Łączymy się w bólu z Rodziną zmarłej Artystki Jolanty Ajlikow Czarneckiej. Budziła podziw swą mądrością, wielkością ducha i pragnieniem czynienia dobra swoim ukochanym uczniom, bliskim, znajomym oraz umiłowanym zwierzętom.Pozostanie w naszej pamięci
Zmarła Jolanta Ajlikow-Czarnecka
Dyskusja dla wiadomości: Zmarła Jolanta Ajlikow-Czarnecka.
-
-
Wprawdzie nie byłam uczennicą Pani Jolanty, ale poznałam Ją w czasach mojej pracy w Bolesławieckim Ośrodku Kultury. Wielki strata dla wszystkich, którzy Ją znali.
-
To Pani Profesor otworzyla mi oczy i nauczyla patrzec na swiat. Dzieki Niej jestem takim czlowiekiem a nie innym...dzieki Niej uwierzylam w siebie.Dziekuje Bogu ze pozwolil mi spotkac na swojej drodze taka osobe, bo drugiej takiej nie ma na swiecie. Swiat zrobil sie pusty...
-
Mama-urodziła się w Łodzi,Dziadek założył w Łodzi w latach 20 klinikę weterynaryjną. Babcia była pianistką. Na początku lat 30 ,po śmierci Dziadka Babcia przeprowadziła się do Warszawy. Mieszkały tam do wojny. Wojna zastała rodzinę jaszcze na wakacjach w letniej wilii, pod warszawą w Gołkowie( dzisiaj juz wielka Warszawa) i tam przetrwały wojnę.W domu Babci odbywały się tajne komplety i na nich była kontynuowana nauka. A potem było Liceum =PLATEROWKA do której także chodził mój tato,Tak Pisała„O Wołodzi krótko: jako 14-latek ( wyrośnięty ) wstąpił do AK, walczył w powstaniu na Ochocie , a po paru godzinach w bitwie pod Pęcicami. Poległo wówczas wielu młodych ludzi – także braci i kuzynów późniejszych platerowiaków.Edukację zdobywał w Platerowce. zdał maturę w 1947r. próbował dostać się na Politechnikę Warszawską, ale nie pytany o zgodę został wcielony do Podchorążówki w Toruniu/ Wołodzia po licznych perypetiach ukończył studia na Politechnice Warszawskiej, wydział geodezji. W Platerówce głównie poza nauką słuchową (brak podręczników) grał w siatkę i kochał się w licznych platerowiankach W tym czasie dla mnie nie istnieli faceci....... LICZYŁ SIĘ SPORT ! BIEG ! – TEMPO I DAL – SKOK I ZNOWU BIEG!!!!! ..... I ZNOWU BIEG – BYŁO CUDOWNIE ! ponadto zajęcia gimnastyczne Ale ponad sport była SZTUKA! – własne autorskie teksty sztuk teatralnych oraz ich wystawianie na rzecz domów sierot. Taniec o zróżnicowanym charakterze, tańce ludowe i eleganckie menuety.Rysowałam w trakcie gry fortepianowej mojej Matki – dzięki tej formie spędzania czasu zdałam bez przeszkód na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie w 1949r – uciekłam od gruzów, od przypominania o innej Warszawie."/fragment/Ukończyła ASP w Krakowie i przyjechała do Bolesławca do Ojca , i to tak zaczął się Jej epizod bolesławiecki ,który trwał całe życie i ....... będzie trwał zawsze w sercach wielu wielu ludzi. Dziękuje Ci Mamops/ rodzice zawsze chcieli wrócić do Warszawy , tylko zawsze musieli jeszcze COŚ ZROBIĆ.Mama nie mogła zostwić swoich utalentowanych uczniów. W ostatnich dniach zycia bardzo źle się czuła , ale były egzaminy na studia do których przygotowywała swoich podopiecznych i odkładała na drugi plan swoje zdrowie aby nie zostawić tych młodych Osób u progu zycia ... I nie zawiodła nikogo.bała się o Stara wierzbę , którą co chwila ktoś chce wycinać bo daje cień i sypia się liście.........................Dziękuję Wszystkim w imieniu Tatiany , naszych dzieci Ija
-
Jestesmy jednymi z wielu uczniów Pani Profesor i pewnie jak wielu, czuliśmy się tymi jedynymi... W beznadziejnej szarości tamtych czasów, lekcje-rozmowy z Panią Profesor wiodły ku innym światom, choć może lepiej powiedzieć- nawet jeśli górnolotnie - ku Sztuce. Nas zaprowadziły do Krakowa dróżką idącą także z domu Pani Profesor, gdzie poznaliśmy Jej czarującego Męża, córki Iję i Tanię, oraz kolejne pokolenia najwierniejszych z domowników...Od smutku, który dzielimy z najbliższymi Pani Profesor, silniejsza jest nasza wdzięczność, małgorzata i jurek
-
Z ogromnym smutkiem, składam kondolencje Rodzinie Pani Profesor. Byłam Jej uczennicą a dla mojej córki była Wspaniałym Spotkaniem.
-
Pani Profesor / przez olimpijczyków olimpiad i konkursów artystycznych z wielkim szacunkiem zwana Ciotką Jolą/ była jedną z legend naszej szkoły. Otaczała nas wielką troską, nawet wtedy, gdy opuszczaliśmy mury szkoły. Z uwagą śledziła „nasze kariery”, kibicując sukcesom i motywując w porażkach. Czasami, gdy inni wątpili, mówiła, że jesteśmy wielcy i świat do nas należy. Jej dom stał zawsze otworem dla wszystkich „zbłąkanych w sztuce” i tych, których losy potoczyły się innymi drogami. Dyskusjom o tworzeniu, o sensie istnienia, ale także tym przyziemnym sprawom towarzyszyły zwierzęta; przygarniane, odkarmiane, przytulane. Wdzięczne! Tak i jak my – za uwagę, którą nam poświęcała Pani Profesor. Słowa Jej pochwały były nobilitacją, nagany /a takie też się zdarzały/ – porażką. Po latach, kiedy stawaliśmy przed Panią Profesor – już jako dojrzałe kobiety, dorośli mężczyźni – to uczucie – wielkiego szacunku, przywiązania i świadomości, że bez Niej……Nic – zawsze nam towarzyszyło. Schylaliśmy głowy z szacunkiem, nawet nie pytając o zdrowie. Wiadome było, że Pani Profesor była, jest i będzie. Zawsze
-
To Pani Profesor pokazała mi, że świat ma wiele barw - DZIEKUJĘ
-
Dziekuję kochana Pani Profesor za to, że pomogła mi Pani otworzyc oczy, dostrzec to co nie zawsze było widać na pierwszy rzut oka. Juz wiem, że liść nie zawsze jest zielony i że w kałuży można dostrzec wiele barw. Za słowa pochwały i słowa krytyki, za śmiech z żółtej kokardki wpiętej we włosy.Za miłość do sztuki...Kochana Pani Profesor, dziekuję z całego serca...
-
Wyrazy współczucia dla Rodziny Pani Profesor. Była cudownym Człowiekiem, wspaniałym Nauczycielem i Pedagogiem oraz wielkim przyjacielem młodzieży. Przy Pani Joli każdy czuł się wyjątkowo . Pozostanie na zawsze w naszych sercach .
-
Pani Profesor!Jadę dzisiaj się z Panią pożegnać ... tylko czy, jest to tak rzeczywiście? Czy można się z Panią rozstać? Tak poprostu powiedzieć: ... do widzenia? Kiedyś, podczas dyskusji „na dechach i wśród sztalug” powiedziała Pani: „lepiej jest być pierwszym na prowincji niż tysięcznym w stolicy” – to stwierdzenie odnosiło się do nas, Pani uczniów. Mieliśmy pamiętać kim jesteśmy i gdzie jest nasza sadyba. Tak jak Pani wracała myślami do Warszawy, tak my nauczyliśmy się więc wracać do tego miasta, a było to tym prostsze, że na ulicy Okrzei była Pani, był „genius loci”.Tolerancja, poczucie humoru, intelektualny błysk, interdyscyplinarność - tak tworzyła Pani atmosferę dyskusji, której poprostu nie chciało się opuszczać. Było w niej coś ze zwyczaju antycznej Grecji: swoboda wypowiedzi, waga argumentu, refleksja, partnerstwo, stawianie pytania o treść i formę. Fotografia zatrzymuje tylko ułamek czasu i dlatego nie potrafiłem zrobić Pani zdjęcia, ponieważ dla mnie ten czas rozmów nie był chwilką, fragmentem, pojedyńczym kadrem. To film, który Pani zaczęła, i który trwa nadal - czas rozważań o sztuce i życiu, tórczości i pięknie przecież nie przemija!
-
Pogrzeb odbedzie się w Jazgarzewie pod Warszawą w sobotę 21 lipca o godź. 10,00. Mama zostanie pochowana w grobie rodzinnym
-
Odeszła niezwykła osoba... dopiero zaczęłam ją odkrywać, poznawać, chłonąć jej wiedzę i zarażać się miłością do sztuki, pasją...i tak nagle odeszła... Po prostu któregoś dnia przyszłam (jak zwykle spóźniona) na zajęcia i czekam na ostrą reprymende Pani Prof ale tym razem cisza... Wszyscy pracowali w milczeniu... Pani Prof w szpitalu...Było tak dziwnie, tak pusto, tak cicho! :( Los jest okrutny... tak bardzo Jej teraz potrzebowałam... :(
-
Prawdziwą wielkość Osoby Ludzkiej nazbyt często doceniamy dopuiero wtedy, gdy Jej już nie ma tu, na ziemi. Panią Jolantę Czarniecką na szczęście szanowano także za życia, ale dopiero po Jej śmierci dostrzegliśmy - przynajmniej niektórzy - że nikt nie zastąpi tak wrażliwej, mądrej i szlachetnej, bolesławieckiej Artystki. Dobry Bóg, który obdarzył Ją talentem i wielkością serca - zapewne przyjmie Panią Jolantę na wiczne z Nim przebywanie ... Cześć Jej Pamięci !
-
Odeszła wspaniała córka, żona i matka. JOLANTA PATRONKA ARTYSTOWOlbrzymia góra tryskajaca strumieniem miłosci Kocham cię Jolu