałem mu parę słów, nie będę ich powtarzał, bo były to słowa wulgarne. Zapytałem, co mam zrobić, by się odczepił od mojej żony i on zaczął te swoje: a ty wiesz, że ona popełnia błędy... Każdy popełnia błędy, zwłaszcza jak nie można się skupić w pracy, przez oskarżonego – dodał świadek.

Świadek mówił też o stanie zdrowia swojej żony, które pogarszało się w okresie zatrudnienia jej na stanowisku biurowym na cmentarzu.

– Żona dostała zapalenia barku, lekarz stwierdził, że jest to z powodu braku urazu, skutek długotrwałego stresu – mówił świadek. – Do dzisiaj żona jest pod opieką psychologa i zażywa środki antydepresyjne i nie jest już tą samą osobą, jaką była: wesołą, radosną, uśmiechniętą, zanim zaczęła pracować na cmentarzu – dodał mąż pokrzywdzonej.

Zeznania dotyczące kondycji psychicznej pokrzywdzonej potwierdziły też dwie inne świadkinie: siostra pokrzywdzonej i jej koleżanka z koła modlitewnego.

SMS-y i podpisy na karteczkach

Podczas przesłuchania świadków pierwsza kobieta zeznawała w sprawie SMS-ów, które jakoby miała rozsyłać pokrzywdzona do osób związanych z parafią do której należała. Treść rzekomych SMS-ów była znana świadkini ze słyszenia. Nie widziała ich, nie dostała ich, a osoba, która jej o nich powiedziała, miała je natychmiast wykasować, z uwagi na ich nieprzyjemną treść. Świadkini opowiedziała też o swoim spotkaniu z pokrzywdzoną, kilka miesięcy wcześniej.

– Pani Ewa zwierzała mi się, jakie ma relacja z oskarżonym, jak wracałam z plebanii, to ona mnie zatrzymała i powiedziała, że sprawę podała do sądu i że go zniszczy (Dariusza F.  – przyp. red.). Odpowiedziałam: pani Ewo, nie może pani tak zrobić, bo zniszczy pani piękną rodzinę, czyli rodzinę oskarżonego, a ona na to: mnie też niszczy – dodała świadkini.

Druga kobieta, która zastępowała pokrzywdzoną w pracy, zeznała z kolei, że przez przypadek odkryła kartki z podpisem oskarżonego radnego pod kalendarzem na biurku, przy którym pracowała wcześniej pokrzywdzona.

– Taka była sytuacja, że siedziałam przy biurku pani Ewy, na nim był duży kalendarz-notes, pod który nigdy nie zaglądałam. I niefortunnie go zahaczyłam i wszystko spadło mi na podłogę – zeznawała świadkini. – W biurze byłam sama, a kierownik był u siebie. Zaniepokojony hałasem zapytał, co się stało. Odpowiedziałam, że spadły mi rzeczy. Widząc jakieś karteczki, chciałam je wyrzucić, ale zapytałam, czy mogę to zrobić i poprosiłam, by kierownik je zobaczył. Wśród nich była mała karteczka z jakąś pieczątką z podpisami. Kierownik zaczął fotografować te karteczki. Podpisy wyglądały, jakby to pan Dariusz F. się podpisywał. Kierownik był bardzo zaskoczony i mówił, że to nie jego podpisy. Kierownik sporządził notatkę i poprosił, bym się pod tą notatką podpisała – dodała kobieta. To zeznanie sugeruje, że pokrzywdzona ćwiczyła sobie podpis kierownika, ale czy ta historia jest prawdziwa, oceni sąd.

Kobieta zeznała też, że nie miała żadnych problemów z oskarżonym w pracy, a jej praca była dobrze oceniana. Dodała też, że nie zauważyła żadnej sytuacji, aby w zachowaniu kierownika były znamiona mobbingu, ale nie rozmawiała z pracownikami na temat kierownika. Kontrolując księgi osób pochowanych w okresie 2018-19 kobieta odnajdywała w nich błędy popełnione przez pokrzywdzoną i również kierownika Dariusza F.

Obrońca oskarżonego poprosił sąd o zwrócenie się do Urzędu Miasta Bolesławiec o udzielenie odpowiedzi, gdzie znajdują się dokumenty dotyczące konkretnych wpisów i błędów we wpisach w księgach popełnionych przez pokrzywdzoną w okresie objętym aktem oskarżenia.

– Na chwilę obecną wiemy, że dokumenty zostały złożone, miały być w siedzibie spółki, a ich nie ma, o czym zeznawał dyrektor MZGM Kazimierz Łomotowski – wyjaśniał obrońca.

Dzięki tym dokumentom, według obrońcy, można będzie ocenić, ile błędów popełniła w księgach pokrzywdzona.