Co mówią kolega i prawnik rodziny mężczyzny, który zmarł po aresztowaniu?

Co mówią kolega i prawnik rodziny mężczyzny, który zmarł po aresztowaniu?
fot. istotne.pl Zdaniem mecenasa Kasprzyka doszło do uduszenia mężczyzny. Kolega zmarłego mówi z kolei, że policja zabrała mu na chwilę telefon, gdy robił zdjęcia tego, co działo się w Lubinie.
istotne.pl policja, wojciech kasprzyk, bartek s.

34-letni Bartek zmarł po interwencji policji, do której doszło w Lubinie. Rozmawialiśmy z prawnikiem reprezentującym rodzinę mężczyzny oraz jego kolegą, który dziś był na proteście w sprawie traktowania ludzi przez policję.

– Sprawa jest bardzo skandaliczna. Przede wszystkim, jeżeli mamy 65-kilogramowego mężczyznę i obezwładnia go aż czterech policjantów, to o czym to świadczy? W mojej ocenie i na podstawie tego, co wstępnie wiem, to doszło do uduszenia. I ta osoba wcale nie zmarła w szpitalu, tylko zmarła w momencie, kiedy leżała na asfalcie, na drodze, po prostu została zaduszona – mówi dr Wojciech Kasprzyk, prawnik reprezentujący rodzinę zmarłego mężczyzny.

– Na proteście miało być pokojowo. Na miejscu okazało się całkiem inaczej. Ludzie rozbierali klatki wejściowe, żeby rzucać cegłami, płytkami, kamieniami. Co sprawiło, że do tego doszło? Chyba taka bezradność ludzi wobec śmierci kogoś, kto co by nie robił, nie zasłużył sobie na taki koniec – mówi Dominik Medard, znajomy zmarłego.

– Jeżeli ktoś jest agresywny, to skujemy go w kajdanki, ręce, nawet nogi można zakuć, jak się uda. To 65-kilogramowy chłopak. A tutaj czterech dorosłych mężczyzn kładzie się na niego. No przecież to jest nienormalne. Mi się przypomina sprawa Stachowiaka. Ja nie wiem, czy to nie jest bardzo podobna sprawa do Stachowiaka. Brakowało tylko paralizatorów i pałek jeszcze, żeby takiego młodego człowieka uderzyć. Dla mnie to jest skandal, to jest granda. To jest książkowa sytuacja do tego, aby ci funkcjonariusze, którzy podejmowali te czynności, ponieśli konsekwencje – dodaje mecenas Kasprzyk.

– Bartek jest moim znajomym. Mnie przy tym nie było, więc ciężko mi oceniać, ale na pewno Bartek nie jest osobą, która by mogła zagrażać czyjemuś zdrowiu. Na pewno nie zasługiwał na taki koniec – mówi Dominik Medard.

– Rozmawiałem z ojcem. Jest zszokowany. Mówi, że policja sama sobie wszystko robi. Drugi pełnomocnik, które jest zgłoszony do sprawy, nie został nawet poinformowany o sekcji zwłok. Ponadto byli słuchani policjanci bez obecności pełnomocników strony rodziny. Co to za standardy są w Polsce? Ostatnio dzieją się rzeczy skandaliczne w tym kraju i widzę, że to się przekłada również na ten niższy szczebel, tutaj lokalnie do nas. Ci, co znają sprawę Stachowiaka chociaż trochę, to mogę śmiało powiedzieć, chociaż nie chciałbym użyć tych słów, ale przyglądając się temu od początku, budzi to we mnie szereg podobnych przemyśleń. Mnie to zaskakuje, przeraża. Pytanie jest, ile osób tak naprawdę widziało, co tam się dzieje i dlaczego policja kłamała na samym początku? To jest ciekawe, czy to jest linia obrony, czy po prostu liczyli na to, że ludzie nie nagrywali materiału wideo. No ale to będziemy w trakcie procesu wyjaśniać – mówi dr Wojciech Kasprzyk.

– Robiąc zdjęcia (podczas protestu – przyp. red.) zostałem zatrzymany przez policję. Został mi wyszarpany telefon. Policja mi zabroniła zadzwonić do kogokolwiek, czy do rodziny, czy do znajomych, czy do Państwa. Po czym zostałem poinformowany, że to nie jest zatrzymanie, że nie jestem zatrzymany. To mówię (do policji – przyp. red.): „To jak? Nie jestem zatrzymany, a nie mogę używać swojego telefonu?”. Nie mogłem nagrywać, po prostu stanęło nade mną 10 funkcjonariuszy – dodaje Dominik Medard.